poniedziałek, 27 maja 2013

                                                                   Rozdział VII
Cat obudził dzwonek budzika. Szybko wstała, ubrała się w czarne szorty, biały top i białe trampki, zrobiła delikatny makijaż i pobiegła na dół do kuchni.

- Co tak wcześnie? - Zapytała zdziwiona Mila.
- Tak jakoś... Może zdąże jakieś śniadanko zjeść? - Spytała z nadzieją w głosie.
- Albo nawet dwa. Jest siódma. Z tego co wiem, chciałaś szybko skończyć szkołe bynajmniej nie po to, żeby ją wcześniej zacząć...
- Dobra. Po prostu jakoś chciało mi się wstać.
- Okey. To co chcesz?
- To ja poproszę... Jakąś kanapkę.
- Dobra. W tym czasie zrób sobie coś do szkoły.
- Mi wystarczy jabłko.
- Jak chcesz. - Skończyła rozmowę kobieta. Obie przez chwilę krzątały się po kuchni potem dziewczyna zjadła kanapkę i poszła do szkoły. Przed nią siedziała Ave.
- Hejo!
- Cześć. Widzę, że dziś humor dopisuje.
- A i owszem.
- A wyjawisz mi przyczynę tego szczęścia?
- A pamiętasz nasz zakład?
- Tak a co? - Dziewczyna ściągnęła brwi.
- A nic bo wygrałam.
- Ale to miało trwać tydzień.
- Ale zainteresowanie jego osobą wciąż rośnie.
- Normalnie spada. Hm. No dobra. Wygrałaś, ale do końca tygodnia coś się mogło stać.
- Okey. Jak się wydarzy, to uznam swoją przegraną. - W tym czasie zadzwonił pierwszy dzwonek.

- Choć, bo się spuźnimy. - Powiedziała truchtając już Cat.
- No co ty nie powiesz? - Mruknęła sarkastycznie Ave i dogoniła przyjaciółkę. Dziś była środa, a to znaczy, że prawie wszystkie lekcje mają oddzielnie.

   Po wejściu do klasy Cat usiadła w ostatniej ławce i zaczęła coś rysować w zeszycie. Po drugim dzwonku ktoś się do niej dosiadł. Zwróciła oczy w stronę osoby obok. Zazwyczaj przed lekcją była kłutnia kto z nią usiądzie. Chciała sprawdzić kto okazał się tym "farciarzem". Ku jej zdziwieniu, nie był to nikt kogo znała. To był  n o w y. Miał lekko opaloną skórę, jakby z odcieniem toffi, ciemne oczy na które wystarczy spojżeć by wchłoneły cię jak czarna dziura, od której pożyczyły kolor. Do tego włosy średniej długości o kolorze czekolady deserowej. Miał zgrabny nos i podbródek z bardzo delikatną mgiełką zarostu, która dodawała mu drapieżności. Usta miały kształt, jakby stworzony po to, by całować. Muskuły rysowały się pod jego koszulką. Nie były tak bardzo widoczne jak u atletów, ale wyglądały na silne.
- Cześć, jestem Aiden. - Chłopak uśmiechnął się filuternie ukazując szereg białych zębów. - Ale mów do mnie Ad
- Catalina, ale mów do mnie Cat. - Odpowiedziała dziewczyna niedowierzając w to co widzi. - Ale na twoim miejscu usiadłbym z kimś innym.

- A to niby dlaczego. - Chłopak powiedział to podnosząc niedowierzająco brwi.
- Bo możesz dostać w tę twoją śliczną buźkę. To, że jesteś nowy nie daje ci taryfy ulgowej.
- Przywalisz mi? - Spytał chłopak ze śmiechem. - Nie obraź się, ale wątpie czy dasz radę.
- Nie ja. - Zakończyła rozmowę dziewczyn zwracając wzrok na drzwi. - On. - W tym momencie do klasy wszedł jakiś blondyn. Przejechał przez klasę wzrokiem i spoczął na dziewczynie. Gdy tylko zobaczył chłopaka obok niej ruszył na niego z morderczym wzrokiem i ściśniętymi pięściami. pięściami.
- Spadaj to moje miejsce. - Powiedział głosem ostrym jak żyletka. - Już!
- Przepraszam, ale podpiane nie było. - Odpowiedział chłopak, przez co dziewczyna spojżała na niego niedowierzająco, a blondyn wściekle.
- Chyba nie usłyszałeś. Pozwól że powtórze. S P A D A J! - Ostatnią literą powiedział z taką furią, że dziewczyna miała wrażenie, że wszystko się trzęsie.
- Po co te nerwy? Wystarczy poprosić. - Chłopak doskonale się bawił. - Choć. Ten kolega chyba chce tu usiąść. - Ostatnie zdanie wypowiedział w stronę dziewczyny na co ona otworzyła szeroko oczy i patrzyła na niego jak na wariata.
- Ona zostaje. - Syknął blondi. - I siedzi ze  m n ą. - Na nowym Aidenie nie zrobiło to wrażenia.
- Chyba ma prawo zadecydować z kim usiądzie, prawda? - Powiedział to z takim tonem jakby mówił o pogodzie. Drugi chłopak (a nazywał się on Noach [czyt. Noa]) aż fuknął z niedowierzania. Zamierzył się na chłopaka i chciał mu porządnie przywalić, ale ten lekko przesunął głowę, tak, że wyglądało to jakby mu przywalił, choć w rzeczywistości nic się nie stało. Oczywiście wiedział o tym tylko Noa i Ad. Dziewczyna krzyknęła i zakryła usta dłonią. Na nieszczęście Noacha do klasy wszedł nauczyciel gdy jego pięść (z punktu widzenia innych) spoczęła na szczęce Aidena.
- NOA NATYCHMIAST DO DYREKTORA!  - Wrzask był tak głośny, że posada budynku chyba się zatrzęsła. Dziewczyna spojrzała na Ada. Ten świetnie blefując i wiedząc, że nauczyciel był  klasie podczas gdy Noa się zamachnął, udawał, że go boli. Chwycił się za szczęke i lekko skulił, za co Noa posłał mu mordercze spojrzenie, wysunał na chwilę szczęke, po czym odwrócił się i wciąż ogarnięty furią wyszedł z klasy.
- Wszystko w pożądku? - Szepnęła wciąż przerażona dziewczyna kładąc ręke na jego ramieniu.
- Aiden, idź do pielęgniarki. Cat ci pomoże. - Zwróciła się ze współczującym wzrokiem nauczycielka do chłopaka.
- Oczywiście pani Thompson. - Powiedział dziewczyna po czym wyszła z klasy razem z chłopakiem, co spotkało się z pomrukami niezadowolenia i ze strony chłopaków i dziewczyn. Na korytarzu chłopak zabrał ręke i się uśmiechnął.
- Niezłego masz chłopaka. - Mruknął.
- Po pierwsze Noa to nie mój chłopak, a po drugie, to wydawało mi się, czy jeszcze przed chwilą bolała cię szczęka?

- Niezupełnie.
- Jak to 'niezupełnie'. Przecież Noa ci przywalił! - Podniosła głos dziewczyna.
- Cicho! - Szepnął chłopak. - Niezupełnie mi przywalił. Zrobiłem taki jakby unik. Nie widać było że go zrobiłem, ale tak jest. Wiem o tym ja, Noa a teraz również ty.
- Jak to Noa? Przecież nie sądze, żeby tylko udawał, że ci chce przywalić.
- Nie, nie. On poczuł, że mi nie przywali. Będe miał siniaka, jakbym normalnie dostał, ale nie dostałem. - Tłumaczył zawile chłopak, na co dziewczyna odpowiedziała głupim wyrazem twarzy.

- Aha. To po co ta szopka?
- Żeby Noemu się dostało. Nie powinien nikomu grozić ani rozkazywać.
- A ty taki  święty niby? - Prychnęła dziewczyna i przewróciła oczami.
- Nie, ale nikomu nie groże... Czemu tak zareagował jak z tobą usiadłem? Rozumiem, każdy chciałby usiąść z takim cudem, ale żeby się bić? - Chłopak szybko i zwinnie zmienił temat, a dziewczyna spuściła głowę w zawstydzeniu. - Mogliby jakieś kolejki ustawić, albo losowanie, jak już Ci wszystko jedno z kim siedzisz.

- Po pierwsze, nie jest mi wszystko jedno. Kiedy mam lekcje z moją przyjaciółką, siedze z nią. Po prostu w środy nie mamy żadnych lekcji. Czasem mam ochotę usiąść sama ale nie dają mi wyboru. A teraz sorry, ale muszę wracać na lekcję. - Wybuchła dziewczyna.
- Spokojnie. Nie chciałem cię urazić.
- A jednak to zrobiłeś. - Powiedziała i odwróciła się, żeby wejść do klasy, ale chłopak złapał ją za łokieć i pociągnął, że poleciała w jego ramiona.
- Puść. - Syknęła. - Puszczaj! - Dziewczyna już otworzyła usta, żeby coś krzyknąć, ale chłopak zamknął jej usta ręką.

- Ćśś. Nie drzyj się. - Szepnął, a dziewczyna próbowała się wyszarpnąć. - Przestań. - Powiedział ostro i ścisnął ją za ramię aż ta jęknęła. - Nie szarp się to cię puszcze. - Powiedział już łagodnie i polużnił chwyt. - Nie będziesz krzyczeć? - Zapytał a dziewczyna pokręciła głową. Na ten znak ją puścił, a ta od razu odskoczyła i zaczęła rozmasowywać ramiona na których był widoczny czerwony ślad po ręce chłopaka.

- Przepraszam. - szepnął - Ale nie mogłem pozwolić żbyś się darł na całą szkołę.
- Nie musiałeś mnie tak ściskać. - Mruknęła.
- Przepraszam. Dobrze. A teraz, z tego co pamiętam miałaś mnie zabrać do pielęgniarki. - Powiedział robiąc krok w jej stronę.
- Jesteś tu trzy dni. Dyrektor ci pokazywał szkołę. Nie trafisz sam?
- Nie.
- Aaa! - Jęk bezsilności wydobył się z ust dziewczyny. - Choć za mną. - Jęknęła.
- Z przyjemnością. - Mruknął z nie wrużącym dobrze uśmieszkiem i ruszył za dziewczyną. Cały czas czuła jego wzrok na jej tyłku.
- Mugłbyś łaskawie nie patrzeć na mój tyłek? - Powiedziała szybko się odwracając. Był bliżej niż myślała. Bardzo blisko. Dużo za blisko. - Co ty chciałeś zrobić? - Warknęła właściwie w jego pierś.
- Nic. - Powiedział niewinnie wzruszając ramoinami.
- Więc odsuń się i albo idź obok, albo dwa metry za mną. - Syknęła i przyspieszyła kroku.
- Z tego co widziałem, nie przeszkadza ci bliskie towarzystwo mężczyzn.
- Z tego co widziałam, nie przeszkadza ci bliskie towarzystwo kobiet. Nawet bardzo bliskie. Duża ilość, też ci nie wadzi. - Powiedziała uśmiechając się słodko. Po czym odwróciła się i jeszcze bardziej przyspieszyła kroku. Chłopak szybko ją dogonił i szepnął do ucha owiewając je ciepłym powietrzem.
- Ale ty jesteś inna. - Na usta dziewczyna wpłynął uśmieszek.
- Powiedz. Ile dziewczyna na to wziąłeś? - prychnęła.
- Mówię serio.
- Ja też. A teraz, idziesz do tj pielęgniarki czy nie. - Uniosła brwi w pytającym geście. Chłopak pokazał by szła przodem. Ona niczego nie pojejrzewając ruszyła. Po paru krokach poczuła dłonie na biodrach. Zanim zdążyła zareagować Aiden oplótł ją w pasie dłońmi. Przysunął głowę do jej głowy i zaczął muskać ustami jej skórę za uchem. Dziewczyna przeżyła deja vu. Po chwili szepnął nie bądź taka twarda. To nie pasuje do twojego wyglądu. Mruknął całując ją w obojczyk i rękami wodząc po jej ciele.
- A co pasuje? Maślane oczka i pozwolenie na macanie przez każdego chłopaka na korytarzu? - Prychnęła i zdjęła ręce chłopaka ze swoich bioder. - Bo moim zdaniem to to pasije do różowych plastików. - Dokończyła i pokazała chłopakowi by szedł dalej. Ten posłał jej zirytowane spojżenie i rószył ocierając się "niechcący" o Cat. Jako odpowiedź dziewczyna prychnęła. 
- O co chodzi tym razem? - Spytał jakby naprawdę nie wiedział.
- Nie udawaj niewiniątka. A teraz, jeśli chcemy dotrzeć do pielęgniarki przed jutrem, to może już ruszymy.
- Nie mam pojęcia o czym mówisz ale dobra. - Wzruszył ramionami chłopak. Dziewczyna tylko wypuściła głośno powietrze. Po pewnym czasie (który minął w ciszy) chłopak gwałtownie się zatrzymał, przez co dziewczyna na niego wpadła i poleciała na ziemię.
- Ej! - Powiedziała siadając na podładze i otrzepując ręce z kurzu. - Co ty wyprawiasz?
- Stoję i nie wiem czemu ty leżysz - powiedział chłopak i od razu został obdarzony morderczym wzrokiem.
- Pytam się czemu nagle się zatrzymałeś. Właśnie dlatego leżę. Bo na ciebie wpadłam! -
- Widocznie stoisz zbyt blisko. - Wzruszył ramionami. - Pomogę ci wstać. - Dokończył kucając przy dziewczynie.
- Dam radę. Jeszcze umiem się sama podnieść. -Prychnęła podpierając się. Nie stety upadła na tyle niefortunnie, że kostka znów dała o sobię znać. Nie za mocno, ale na tyle, żeby utrudniała chód. Próbując się podnieść dziewczyna syknęła. Chłopak doskoczył do niej i złapał w talii, przytrzymując ją, i lekko przywrócił do pionu.
- W pożądku? - Zapytał z zatroskaną miną.

- Jaby cię to obchodziło. - Prychnęła próbując go od siebie odepchnąć, ale chłopak mocno ją trzymał.
- Pytam serio. Masz coś z kostką? - Powtórzył pytanie obracając ją przodem do siebie i dokładnie oglądając.
- Tak. Puść mnie. - Powiedziała, dalej bezskutecznie próbując go od siebie oddalić.
- Nie. Nie szarp się. Zaniosę cię. - Powiedział lekko się pochylając, żeby wziąść ją na ręce.
- Nie! - Pisnęła dziewczyna, ale była już w jego ramioach. - Puść! - Piszczała dalej, machając nogami. - Chcę na ziemie! - Próby zsunięcia się z ramion chłopaka zakończyły się niepowodzeniem.

- Nie wierzgaj nogami i przestań piszczeć!- Powiedział chłopak.
- A jak nie? - Odpowiedziała mrużąc oczy.
- Jak nie to będę musiał ci je zamknąć, a z powodu braków innych środków, będe to musiał zrobić ustami. - Powiedział chłopak uśmiechając się filuternie. Dziewczyna otworzyła szeroko oczy ze zdumienia i zpowrotem je zmrużyła.
- Nie zrobisz tego. 
- Owszem zrobię. Nie zawacham się ani chwili. Dlatego siedź cicho i prowadź.
- Jak mam prowadzić skoro mam być cicho? -Spytała niewinnie.
- Dobrze. W takim razie prowadź i nie piszcz. - Sprecyzował chłopak.

                                                                               ~

Dziewczyno coś ty zrobiła z tą kostką? - Powiedziała pielęgniarka po dokładnym przebadaniu. - Ty się cięłaś żyletką?
- Nie, po prostu siedziałam na blacie i się zsunęłam i coś zrobiłam a te zadrapania to wina kota... -Tłumaczyła dziewczyna.
- I w takim stanie przyszłaś do szkoły? - Kontynuowała.
- No.. Nie, ale... Bo... To..- Nie mogła się wysłowić. -  tak jakby się... znaczy było już okey, ale teraz się przewróciłam i znów jest nie okey. - Pielęgniarka westchnęła i owineła kostkę bandażem.

- Poproś tu tego swojego "tragarza". Nie wolno ci chodzić cały dzień. On będzie cię nosił i zawiezie do domu.
- Ale... - Chciała zaprotestować dziewczyna.
- Nie. Żadnego ale. Koniec dyskusji. A co do jego siniaka, to jutro nie będzie po nim śladu. - Zakończyła pielęgniarka podając dziewczynie trampka. - Możesz już wejść! - Zawołała do drzwi za którymi stał chłopak. - Masz ją nosić cały dzień. Z twoich kart wynika że nie masz i nie miałeś żadnego problemu z kręgosłupem. Patrząc na twoję ramiona dasz radę. - Tu chłopak się zarumienił. - Zawieziesz ją po lekcjach do domu. Tu macie usprawiedliwienie. Teraz zmykajcie. - Zakńczyła a chłopak wziął Cat na ręce. Po wyjściu z gabinetu wyszczeżył się do niej, nachylił i mruknął we włosy:
- Chyba jesteś na mnie skazana. - Po czym cmoknął jej ucho.
- Hej, hej! To że musisz mnie nosić nie upoważnie cię do czegoś takiego. Zabierz mnie na lekcję. - Zakomenderowała.
- Jak sobie panienka życzy. - Pochylił głowe na znak ukłonu i ruszył w stronę klasy.
- Nie nazywaj mnie tak. - Burknęła.
- Stawiasz zbyt wiele warunków.
- To ty sobie pozwalasz na zbyt wiele. - Zakończyła romowę, gdyż weszli do klasy. Powitały ich pomruki i krzyki niezadowolenia oraz zdziwiony wzrok nauczycielki. Chłopak podszedł do niej szybko i podaj kartkę od pielęgniarki. Ta szybko ją przeczytała oddała właścicielowi i wskazała głową ławkę. Gdy chłopak posadził dziewczynę i sam usiadł pani Thompson wstała.
- Cat ma dość poważną kontuzję kostki, dlatego pielęgniarka wyznaczyła Aidena, żeby ją nosił. Będzie to trwało cały dzień. - W klasie słychać było krzyki innych chłopaków typu " Ja mogę ją ponosić" albo "A dlaczego niby on". - Cicho! Pielęgniarka wyznaczyła jego i on będzie nosił Cat. Wracając do tematu. Proszę nie utrudniać im sprawy i w razie czego pomóc. - Zakończyła pani Thompson. Po zakończeniu lekcji głośniki szkolne ogłosiły to samo co nauczycielka. Od razu do swójki dołączył się każdy chłopak ze szkoły z pytaniem czy Cat czegoś nie potrzeba. Dziewczyna robiły tak samo, tylko pytanie zwracały do Aidena. Tak minął właściwie cały dzień w szkole. Pod koniec zajęć Ad poszedł coś załatwić u dyrektora. W tym czasie zostawił dziewczynę na parapecie. Od razu podzeszły do niej tabuny chłopaków.
- "Zostawił cię ten gamoń? Gdzie on jest, zaraz mu się dostanie! " , " Może teraz ja cię ponoszę?" , Chcesz gdzieś iść?" , "Przynieść ci coś?" - Zadawali coraz więcej pytań i dawali coraz więcej propozycji. Dziewczyna nie miała czym oddychać. Nie mogła wydusić z siebie słowa. Zaczynało jej się robić ciemno przed oczami. Nagle z tłumu wyskoczył jakiś czarnowłosy chłopak.
- Sadówka, ona nie potrzebuje niczyjej pomocy. Ja ją zaniosę do domu!- Powiedział biorąc ją na ręce i wyprowadzając na dwór.
- Żyjesz? -Zapytał sadzając ją na biurku.
- Tak. dzięki Mike. - Powiedziała dziewczyna przytulając się do chłopaka. - Co ja bym bez ciebie zrobiła.
- Na pewno by cię tam udusili. - Powiedział parskając śmiechem. - Chodźmy do kawarni. - Zakomenderował biorąc ją spowrotem na ręce.