Rozdział V
Po długiej rozmowie z Nathanem i serią pytań z jego strony, Cat zostawiła go na dole, i poszła się przebrać i wziąć szybki prysznic. Kiedy ubrana podeszła do biurka pzypomniało jej się coś.
- Cholera! - Szybko złapała torbę, wpakowała do niej telefon i doskoczyła do drzwi. Za nimi stał chłopak.
- Właśnie miałem zapukać...
- Nie teraz! - Zawołała przeciskając się pomiędzy nim, a framugą.
- Co się stało? - Zapytał łapiąc ją za ramię.
- Spuźniona! - Zawołała i sprubowała się wyrwać.
- Gdzie? - Brwi chłopaka zeszły się, a on lekko przekrzywił głowę. Wyglądał przez to jak zaciekawiony kot.
- Nie wiem jak ty, ale ja chodzę do szkoły!
- Z taką kostką to chyba nie.
- Dlaczego? I tak zawsze siedze w ławce, a przejść klasę obok to nie problem.
- Nie puszczę cie.
- Dlaczego?!
- Bo nie jestem pewien czy dasz radę.
- A niby z czym?
- Z tym wszystkim.
- Czyli?
- Jak już wczoraj mówiłem, ludzie potrafią być podli...
-Wiem! - Przerwała mocno zirytowana już Cat. - Dobrze o tym wiem!
- To nie zmienia faktu, że cie nie puszczę.
- Nie możesz mi rozkazywać!
- To prawda.
- A ja nie musze cię słuchać.
- Wiem.
- To ide. - Odparła dziewczyna bardziej bezztroskim tonem.
- Nie.
- Nie?
- Nie.
- Jak to nie?
- Tak to.
- Słuchaj, jeśli tak lubisz się kłucić, to zrobimy to jak wrucę, okey? - Bardziej poinformowała, niż zapytała Cat.
- Nie idziesz do szkoły. - Odparł twardo Nathan.
- Właśnie że ide. Jak nie wierzysz, to spójż. - Powiedziała, po czym wyrwała się i zaczęła schodzić po schodach. Po trzech schodkach silne ramiona chłopaka szybko złapały ją w talii i podniosły, sprawiając, że grunt pod jej nogami znacznie się oddalił, po czym wylądowała spowrotem na górze.
- Nie widze. - Odparł lekko złośliwym tonem.
- To idź do okulisty. Jest jeden bardzo dobbry na przeciwko szkoły...
- Nie. Czemu ci tak zależy na tym, żeby tam pujść?
- Po pierwsze, Av oszaleje, ponieważ nie wie, że coś mi się stało. Po drugie, mój wychowaca niezbyt mnie lubi, wię stwierdzi, że mogłam przyjść na kulach, Po trzecie ...
- To załatwie ci zwolnienie. Do Av możesz zadzwonić. A po trzecie?
- Nie ważne. - Burknęła poirytowana, po czym chciała wyminąć chłopaka i pujść do pokoju, ale Nathan zagrodził jej drogę.
- A dokąd to? - Spytał udając zdziwienie.
- A do pokoju.
- Chwila, mi sie wydaje, czy dałaś za wygraną?
- Nie miałam wyboru. A teraz przesuń się. - Burknęła robiąc krok w bok, ale chłopak zrobił to samo, znowu zagradzając jej drogę.
- A nie skończymy tego, co tak nam twoja kostka przerwała? - Spytał z figlarnym uśmieszkiem.
- A coś zaczeliśmy?
- A nie pamiętasz? To było na kanapie,zanim opowiedziałaś mi o kostce... - Czekał aż dziewczyna sobie 'przypomni'.
- Jakoś nie kojaże.
- To może ci przypomnę... - Szepnął po czym zaczął przybliżać swoją twarz do jej twarzy.
- A może nie... - Przeciągnęła ostatnie słowo, po czym spróbowała się przecisnąć między nim, a ścianą. Jednak chłopak był na to przygotowany. Lekko wysunął nogę, tak że dziewczyna się o nią potknęła i wysunął ręke, żeby nie upadła.
- Grasz nie czysto! - Poskarżyła się dziewczyna. - A tak poza tym, miałeś mi załatwić zwolnienie, zapomniałeś?
- I to ja gram nieczysto... - Mruknął i wziął krok w stronę schodów, po czym szybko złapał dziewczynę i przeżucił ją sobie przez ramię.
- Głupi jestem, przecież lekarz musi zobaczyć twoją kostke, żeby wystawić zwolnienie - teatralnie pacnął się w czoło.
- Puść! Mogę iść sama! - Zapiszczała.
- Nie możesz.
- A właśnie, że mogę! Poza tym jak mnie tak niesieesz, to czuję się jak bydle!
- Oj przepraszam. Już się poprawiam. - Powiedział, po czym przycisnął ręką jej kolana, Lekko pociągnął w dół tak, że piszcząca dziewczyna znalazła się na jego rękach. Przestraszona dziewczyn odruchowo lecąc w dół złapała się pierwszej lepszej żeczy, jak ię okazało, oplotła rękoma jego szyję.
- Jesteś potworem! - żartobliwie powiedziała.
- Wiem. - Mruknął całując ją czoło.
- Zwolnienie! - Przypomniała, na co chłopak jęknął. - No co? Taki miał być cel naszej podruży, prawda? - Powiedziała unosząc brwi do góry.
- Jak sobie chcesz. - Mruknął.
~
- No. Masz to zwolnienie. Zadowolona?
- No okey, jest zwolnienie, tylko że lekarz zapisał mi jakieś leki na tą kostkę i...
- Dobrze! Gdzie jest najbliższa apteka? - Spytał zrezyggnowany, na co dziewczyna odpowiedział uśmiechem.
- W miarę blisko. Idziesz prosto, potem w prawo...
- Może mnie poprowadzisz?
- Ale przecież sam zabroniłeś mi chodzić... - Odpowiedziała niewinnie.
- To pojedziemy samochodem.
- Ale...
- Co jeszcze?!- Spytał zirytowany chłopak.
- No bo, pieszo, to jest taki skrót, którym zawsze idę, a samochodem, to jest strasznie daleko. - Powiedziała z niewinnym uśmieszkiem. Chłopak tylko westchnął.
- Trudno.
- Ale nie wiem czy trafię.
- Zaryzykuje.
- A co jak będzie zamknięta? Z tego co pamiętam nie jest dwudziestocztero godzinna.
- A musisz to mieć na dzisiaj? - Zapytał zmęczonym głosem.
- No w sumie to nie.
- Uff. To pujdziemy jutro, kiedy będzie ci lepiej i będziesz mogła chodzić.
- A jak...
- Bedzie lepiej! Jasne? Bo jak nie to ...
- To co?
- To już nigdy więcej nie pujdziesz do szkoły i będziesz siedzieć ze mną godzinami.
- To mi już jest lepiej. Idziemy po te leki?
- Nie, nie, nie. Nawet lekarz zabronił ci chodzić.
- To załatw mi wuzek inwalicki!
- Ale nie jesteś kaleką.
- Jeśli takie masz wymagania, to szybko się stanę.
- Na to nie pozwolę. - Szepnął zbliżając się do dziewczeny.
- Masz tak jak ja bardzo słabą silną wolę.
- Wręcz przeciwnie. - Dziewczyna niedowierzająco podniosła brew. - Nie wierzysz? Bo gdybym miał słabą wolę, jeszcze od wczoraj bym się od ciebie nie odkleił.
- Głupi.
- Ja? Ja tylko mówię jak by było.
- Akurat.
- Dobra. Pobawmy się tak. Ja wogle nie będe używał silnej woli.
- Ale nic nie zniszczysz?
- Postaram się.
- Napewno?
- Start!- Wrzasnął na całe gardłochłopak po czy przylgnął do dziewczyny zanim ta zdążyła zareagować.
- Stop, ja potrzebuję tlenu! Zawołała po dość długim czasie.
- Najlepszą metodą dotlenienia jest metoda usta-usta - Mruknął po czym znów przylgnąłdo dziewczyn. Podniósł ją i posadził na oparciu kanapy. Po na prawdę długim czasie przerwał, żeby mogła zrobić wdech.
- Ja też mam nieużywać silnej woli?
- No nie wiem. Ktoś musi zostać choć ciut ogarnięty. - Mruczał jej we włosy.
- To ty będziesz tą osobą. - Powiedziała i szybko zaczęła oddawać pocałunki.Jej ręce poszły na kark, a jedna zmierzchwiła mu włosy. Nabrał przez to bardziej niegrzecznego wyglądu.
- Nie sądze. Udało mu się wyszeptać, po czym znów wczepił się w dziewczynę. Zaczął się na niej lekko opierać, zapominając, że nie ma oparcia. W ostatniej chwili oplotła nogami chłopaka, tak, że oboje spadli na kanapę. Dziewczyna pod spodem, chłopak na wierzchu, zawiśnięty na przedramionach. Po bardzo długim czasie, nie mógł już wytrzymać i opadł na dziewczynę, przytrzymał i obrócił. Chłopak na dole, dziewczyna na wierzchu. Na chwilę się odrywali, żeby złapać powietrze i znowu ich usta łączyły się. Po kilku...set takich razach chłopak wziął się za okolice ucha dziewczyny. Całował modgryzał, muskał nosem i wargami. Nie mogli wytrzymać bez swoich warg nawet minuty. Znowu chwila przerwy, w tym czasie chłopak zaczął całować szyję dziewczyny, bark, z którego koszulka się osunęła, potem znowy szyja, i znowu usta.
Po jakiś dwóch godzinach dziewczynie wruciły części zdrowego rozsądku.
- Można by zrobić jakąś przerwe, żeby zmyć z ciebie moją szminkę.
- Nie. - Burknał chłopak i znów wpił się w usta dziewczyny.
- Stop.
- Nie. - Dziewczyna musiała odpychać chłopaka ale to nic nie dało.
- Moja opiekunka będzie tu za chwile - Pisnęła opadając z sił. Chłopak się zatrzymał. - Plus ciekawie będą wyglądać nagłówki w gazetach: " Zacałowana na śmierć przez członka znanego zespołu The Wanted". - Tu chłopak wyglądał na lekko zmieszanego. Cofnął się i usiadł na kanapie.
- Przepraszam, że musiałam to przerwać, ale to prawda. Moja opiekunka powiedziała, że będzie rano, a ja jeszcze nie mogę nabrać tchu. - Uśmiechnęła się przepraszająco.
- Przepraszam. - Powiedział chłopak ze skruchą w głosie. - Trochę mnie ponoisło... Ale i tak potrzeba było trochę silnej woli, żeby się od ciebie oderwać. - Dziewczyna zachichotała. - Jesteś jak narkotyk. Raz się zażyje i nie można przestać.
- W takim razie musisz mnie odstawić na jakiś czas, bo nałogi są niebezpieczne.
- Trudno. Będziesz musiała przeżyć z nałogowcem.
- Tylko zetrzyj te ślady szminki z twarzy, zanim przyjdzie ten nasz kat zwany też opiekunką. - Chłopak zerwał się jak oparzony.
- Spokojnie! Dam ci jakieś waciki i płyn do demakijażu.
~
- Nie ruszaj się! - Chichotała dziewczyna prubują zmyć z chłopaka wszystkie plamy.
- Ale nie mogę wytrzymać jak jesteś tak blisko, a jednoczsśnie tak daleko! - Jęczał Nathan.
- Nagle mnie olśniło...
- O nie! - Jęknął chłopak.
- Hej! Bo się obrarze i nigdy więcej mnie nie dotkniesz.
- Żartuję... Ale sama byś też długo nie wytrzymała.
- Głupi - Powiedziała po czym dała chłopakowi pstryczka w nos.
- No mów.
- W sumie, to tak oficjalnie mi się nie przedstawiłeś..
- Dobrze, a więc jestem Nathan Sykes z zespołu The Wanted - Powiedział oficjalnie. - I jak wypadłem?
- Dobrze, dziewczyna zaśmiała się perliście.
- Nie!
- Co nie?
- Błagam nie śmiej się, bo cała twoja praca z czyszczeniem mojej twarzy pujdzie na marne.
- Jak chcesz. - Dziewczyna uśmiechnęła się. - A tak mogę?
- Jak musisz... Żartuję. Nie zniósł bym cię bez uśmiechu.
- Ciesze się. Trudno by było chodzić cały czas taka surowa i zgorzkniała...Już! - Powiedziała to ostatnie z triumfalnym uśmiechem, po czym posmutniała.
- Co się stało?
- Nic, po prostu, uświadomiłam sobie, że kiedyś będziesz musiał wrócić do chłopaków z zespołu i ruszyć w trasę.
-.- *zerka na tekst* >:( *zerka jeszcze raz* D:< *zerka znowu* D-:<[ *patrzy zmrużonymi oczyma na monitor* -.- Mało. *znowu patrzy* >:( Dużo błędów. *znów..* D:< Krótko! *again..* D-:<[ I'll kill you! Jeden- chcę więcej! Dwa- chcę jeszcze więcej! Trzy- zabiję cię jutro. -.-
OdpowiedzUsuńok
OdpowiedzUsuńSuper, czekam na ciąg dalszy! Jeśli chcesz zareklamować swojego bloga to zapraszam na http://zareklamuj-siebie.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńDzięki za propozycje. :) I za komplement. Mam fragmencik kolejnego rozdziału ale nie umiem skończyć. :/
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń