poniedziałek, 29 kwietnia 2013

                                                     Rozdział I

          I już tylko tydzień szkoły. Na szczęście. Nie wytrzymam tu więcej. Niby nauczyciele wrzucają na luz po wystawieniu ocen, ale nie tu. W tej szkole wszyscy nauczyciele sie uparli, że cały rok trzeba wykorzystać na nauke. Nie kapuje po co. Jak ktoś będzie sie wydurniał, uwaga nic nie da. Sprawdzianu nie zrobi, bonie ma ocen, poza tym kto sie bedzie uczył w taką pogode? I po co? Bez sensu. po wystawieniu ocen powinny być wakacje. A już na pewno tu, w Miami. 

      W każdym razie w końcu trzeba wstać.-Przerwała przemyślenia Catalina. Po czym poczłapała do łazienki. Chłodne kafelki przywróciły jej trzeżwość myślenia. Szybko wskoczyła pod prysznic po czym ubrała się w czarne skórzane rórki, białą bluzke i czarną kamizelka (służącą tylko i wyłącznie do ozdoby). Ułożyła włosy, które zdążyły u wyschnąć i pięknie sie poskręcać w grube czarne sprężyny o dużej średnicy, następnie nałożyła makijaż. Właściwie go nie potrzebowała, ale to tak z przyzwyczjenia. Po prostu, jakoś jej weszło w użycie, ale tylko delikatny makijaż. Miała grube, długie, czarne rzęsy, wię tusz do rzęs był zbędny. Tylko błyszczyk i róż wystarczały jej do szczęścia. Miała naturalną urode. I była szczupła, i przemiła, ale z charakterem, przez co miała troche wrogów, ale głównie adoratorów.
          Do kuchni zdążyła wpaść, a już dostała w ręke jabłko i została wyrzucona do szkoły. W ostatniej chwili złapała torbe, zanim drzwi zatrzasnęły się przed jej nosem. Natychmiast sie otworzyły i wyjżała z niej poczciwa twarz Mili. Jej służącej (choć nigdy by jej tak nie nazwała), cioci, koleżanki i byłej guwernantki w jednym. Cat miała tylko Mile. Nie była sierotą, ale jej rodzice sie rozwiedli i każdy wyjechał w swoją stronę. Przysyłali pieniądzie na nauke i jej potrzeby osobiste, ale byli dla niej bardziej jak sponsorzy niż rodzice. Mila ją wychowała i zawsze przy niej była, dlatego była dla niej wszystkim. 

       Jednak zobaczywszy, że Cat jest cała uśmiechneła się i żartobliwie psiknęła tak jakby chciała odstraszyć kota. Wykonała przy tym odpychający ruch rękami. Dopiero w trakcie drogi Catalina zorientowała się jak jest pużno. Jednym gryzem dokończyła jabłko i puściła się biegiem do szkoły. Pierwsza lekcja, oczywiście z jej "ukochanym" nauczycielem. Panną Anderson. Nie wiem jakiego przedmiotu mamy się z nią nauczyć, ale z nią żadnego sie człowiek nie nauczy. Gada całe lekcje o swoim życiu prywatnym i czasem przerwie żeby opowiedzieć jakiś suchar. Wszyscy na jej lekcji gadają, a jak ja tylko odwruce głowe, odrazu ma uwagę i ide do dyrektora. Dyrektor jest aniołem i istotą cudowną więc kiedy do niego ide prosi zawsze żebym opowiedziała o tym co sie stało w tym czasie usuwa uwagę. Oczywiście potem zawsze opowiada o zdarzeniu nauczycielom i uczniom, nieco zmieniając postacie, więc cięki mnie, Catalinie Martinez jest znany jako bardzo dowcipny. Zna Anderson i wie, że sie na mnie uparła. Oczywiście tylko ona wie dlaczego, ale niech to pozostanie jej tajemnicą. Jedyną której nie wypapla podczas lekcji. Ale w końcu zadzwonił dzwonek i wyszłam dziękując dyrowi. Wszyscy wiedzieli, że mam z nim na Ty. Nikomu to nie przeszkadzało. Poza moją BFF, Ava która cały czas twierdzi, że zacznie broić, żeby muc sie ze mną spotykać. Bez przesady. Av była bardzo jasną blondynką. Miała proste włosy do pasa. Była bardzo ładna i szczupła, do tego mega przyjacielska. Miała ładną twarz, zgrabny nosek (który był kulfonem, zanim Chris je go złamał) na środku twarzy i duże szare oczy. Usta miała małe, ale czerwone i ułożne w taki krztałt, jakby dawała komuś nieśmiałego buziaka.
- Hej Av!
-Cześć Cat. Slyszałaś o nowym uczniu? Podobno jest mega przystojny!
-I...
-I co? Super! Wszyscy muwią, że jest mądry, ale zadziorny i lekko buntowniczy.
-Jeśli wszcze bunt i przedłuży wakacje, to będzie super.
- Ty to tylko o wakacjach.
-A o czym. A poza tym sama powiedziałaś podobno. Więc nie wiadomo.
W korytarzu słychać było pisk.
- A to co do jasnej...-Ct nie skończyła bo na korytarz wpadło stadko dziewczyn skaczących wokół Jakiegoś chłopaka- To ten nowy? Musze przyznać że jest nie zły, ale ma dość duże powodzenie.
- Cha!
-Co cha?
-Cha, cha! Podoba ci sie.
-Jest przystojny i tyle. Poza tym jest nowy. Każdy nowy jest interesujący. Nie długo zainteresowanie jego osobą bardzo sie zmniejszy.
-Akurat
- Jak nie samodzielnie to z pomocą. Myślisz że każdy chłopak w tej szkole zgodzi się, żeby jego dziewczyna lub koleżanka skakała za nim jak jakiś kangur? Bo ja w to wątpie.
-Jeszcze zobaczymy.
-Moge sie założyć o jedną rzecz z mojej szafy, że za miesiąc będzie jak każy przystojniak. Będzie wzbudzał zainteresowanie, ale dużo mniejsze.
-Zakład stoi.

                                          Prolog

Nowy York. Miasto nowoczesnej technologii. To tutaj spełniają sie marzenia. Każdy może być sobą... jeśli pasuje to większości. Wzbijają się tu naukowcy, gwiazdy... Najlepszy kraj. Najlepsza obrona. Demokracja. Każdy jest równy każdemu. Ale czy na pewno? Między murami których nikt nie widzi też toczy się życie. Skryte, ciche, nikomu nie znane. Tylko nieliczni mają zaszczyt, lub pecha je poznać. Mieszkają i spędzają tam czas wybrani. Bardziej utalentowani niż ktokolwiek na świecie.Są wszędzie. Nie ma ich dużo. Nie rozpoznasz ich, ale oni ciebie tak. Ich życie jest zawsze zagrożone. Ale ciekawsze. Bardziej interesujące. Bardziej nietypowe. Każdy ma dar. A ci nieliczni potrafią go odnaleźć i wykorzystać na swoją korzyść. Działają w grupie. Są jak jedna wielka rodzina.