Rozdział VI
- Wróciłam! Krzyk Mili przywrócił parę do życia.
- Chowaj się! - Wyszeptała ponaglająco Cat.
- Ale...
- Już! Do pokoju! Zanim cię zobaczy! - Bez dalszego sprzeciwu chłopak dopadł schodów i zniknął na górze.
- Co tam? - Zapytała jakby nigdy nic dziewczyna, kiedy Mila weszła do salonu. - Czemu nie wróciłaś wczoraj?
- Ach, na początku byłam na bazarze na zakupach, potem pojeżdziłam po mieście w poszukiwaniu prezentu dla mojej koleżanki i okazało się, że jest dość puźno, ale jestem blisko jej domu, ale też na drugim końcu miasta, a ponieważ spodziewałam się, że tak będzie, zadzwoniłam ale nie odebrałaś, więc się nagrałam. I przy okazji odwiedziłam ją bo kupiłam ten prezent, czyli śliczne kolczyki i naszyjnik więc od razu jej je dałam, i okazało się że jest strasznie puźno, więc zaproponowała mi nocleg, a ja się zgodziłam. - Mila trajkotała jak najęta.
- Dobrze, rozumiem.
- O! Zapomniałam, chodząc tak po sklepach zobaczyłam śliczną sukienkę i...
- Jak chcesz, to możesz ją kupić, nie musisz pytać mnie o zgodę.
- Ale to nie dla mnie!
- To dla kogo? - Cat zrobiła wielkie oczy i odsunęła do tyłu głowę.
- Jak to dla kogo? Dla ciebie!
- Dla mnie?! - Dziewczyna mimo iż nie wydawało się to możliwe otworzyła oczy jeszcze szeżej, a jej twarz wysunęła się na szyji.
- Tak! - Zawołała uradowana kobieta - I musisz ją natychmiast przymierzyć!
- Ale ja mam sukienki...
- Ale nie założysz starej sukienki na Bal Letni! - No tak, na śmierć o nim zapomniałam. - Skarciła się w myślach dziewczyna.
- No nie ma czasu do stracenia! - Zawołała podekscytowana Mila, jakby to dla niej miała być ta sukienka.
- Już, tylko skoczę po torebkę na górę... I nie zaszkodziłoby się ubrać... - Olśniło dziewczynę.
- W sumie... - Wzruszyła ramionami, ale dziewczyna tego nie zauważyła, ponieważ już biegła na górę.
~
W pokoju dziewczyna otworzyła garderobę i podeszła do szafy z bielizną. Następnie wzięła bikini, szorty i narzutkę na górę. Weszła do łazienki, Wzięła krótki prysznic, ubrała się, zrobiła lekki makijaż i rozczesała suche już włosy. rozczesała grzywkę palcami układając na bok. Mrugnęła do lustra i wyszła. Poszła do pokoju po torebkę. Podeszła do biurka i poczuła usta na szyji oraz ręce na tali.
- Gdzie ci tak spieszno? - Wymruczał nie przestając czule całować jej szyję i brodę.
- Do sklepu. - Powiedziała i wyślizgneła się z jego objęć. Chłopak niechętnie ją puścił.
- A długo to potrwa?
- Cóż - Odparła żeczowym tonem - Fakt, że uwielbiam zakupy i to że Mila uwielbia mi kupować różne żeczy, raczej przeczy twoim oczekiwaniom - Powiedziała robiąc filozoficzną minę.
- Chłopak wyglądał, jakby się dowiedział, że jego ulubione lody zostały wycofane z produkcji.
- Ale co ja mam robić przez ten czas? - Jęknął.
- Możesz coś skomponować. Mam gitarę pokuj obok. Pograj sobie. A teraz pa. - Powiedziała szybko, złapała torbę i cmoknęła go w policzek. - Dasz radę. Wierzę w ciebie.
~
Sukienka żeczywiście była przepiękna. Nie była ani zbyt elegancka, ani zbyt codzienna. Po poprostu idealna. Ponieważ to bal l e t n i to sukienka nie może być za długa bo najnormalniej w świecie człowiek upiecze się żywcem. Szczególnie w Miami. Tak więc wracając do sukienki. Czarny materiał sięgał do połowy uda (no bo nie może być przecież zbyt prowokująca), z gołymi plecami. Od pasa idąc w góre ,właściwie na całą szerokość pleców, wycięcie prowadziło do ramion. Materiał był na skrawku ud, tyłku i zakrywał stanik (który trzeba było do komplety kupić, żeby nie zasłaniać pleców). Brzuch był zakryty siateczką (również czarną), ale i tak wycięcie na plecach nie pozwoliło na użycie dużej ilości tej siatki, ponieważ lekko wysuwało się z talii. Dobrze, że Cat była szczupła, bo Mila tak czy siak nie dając wyboru wcisnęła by ją w tą sukienkę. Ale jak już kupuje się takie cudo, to nie obejdzie się bez butów, prawda? Tak więc trzeba było popatrzeć na buty. I te na obcasie i te bez, ponieważ na początku impreza jest w szkole, potem zaś wychodzi na plażę, albo na miasto. Na plaży szpilki odpadają, bo sie zakopują. Zostają więc wizytowe klapki, trampki i boso. Mila z tych trzech opcji widzi tylko tę pierwszą. Udało się kupić klapko-sandały ze srebrnym wkładem, czarnym lakierowanym paskiem, oraz małymi diamencikami na fragmęcie paska. Szpilki zaś musiały pasować, więc czarne, lakierowane, a cały obcas w diamencikach. Widowiskowe. Całość wyglądała świetnie... Przynajmniej dla dziewczyny. Ponieważ materiał sukienki zaczynał się równo ze stanikiem, Opiekunka dziewczyny stwierdziła, że k a t e g o r y c z n i e potrzeba biżuteri. Żeby pasowała do butów, żecz jasna. Więc diamentowy naszyjnik wbrew pozorom bardzo delikatny, do tego diamentowe wiszące kolczyki i bransoletka. A tak na wszelki wypadek jeszcze inny zestaw ( sukienka koloru szafiru, bez ramiączek, spięta pod biustem, przed kolano, z lekkiego materiału, dół karbowany. Tego samego koloru szpilki, zamszowe i sandały skórzane z kamieniami koloru szafirowego. Do tego szafirowa bransoletka, szafirowy naszyjnik i szafirowe kolczyki. Kopertówka koloru ciemnego szafiru.) , tak na wszelki wypadek, albo jakby chciała się przebrać. Nie obeszło się też bez perfum.
Już miały wychodzić. Wpakowały się do samochodu delikatnie odkładając torby kiedy powietrze przeciął głos Mili.
- O matko! Zapomniałyśmy o najważniejszym!
- Czyli? - Spytała dziewczyna marszcząc brwi w skupieniu.
- Torebka!
- Mila, można to załatwić jutro...
- Mowy nie ma! - Przerwała jej, po czym wysiadła z auta. Okrążyła go, otworzyła drzwi od strony pasażera i wyciągnęła dziewczynę. Obeszły wszystkie sklepy z torbami. W ostatnim, znalazły średniej wielkości kopertówkę, lakierowaną, a brzek zapięcia zdobiły dziamenciki. Tak jakby czekała na dziewczynę cały dzień. Idealna. Od razu ją kupiły i natychmiast ruszyły do domu.
- Będe cię musiała zabrać na manicure. - Zaczęła kobieta.
- Chętnie.
- I pedicure.
- Do tych sandałków na pewno. - Odparła z przekonaniem dziewczyna.
- Trzeba obmyślić jaką będziesz miała fryzurę.
- Racja! - Dziewczyna się rozbudziła. - Myślisz, że upięte, czy rozpuszczone?
- Trzeba zobaczyć. Ale mam pomyśł. Będzie świetne. Jutro zabiorę cię do fryzjerki na prubę fryzury. Potem jeszcze pruba makijażu i jakieś inne drobiazgi.
- Łał. Nigdy, do żadnej uroczystości się tak nie przygotowywałam.
- Cóż. Raz na jakiś czas trzeba zaszaleć.
- Czemu nie. - Odparła z szerokim już uśmiechem.
~
Po wypakowaniu się z samochodu i odłożeniu żeczy, obie padły na kanapę.
- Moje nogi - jęknęła dziewczyna.
- Moje też - Dołączyła kobieta zsuwając buty.
- Idę wziąść prysznic i zobaczyć jak to razem wygląda - Stęknęła dziewczyna prubując się podnieść z kanapy.-I zmienie bandarz- dodała bardziej do siebie niż do Mili.
- Idź ja jeszcze trochę tu posiedzę. - Dziewczyna niczego nieświadoma poczłapała na górę biorąc przy okazji biorąc wszystkie torby z podłogi. Gdzy weszła do pokoju opadła zmęczona na łóżko. - Minutkę poleże i wstaję - Jęknęła do siebie.
- Dla mnie, możesz zostać na łóżku. - Usłyszała ciepły głos. odwróciła głowę i zobaczyła Nathana opartego o framugę.
- O boże zupełnie o tobie zapomniałam! Przepraszam! Przez to wszystko...- Zaczęła mówić coraz szybciej i zerwała się z łóżka
- Spokojnie nic się nie stało. - Przerwał jej chłopak podnosząc ciało do pionu.
- Ale ja o tobie na śmierć zapomniałam! Gdybym pamiętała nie zostawiłabym cię tu na.. - Tu dziewczyna rozejrzała się po pokoju szukając zegarka. Gdy znalazła oczy powiękrzyły się jej do wielkości talerzy - Cały dzień... - Dokończyła opadając spowrotem na łóżko.
- Naprawdę nic nie szkodzi. - Chłopak usiadł na skraju łóżka - Miałem czas do namysłu. - Tu się uśmiechnął. - A teraz pokaż co kupiłaś. - Dokończył pokazując białe zęby. Dziewczyna nie została mu dłużna. Złapała torby i pobiegła do łazienki. Tam przebrała się ( uważając na sukienkę, żeby jej nie zniszczyć, oraz dobrze założyć). Gdy wyszła usłyszała cichy gwizd i chłopak wyglądał jak drapieżnik patrzący na ofiarę. Dziewczyna uśiechnęła się nieśmiało. Trzeba będzie jeszcze coś zrobić z włosem, paznokciami i jakiś makijaż by nie zaszkodził. Jutro próby. Oczywiście po szkole.
- Chłopak jakby spoważniał ale wciąż nie odrywał wzroku od dziewczyny.
- Szkoły ? - zapytał lekko zmarszczył brwi i schodząc wzrokiem z tali na zgrabne nogi.
- Tak szkoły. Kostka chyba się rozruszała, widocznie to nie było nic poważnego, a strup który został krzywdy mi nie zrobi - Powiedziała dziewczyna rumieniąc się, ponieważ wzrok chłopkaka sprawiał, że wręcz czuła jego dotyk.
- Napewno dasz radę? - Spytał przenosząc wzrok spowrotem na talię dziewczyny.
- Tak. I czy mógłbyś choć udawać że podziwiasz sukienkę a nie nagie fragmęty mojego ciała? - Chłopak szybko spuścił wzrok i spalił buraka.
- To mogę iść tak na bal letni w szkole?
- Słucham? - Chłopak się zachłystnął.
- No, na bal letni w szkole. Niby po co to wszystko kuowałam?
- No nie wiem... - Chłopak się zamyślił.
- I zamierzasz tak pujść do szkoły, pełnej jakiś chłopaków, którzy tylko czekają, żeby cię pożreć wzrokiem? - Chłopak zaczął się nakręcać.
- Chyba żartujesz?! - Tym razem wyglądał na przerażonego.
- Spokojnie. Nie żartuję, bo tak idę. A poza tym to nikt mnie nie zaprosił. - Cat spróbowała go uspokoić.
- No, jeśli tak pujdziesz jutro, to nie będziesz się o to musiała martwić. - Powiedział, jakby czymś zdenerwowany.
- Słuchaj, nie możesz mi nic wytykać jeśli o to chodzi. - Dziewczynie udzielił się nastrój chłopaka.
- Spokojnie. Nie denerwój się. Przepraszam. Po prostu się o ciebie martwię.
- Hm - Mruknęła dziewczyna.
- A tak poza tym, to wyglądasz bosko. - Mruknął chłopak jakimś cudem już we włosy dziewczyny. - Uważaj, bo jeśli ja z taką silną
wolą
- Tu dziewczyna podniosła brew -
nie mogę się tobie oprzeć, to co zrobią te chłopaki z tej twojej szkoły - Słowo chłopaki powiedział z jakby obrzydzeniem.
- Dobrze, dobrze. Poradzę sobię. A teraz przepraszam, bo muszę pokazać się mili.
~
Jak łatwo się domyślić Mila mało nie zemdlała na widok dziewczyny.
- Wyglądasz bosko - Powiedziała ze łazamiw oczach. - Wyśpij się, bo musisz jutro pujść do szkoły -To dodała już jakby niechcący. Dziewczyna poszła na górę przebrała się w piżamę w łazience, zdjęła bandaż i podreptała do pokoju.
- Za każdym razem wyglądaż lepiej, gdy tu wchodzisz. - Uśmieszek chłopkaka pokazywał, że widok mu się podoba.
- Nie powinieneś wracać do siebie? - Dziewczyna podniosła jedną brew.
- Po co? Tutaj mi dobrze. Szczegulnie jeśli jesteś tak ubrana. Żeczywiście. Dość krótkie szorty i bluzka zasłaniająca tyle co sportowy stanik, odkrywały dość dużo ciała. Dziewczyna spojżawszyw dół się zarumieniła, podeszła do szafy i założyła długi
sięgający do połowy uda ( czyli dalej niż szorty) niezapinany sweterek i owinęła się nim ciasno, na co chłopak zrobił obrażoną minę.
- Lepiej. A teraz idż do d o m u przeliterowała.
- A może n i e?
- To idż do pokoju obok. Jest to pokój gościnny i powinno być okey.
- A będziesz tam ty? - Spytał.
- Nie.
- W takim razie nie okey. - Podsumował. Na co dziewczyna westchnęła
- Nie chcę cię rano obudzić. To nie jest miłe, kiedy śpisz i nagle ktoś cię budzi.
- Dobra - Burknął i poczłapał do pokoju obok - A tak wogóle to czemu nie nosisz tych super ciuchów, które masz w szafie - dodał prędko po czym zamknął za sobą dzrzwi. Dziewczyna zrobiła bliżej nieokreśloną minę i rzuciła się z pięściami na drzwi.
- Otwieraj! - Darła się w niebogłosy - Otwieraj mówię!
- A jak nie - odezwał się stłumiony przez drzwi głos.
- I tak cię dorwę!
- Radziłbym trochę ciszej bo mila cię usłyszy - Gdyby wzrok mógł coś zrobić, drzwi rozprysłyby się na wykałaczki, zaś z chłopaka zostałaby garstka popiołu.
- Kiedyś będziesz musiał wyjść - Syknęła - A wtedy cię dopadnę - jej głos nie miał litości.
- A jak będziesz w szkole? - Słychać było, że chłopak się szczerzy.
- Yyyy! - To był dźwięk bezsilności. Nagle dzrzwi się otworzyły, zdumiona dziewczyna nie zdążyła zareagować, a wyskoczył z nich chłopak, cmoknął ją w usta i zamknął spowrotem dzrzwituż przed jej nosem. Dziewczyna otworzyła szeroko oczy, następnie zwęziła do wielkości szparek i rzuciła się ponownie na drzwi.
- OTWIERAJ!
- Nie.
- JUŻ!
- Nie.
-Ygh! - Ten jakże nie znaczący nic wyraz wyraził więcej niż się dało: wkurzenie, złość, poddanie się, irytację, jakby się ktoś postarał usłyszałby miłość, zadowolenie, pomieszane z klęską, ale wyrażało również bardzo dużo słów, na które dziewczyna nie miał już siły.
- Siedź tam sobie jak chcesz. - Ni to prychnęła, ni to syknęła. - Mi już wszystko jedno.
-Czyli mogę bezpiecznie wyjść?
- Tego nie obiecuję.
- Podejmę to ryzyko jutro. Dobranoc. - Powiedział i znów szybko otworzył drzwi, cmoknął dziewczynę w obojczyk (ponieważ wcześniej się obruciła) i zamknął drzwi.
- Ehh... Nie mam do ciebie siły. - Mruknęła i poczłapała do łóżka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz