Rozdział VII
Cat obudził dzwonek budzika. Szybko wstała, ubrała się w czarne szorty, biały top i białe trampki, zrobiła delikatny makijaż i pobiegła na dół do kuchni.
- Co tak wcześnie? - Zapytała zdziwiona Mila.
- Tak jakoś... Może zdąże jakieś śniadanko zjeść? - Spytała z nadzieją w głosie.
- Albo nawet dwa. Jest siódma. Z tego co wiem, chciałaś szybko skończyć szkołe bynajmniej nie po to, żeby ją wcześniej zacząć...
- Dobra. Po prostu jakoś chciało mi się wstać.
- Okey. To co chcesz?
- To ja poproszę... Jakąś kanapkę.
- Dobra. W tym czasie zrób sobie coś do szkoły.
- Mi wystarczy jabłko.
- Jak chcesz. - Skończyła rozmowę kobieta. Obie przez chwilę krzątały się po kuchni potem dziewczyna zjadła kanapkę i poszła do szkoły. Przed nią siedziała Ave.
- Hejo!
- Cześć. Widzę, że dziś humor dopisuje.
- A i owszem.
- A wyjawisz mi przyczynę tego szczęścia?
- A pamiętasz nasz zakład?
- Tak a co? - Dziewczyna ściągnęła brwi.
- A nic bo wygrałam.
- Ale to miało trwać tydzień.
- Ale zainteresowanie jego osobą wciąż rośnie.
- Normalnie spada. Hm. No dobra. Wygrałaś, ale do końca tygodnia coś się mogło stać.
- Okey. Jak się wydarzy, to uznam swoją przegraną. - W tym czasie zadzwonił pierwszy dzwonek.
- Choć, bo się spuźnimy. - Powiedziała truchtając już Cat.
- No co ty nie powiesz? - Mruknęła sarkastycznie Ave i dogoniła przyjaciółkę. Dziś była środa, a to znaczy, że prawie wszystkie lekcje mają oddzielnie.
Po wejściu do klasy Cat usiadła w ostatniej ławce i zaczęła coś rysować w zeszycie. Po drugim dzwonku ktoś się do niej dosiadł. Zwróciła oczy w stronę osoby obok. Zazwyczaj przed lekcją była kłutnia kto z nią usiądzie. Chciała sprawdzić kto okazał się tym "farciarzem". Ku jej zdziwieniu, nie był to nikt kogo znała. To był n o w y. Miał lekko opaloną skórę, jakby z odcieniem toffi, ciemne oczy na które wystarczy spojżeć by wchłoneły cię jak czarna dziura, od której pożyczyły kolor. Do tego włosy średniej długości o kolorze czekolady deserowej. Miał zgrabny nos i podbródek z bardzo delikatną mgiełką zarostu, która dodawała mu drapieżności. Usta miały kształt, jakby stworzony po to, by całować. Muskuły rysowały się pod jego koszulką. Nie były tak bardzo widoczne jak u atletów, ale wyglądały na silne.
- Cześć, jestem Aiden. - Chłopak uśmiechnął się filuternie ukazując szereg białych zębów. - Ale mów do mnie Ad
- Catalina, ale mów do mnie Cat. - Odpowiedziała dziewczyna niedowierzając w to co widzi. - Ale na twoim miejscu usiadłbym z kimś innym.
- A to niby dlaczego. - Chłopak powiedział to podnosząc niedowierzająco brwi.
- Bo możesz dostać w tę twoją śliczną buźkę. To, że jesteś nowy nie daje ci taryfy ulgowej.
- Przywalisz mi? - Spytał chłopak ze śmiechem. - Nie obraź się, ale wątpie czy dasz radę.
- Nie ja. - Zakończyła rozmowę dziewczyn zwracając wzrok na drzwi. - On. - W tym momencie do klasy wszedł jakiś blondyn. Przejechał przez klasę wzrokiem i spoczął na dziewczynie. Gdy tylko zobaczył chłopaka obok niej ruszył na niego z morderczym wzrokiem i ściśniętymi pięściami. pięściami.
- Spadaj to moje miejsce. - Powiedział głosem ostrym jak żyletka. - Już!
- Przepraszam, ale podpiane nie było. - Odpowiedział chłopak, przez co dziewczyna spojżała na niego niedowierzająco, a blondyn wściekle.
- Chyba nie usłyszałeś. Pozwól że powtórze. S P A D A J! - Ostatnią literą powiedział z taką furią, że dziewczyna miała wrażenie, że wszystko się trzęsie.
- Po co te nerwy? Wystarczy poprosić. - Chłopak doskonale się bawił. - Choć. Ten kolega chyba chce tu usiąść. - Ostatnie zdanie wypowiedział w stronę dziewczyny na co ona otworzyła szeroko oczy i patrzyła na niego jak na wariata.
- Ona zostaje. - Syknął blondi. - I siedzi ze m n ą. - Na nowym Aidenie nie zrobiło to wrażenia.
- Chyba ma prawo zadecydować z kim usiądzie, prawda? - Powiedział to z takim tonem jakby mówił o pogodzie. Drugi chłopak (a nazywał się on Noach [czyt. Noa]) aż fuknął z niedowierzania. Zamierzył się na chłopaka i chciał mu porządnie przywalić, ale ten lekko przesunął głowę, tak, że wyglądało to jakby mu przywalił, choć w rzeczywistości nic się nie stało. Oczywiście wiedział o tym tylko Noa i Ad. Dziewczyna krzyknęła i zakryła usta dłonią. Na nieszczęście Noacha do klasy wszedł nauczyciel gdy jego pięść (z punktu widzenia innych) spoczęła na szczęce Aidena.
- NOA NATYCHMIAST DO DYREKTORA! - Wrzask był tak głośny, że posada budynku chyba się zatrzęsła. Dziewczyna spojrzała na Ada. Ten świetnie blefując i wiedząc, że nauczyciel był klasie podczas gdy Noa się zamachnął, udawał, że go boli. Chwycił się za szczęke i lekko skulił, za co Noa posłał mu mordercze spojrzenie, wysunał na chwilę szczęke, po czym odwrócił się i wciąż ogarnięty furią wyszedł z klasy.
- Wszystko w pożądku? - Szepnęła wciąż przerażona dziewczyna kładąc ręke na jego ramieniu.
- Aiden, idź do pielęgniarki. Cat ci pomoże. - Zwróciła się ze współczującym wzrokiem nauczycielka do chłopaka.
- Oczywiście pani Thompson. - Powiedział dziewczyna po czym wyszła z klasy razem z chłopakiem, co spotkało się z pomrukami niezadowolenia i ze strony chłopaków i dziewczyn. Na korytarzu chłopak zabrał ręke i się uśmiechnął.
- Niezłego masz chłopaka. - Mruknął.
- Po pierwsze Noa to nie mój chłopak, a po drugie, to wydawało mi się, czy jeszcze przed chwilą bolała cię szczęka?
- Niezupełnie.
- Jak to 'niezupełnie'. Przecież Noa ci przywalił! - Podniosła głos dziewczyna.
- Cicho! - Szepnął chłopak. - Niezupełnie mi przywalił. Zrobiłem taki jakby unik. Nie widać było że go zrobiłem, ale tak jest. Wiem o tym ja, Noa a teraz również ty.
- Jak to Noa? Przecież nie sądze, żeby tylko udawał, że ci chce przywalić.
- Nie, nie. On poczuł, że mi nie przywali. Będe miał siniaka, jakbym normalnie dostał, ale nie dostałem. - Tłumaczył zawile chłopak, na co dziewczyna odpowiedziała głupim wyrazem twarzy.
- Aha. To po co ta szopka?
- Żeby Noemu się dostało. Nie powinien nikomu grozić ani rozkazywać.
- A ty taki święty niby? - Prychnęła dziewczyna i przewróciła oczami.
- Nie, ale nikomu nie groże... Czemu tak zareagował jak z tobą usiadłem? Rozumiem, każdy chciałby usiąść z takim cudem, ale żeby się bić? - Chłopak szybko i zwinnie zmienił temat, a dziewczyna spuściła głowę w zawstydzeniu. - Mogliby jakieś kolejki ustawić, albo losowanie, jak już Ci wszystko jedno z kim siedzisz.
- Po pierwsze, nie jest mi wszystko jedno. Kiedy mam lekcje z moją przyjaciółką, siedze z nią. Po prostu w środy nie mamy żadnych lekcji. Czasem mam ochotę usiąść sama ale nie dają mi wyboru. A teraz sorry, ale muszę wracać na lekcję. - Wybuchła dziewczyna.
- Spokojnie. Nie chciałem cię urazić.
- A jednak to zrobiłeś. - Powiedziała i odwróciła się, żeby wejść do klasy, ale chłopak złapał ją za łokieć i pociągnął, że poleciała w jego ramiona.
- Puść. - Syknęła. - Puszczaj! - Dziewczyna już otworzyła usta, żeby coś krzyknąć, ale chłopak zamknął jej usta ręką.
- Ćśś. Nie drzyj się. - Szepnął, a dziewczyna próbowała się wyszarpnąć. - Przestań. - Powiedział ostro i ścisnął ją za ramię aż ta jęknęła. - Nie szarp się to cię puszcze. - Powiedział już łagodnie i polużnił chwyt. - Nie będziesz krzyczeć? - Zapytał a dziewczyna pokręciła głową. Na ten znak ją puścił, a ta od razu odskoczyła i zaczęła rozmasowywać ramiona na których był widoczny czerwony ślad po ręce chłopaka.
- Przepraszam. - szepnął - Ale nie mogłem pozwolić żbyś się darł na całą szkołę.
- Nie musiałeś mnie tak ściskać. - Mruknęła.
- Przepraszam. Dobrze. A teraz, z tego co pamiętam miałaś mnie zabrać do pielęgniarki. - Powiedział robiąc krok w jej stronę.
- Jesteś tu trzy dni. Dyrektor ci pokazywał szkołę. Nie trafisz sam?
- Nie.
- Aaa! - Jęk bezsilności wydobył się z ust dziewczyny. - Choć za mną. - Jęknęła.
- Z przyjemnością. - Mruknął z nie wrużącym dobrze uśmieszkiem i ruszył za dziewczyną. Cały czas czuła jego wzrok na jej tyłku.
- Mugłbyś łaskawie nie patrzeć na mój tyłek? - Powiedziała szybko się odwracając. Był bliżej niż myślała. Bardzo blisko. Dużo za blisko. - Co ty chciałeś zrobić? - Warknęła właściwie w jego pierś.
- Nic. - Powiedział niewinnie wzruszając ramoinami.
- Więc odsuń się i albo idź obok, albo dwa metry za mną. - Syknęła i przyspieszyła kroku.
- Z tego co widziałem, nie przeszkadza ci bliskie towarzystwo mężczyzn.
- Z tego co widziałam, nie przeszkadza ci bliskie towarzystwo kobiet. Nawet bardzo bliskie. Duża ilość, też ci nie wadzi. - Powiedziała uśmiechając się słodko. Po czym odwróciła się i jeszcze bardziej przyspieszyła kroku. Chłopak szybko ją dogonił i szepnął do ucha owiewając je ciepłym powietrzem.
- Ale ty jesteś inna. - Na usta dziewczyna wpłynął uśmieszek.
- Powiedz. Ile dziewczyna na to wziąłeś? - prychnęła.
- Mówię serio.
- Ja też. A teraz, idziesz do tj pielęgniarki czy nie. - Uniosła brwi w pytającym geście. Chłopak pokazał by szła przodem. Ona niczego nie pojejrzewając ruszyła. Po paru krokach poczuła dłonie na biodrach. Zanim zdążyła zareagować Aiden oplótł ją w pasie dłońmi. Przysunął głowę do jej głowy i zaczął muskać ustami jej skórę za uchem. Dziewczyna przeżyła deja vu. Po chwili szepnął nie bądź taka twarda. To nie pasuje do twojego wyglądu. Mruknął całując ją w obojczyk i rękami wodząc po jej ciele.
- A co pasuje? Maślane oczka i pozwolenie na macanie przez każdego chłopaka na korytarzu? - Prychnęła i zdjęła ręce chłopaka ze swoich bioder. - Bo moim zdaniem to to pasije do różowych plastików. - Dokończyła i pokazała chłopakowi by szedł dalej. Ten posłał jej zirytowane spojżenie i rószył ocierając się "niechcący" o Cat. Jako odpowiedź dziewczyna prychnęła.
- O co chodzi tym razem? - Spytał jakby naprawdę nie wiedział.
- Nie udawaj niewiniątka. A teraz, jeśli chcemy dotrzeć do pielęgniarki przed jutrem, to może już ruszymy.
- Nie mam pojęcia o czym mówisz ale dobra. - Wzruszył ramionami chłopak. Dziewczyna tylko wypuściła głośno powietrze. Po pewnym czasie (który minął w ciszy) chłopak gwałtownie się zatrzymał, przez co dziewczyna na niego wpadła i poleciała na ziemię.
- Ej! - Powiedziała siadając na podładze i otrzepując ręce z kurzu. - Co ty wyprawiasz?
- Stoję i nie wiem czemu ty leżysz - powiedział chłopak i od razu został obdarzony morderczym wzrokiem.
- Pytam się czemu nagle się zatrzymałeś. Właśnie dlatego leżę. Bo na ciebie wpadłam! -
- Widocznie stoisz zbyt blisko. - Wzruszył ramionami. - Pomogę ci wstać. - Dokończył kucając przy dziewczynie.
- Dam radę. Jeszcze umiem się sama podnieść. -Prychnęła podpierając się. Nie stety upadła na tyle niefortunnie, że kostka znów dała o sobię znać. Nie za mocno, ale na tyle, żeby utrudniała chód. Próbując się podnieść dziewczyna syknęła. Chłopak doskoczył do niej i złapał w talii, przytrzymując ją, i lekko przywrócił do pionu.
- W pożądku? - Zapytał z zatroskaną miną.
- Jaby cię to obchodziło. - Prychnęła próbując go od siebie odepchnąć, ale chłopak mocno ją trzymał.
- Pytam serio. Masz coś z kostką? - Powtórzył pytanie obracając ją przodem do siebie i dokładnie oglądając.
- Tak. Puść mnie. - Powiedziała, dalej bezskutecznie próbując go od siebie oddalić.
- Nie. Nie szarp się. Zaniosę cię. - Powiedział lekko się pochylając, żeby wziąść ją na ręce.
- Nie! - Pisnęła dziewczyna, ale była już w jego ramioach. - Puść! - Piszczała dalej, machając nogami. - Chcę na ziemie! - Próby zsunięcia się z ramion chłopaka zakończyły się niepowodzeniem.
- Nie wierzgaj nogami i przestań piszczeć!- Powiedział chłopak.
- A jak nie? - Odpowiedziała mrużąc oczy.
- Jak nie to będę musiał ci je zamknąć, a z powodu braków innych środków, będe to musiał zrobić ustami. - Powiedział chłopak uśmiechając się filuternie. Dziewczyna otworzyła szeroko oczy ze zdumienia i zpowrotem je zmrużyła.
- Nie zrobisz tego.
- Owszem zrobię. Nie zawacham się ani chwili. Dlatego siedź cicho i prowadź.
- Jak mam prowadzić skoro mam być cicho? -Spytała niewinnie.
- Dobrze. W takim razie prowadź i nie piszcz. - Sprecyzował chłopak.
~
Dziewczyno coś ty zrobiła z tą kostką? - Powiedziała pielęgniarka po dokładnym przebadaniu. - Ty się cięłaś żyletką?
- Nie, po prostu siedziałam na blacie i się zsunęłam i coś zrobiłam a te zadrapania to wina kota... -Tłumaczyła dziewczyna.
- I w takim stanie przyszłaś do szkoły? - Kontynuowała.
- No.. Nie, ale... Bo... To..- Nie mogła się wysłowić. - tak jakby się... znaczy było już okey, ale teraz się przewróciłam i znów jest nie okey. - Pielęgniarka westchnęła i owineła kostkę bandażem.
- Poproś tu tego swojego "tragarza". Nie wolno ci chodzić cały dzień. On będzie cię nosił i zawiezie do domu.
- Ale... - Chciała zaprotestować dziewczyna.
- Nie. Żadnego ale. Koniec dyskusji. A co do jego siniaka, to jutro nie będzie po nim śladu. - Zakończyła pielęgniarka podając dziewczynie trampka. - Możesz już wejść! - Zawołała do drzwi za którymi stał chłopak. - Masz ją nosić cały dzień. Z twoich kart wynika że nie masz i nie miałeś żadnego problemu z kręgosłupem. Patrząc na twoję ramiona dasz radę. - Tu chłopak się zarumienił. - Zawieziesz ją po lekcjach do domu. Tu macie usprawiedliwienie. Teraz zmykajcie. - Zakńczyła a chłopak wziął Cat na ręce. Po wyjściu z gabinetu wyszczeżył się do niej, nachylił i mruknął we włosy:
- Chyba jesteś na mnie skazana. - Po czym cmoknął jej ucho.
- Hej, hej! To że musisz mnie nosić nie upoważnie cię do czegoś takiego. Zabierz mnie na lekcję. - Zakomenderowała.
- Jak sobie panienka życzy. - Pochylił głowe na znak ukłonu i ruszył w stronę klasy.
- Nie nazywaj mnie tak. - Burknęła.
- Stawiasz zbyt wiele warunków.
- To ty sobie pozwalasz na zbyt wiele. - Zakończyła romowę, gdyż weszli do klasy. Powitały ich pomruki i krzyki niezadowolenia oraz zdziwiony wzrok nauczycielki. Chłopak podszedł do niej szybko i podaj kartkę od pielęgniarki. Ta szybko ją przeczytała oddała właścicielowi i wskazała głową ławkę. Gdy chłopak posadził dziewczynę i sam usiadł pani Thompson wstała.
- Cat ma dość poważną kontuzję kostki, dlatego pielęgniarka wyznaczyła Aidena, żeby ją nosił. Będzie to trwało cały dzień. - W klasie słychać było krzyki innych chłopaków typu " Ja mogę ją ponosić" albo "A dlaczego niby on". - Cicho! Pielęgniarka wyznaczyła jego i on będzie nosił Cat. Wracając do tematu. Proszę nie utrudniać im sprawy i w razie czego pomóc. - Zakończyła pani Thompson. Po zakończeniu lekcji głośniki szkolne ogłosiły to samo co nauczycielka. Od razu do swójki dołączył się każdy chłopak ze szkoły z pytaniem czy Cat czegoś nie potrzeba. Dziewczyna robiły tak samo, tylko pytanie zwracały do Aidena. Tak minął właściwie cały dzień w szkole. Pod koniec zajęć Ad poszedł coś załatwić u dyrektora. W tym czasie zostawił dziewczynę na parapecie. Od razu podzeszły do niej tabuny chłopaków.
- "Zostawił cię ten gamoń? Gdzie on jest, zaraz mu się dostanie! " , " Może teraz ja cię ponoszę?" , Chcesz gdzieś iść?" , "Przynieść ci coś?" - Zadawali coraz więcej pytań i dawali coraz więcej propozycji. Dziewczyna nie miała czym oddychać. Nie mogła wydusić z siebie słowa. Zaczynało jej się robić ciemno przed oczami. Nagle z tłumu wyskoczył jakiś czarnowłosy chłopak.
- Sadówka, ona nie potrzebuje niczyjej pomocy. Ja ją zaniosę do domu!- Powiedział biorąc ją na ręce i wyprowadzając na dwór.
- Żyjesz? -Zapytał sadzając ją na biurku.
- Tak. dzięki Mike. - Powiedziała dziewczyna przytulając się do chłopaka. - Co ja bym bez ciebie zrobiła.
- Na pewno by cię tam udusili. - Powiedział parskając śmiechem. - Chodźmy do kawarni. - Zakomenderował biorąc ją spowrotem na ręce.
poniedziałek, 27 maja 2013
poniedziałek, 20 maja 2013
Rozdział VI
- Wróciłam! Krzyk Mili przywrócił parę do życia.
- Chowaj się! - Wyszeptała ponaglająco Cat.
- Ale...
- Już! Do pokoju! Zanim cię zobaczy! - Bez dalszego sprzeciwu chłopak dopadł schodów i zniknął na górze.
- Co tam? - Zapytała jakby nigdy nic dziewczyna, kiedy Mila weszła do salonu. - Czemu nie wróciłaś wczoraj?
- Ach, na początku byłam na bazarze na zakupach, potem pojeżdziłam po mieście w poszukiwaniu prezentu dla mojej koleżanki i okazało się, że jest dość puźno, ale jestem blisko jej domu, ale też na drugim końcu miasta, a ponieważ spodziewałam się, że tak będzie, zadzwoniłam ale nie odebrałaś, więc się nagrałam. I przy okazji odwiedziłam ją bo kupiłam ten prezent, czyli śliczne kolczyki i naszyjnik więc od razu jej je dałam, i okazało się że jest strasznie puźno, więc zaproponowała mi nocleg, a ja się zgodziłam. - Mila trajkotała jak najęta.
- Dobrze, rozumiem.
- O! Zapomniałam, chodząc tak po sklepach zobaczyłam śliczną sukienkę i...
- Jak chcesz, to możesz ją kupić, nie musisz pytać mnie o zgodę.
- Ale to nie dla mnie!
- To dla kogo? - Cat zrobiła wielkie oczy i odsunęła do tyłu głowę.
- Jak to dla kogo? Dla ciebie!
- Dla mnie?! - Dziewczyna mimo iż nie wydawało się to możliwe otworzyła oczy jeszcze szeżej, a jej twarz wysunęła się na szyji.
- Tak! - Zawołała uradowana kobieta - I musisz ją natychmiast przymierzyć!
- Ale ja mam sukienki...
- Ale nie założysz starej sukienki na Bal Letni! - No tak, na śmierć o nim zapomniałam. - Skarciła się w myślach dziewczyna.
- No nie ma czasu do stracenia! - Zawołała podekscytowana Mila, jakby to dla niej miała być ta sukienka.
- Już, tylko skoczę po torebkę na górę... I nie zaszkodziłoby się ubrać... - Olśniło dziewczynę.
- W sumie... - Wzruszyła ramionami, ale dziewczyna tego nie zauważyła, ponieważ już biegła na górę.
~
W pokoju dziewczyna otworzyła garderobę i podeszła do szafy z bielizną. Następnie wzięła bikini, szorty i narzutkę na górę. Weszła do łazienki, Wzięła krótki prysznic, ubrała się, zrobiła lekki makijaż i rozczesała suche już włosy. rozczesała grzywkę palcami układając na bok. Mrugnęła do lustra i wyszła. Poszła do pokoju po torebkę. Podeszła do biurka i poczuła usta na szyji oraz ręce na tali.
- Gdzie ci tak spieszno? - Wymruczał nie przestając czule całować jej szyję i brodę.
- Do sklepu. - Powiedziała i wyślizgneła się z jego objęć. Chłopak niechętnie ją puścił.
- A długo to potrwa?
- Cóż - Odparła żeczowym tonem - Fakt, że uwielbiam zakupy i to że Mila uwielbia mi kupować różne żeczy, raczej przeczy twoim oczekiwaniom - Powiedziała robiąc filozoficzną minę.
- Chłopak wyglądał, jakby się dowiedział, że jego ulubione lody zostały wycofane z produkcji.
- Ale co ja mam robić przez ten czas? - Jęknął.
- Możesz coś skomponować. Mam gitarę pokuj obok. Pograj sobie. A teraz pa. - Powiedziała szybko, złapała torbę i cmoknęła go w policzek. - Dasz radę. Wierzę w ciebie.
~
Sukienka żeczywiście była przepiękna. Nie była ani zbyt elegancka, ani zbyt codzienna. Po poprostu idealna. Ponieważ to bal l e t n i to sukienka nie może być za długa bo najnormalniej w świecie człowiek upiecze się żywcem. Szczególnie w Miami. Tak więc wracając do sukienki. Czarny materiał sięgał do połowy uda (no bo nie może być przecież zbyt prowokująca), z gołymi plecami. Od pasa idąc w góre ,właściwie na całą szerokość pleców, wycięcie prowadziło do ramion. Materiał był na skrawku ud, tyłku i zakrywał stanik (który trzeba było do komplety kupić, żeby nie zasłaniać pleców). Brzuch był zakryty siateczką (również czarną), ale i tak wycięcie na plecach nie pozwoliło na użycie dużej ilości tej siatki, ponieważ lekko wysuwało się z talii. Dobrze, że Cat była szczupła, bo Mila tak czy siak nie dając wyboru wcisnęła by ją w tą sukienkę. Ale jak już kupuje się takie cudo, to nie obejdzie się bez butów, prawda? Tak więc trzeba było popatrzeć na buty. I te na obcasie i te bez, ponieważ na początku impreza jest w szkole, potem zaś wychodzi na plażę, albo na miasto. Na plaży szpilki odpadają, bo sie zakopują. Zostają więc wizytowe klapki, trampki i boso. Mila z tych trzech opcji widzi tylko tę pierwszą. Udało się kupić klapko-sandały ze srebrnym wkładem, czarnym lakierowanym paskiem, oraz małymi diamencikami na fragmęcie paska. Szpilki zaś musiały pasować, więc czarne, lakierowane, a cały obcas w diamencikach. Widowiskowe. Całość wyglądała świetnie... Przynajmniej dla dziewczyny. Ponieważ materiał sukienki zaczynał się równo ze stanikiem, Opiekunka dziewczyny stwierdziła, że k a t e g o r y c z n i e potrzeba biżuteri. Żeby pasowała do butów, żecz jasna. Więc diamentowy naszyjnik wbrew pozorom bardzo delikatny, do tego diamentowe wiszące kolczyki i bransoletka. A tak na wszelki wypadek jeszcze inny zestaw ( sukienka koloru szafiru, bez ramiączek, spięta pod biustem, przed kolano, z lekkiego materiału, dół karbowany. Tego samego koloru szpilki, zamszowe i sandały skórzane z kamieniami koloru szafirowego. Do tego szafirowa bransoletka, szafirowy naszyjnik i szafirowe kolczyki. Kopertówka koloru ciemnego szafiru.) , tak na wszelki wypadek, albo jakby chciała się przebrać. Nie obeszło się też bez perfum.
Już miały wychodzić. Wpakowały się do samochodu delikatnie odkładając torby kiedy powietrze przeciął głos Mili.
- O matko! Zapomniałyśmy o najważniejszym!
- Czyli? - Spytała dziewczyna marszcząc brwi w skupieniu.
- Torebka!
- Mila, można to załatwić jutro...
- Mowy nie ma! - Przerwała jej, po czym wysiadła z auta. Okrążyła go, otworzyła drzwi od strony pasażera i wyciągnęła dziewczynę. Obeszły wszystkie sklepy z torbami. W ostatnim, znalazły średniej wielkości kopertówkę, lakierowaną, a brzek zapięcia zdobiły dziamenciki. Tak jakby czekała na dziewczynę cały dzień. Idealna. Od razu ją kupiły i natychmiast ruszyły do domu.
- Będe cię musiała zabrać na manicure. - Zaczęła kobieta.
- Chętnie.
- I pedicure.
- Do tych sandałków na pewno. - Odparła z przekonaniem dziewczyna.
- Trzeba obmyślić jaką będziesz miała fryzurę.
- Racja! - Dziewczyna się rozbudziła. - Myślisz, że upięte, czy rozpuszczone?
- Trzeba zobaczyć. Ale mam pomyśł. Będzie świetne. Jutro zabiorę cię do fryzjerki na prubę fryzury. Potem jeszcze pruba makijażu i jakieś inne drobiazgi.
- Łał. Nigdy, do żadnej uroczystości się tak nie przygotowywałam.
- Cóż. Raz na jakiś czas trzeba zaszaleć.
- Czemu nie. - Odparła z szerokim już uśmiechem.
~
Po wypakowaniu się z samochodu i odłożeniu żeczy, obie padły na kanapę.
- Moje nogi - jęknęła dziewczyna.
- Moje też - Dołączyła kobieta zsuwając buty.
- Idę wziąść prysznic i zobaczyć jak to razem wygląda - Stęknęła dziewczyna prubując się podnieść z kanapy.-I zmienie bandarz- dodała bardziej do siebie niż do Mili.
- Idź ja jeszcze trochę tu posiedzę. - Dziewczyna niczego nieświadoma poczłapała na górę biorąc przy okazji biorąc wszystkie torby z podłogi. Gdzy weszła do pokoju opadła zmęczona na łóżko. - Minutkę poleże i wstaję - Jęknęła do siebie.
- Dla mnie, możesz zostać na łóżku. - Usłyszała ciepły głos. odwróciła głowę i zobaczyła Nathana opartego o framugę.
- O boże zupełnie o tobie zapomniałam! Przepraszam! Przez to wszystko...- Zaczęła mówić coraz szybciej i zerwała się z łóżka
- Spokojnie nic się nie stało. - Przerwał jej chłopak podnosząc ciało do pionu.
- Ale ja o tobie na śmierć zapomniałam! Gdybym pamiętała nie zostawiłabym cię tu na.. - Tu dziewczyna rozejrzała się po pokoju szukając zegarka. Gdy znalazła oczy powiękrzyły się jej do wielkości talerzy - Cały dzień... - Dokończyła opadając spowrotem na łóżko.
- Naprawdę nic nie szkodzi. - Chłopak usiadł na skraju łóżka - Miałem czas do namysłu. - Tu się uśmiechnął. - A teraz pokaż co kupiłaś. - Dokończył pokazując białe zęby. Dziewczyna nie została mu dłużna. Złapała torby i pobiegła do łazienki. Tam przebrała się ( uważając na sukienkę, żeby jej nie zniszczyć, oraz dobrze założyć). Gdy wyszła usłyszała cichy gwizd i chłopak wyglądał jak drapieżnik patrzący na ofiarę. Dziewczyna uśiechnęła się nieśmiało. Trzeba będzie jeszcze coś zrobić z włosem, paznokciami i jakiś makijaż by nie zaszkodził. Jutro próby. Oczywiście po szkole.
- Chłopak jakby spoważniał ale wciąż nie odrywał wzroku od dziewczyny.
- Szkoły ? - zapytał lekko zmarszczył brwi i schodząc wzrokiem z tali na zgrabne nogi.
- Tak szkoły. Kostka chyba się rozruszała, widocznie to nie było nic poważnego, a strup który został krzywdy mi nie zrobi - Powiedziała dziewczyna rumieniąc się, ponieważ wzrok chłopkaka sprawiał, że wręcz czuła jego dotyk.
- Napewno dasz radę? - Spytał przenosząc wzrok spowrotem na talię dziewczyny.
- Tak. I czy mógłbyś choć udawać że podziwiasz sukienkę a nie nagie fragmęty mojego ciała? - Chłopak szybko spuścił wzrok i spalił buraka.
- To mogę iść tak na bal letni w szkole?
- Słucham? - Chłopak się zachłystnął.
- No, na bal letni w szkole. Niby po co to wszystko kuowałam?
- No nie wiem... - Chłopak się zamyślił.
- I zamierzasz tak pujść do szkoły, pełnej jakiś chłopaków, którzy tylko czekają, żeby cię pożreć wzrokiem? - Chłopak zaczął się nakręcać.
- Chyba żartujesz?! - Tym razem wyglądał na przerażonego.
- Spokojnie. Nie żartuję, bo tak idę. A poza tym to nikt mnie nie zaprosił. - Cat spróbowała go uspokoić.
- No, jeśli tak pujdziesz jutro, to nie będziesz się o to musiała martwić. - Powiedział, jakby czymś zdenerwowany.
- Słuchaj, nie możesz mi nic wytykać jeśli o to chodzi. - Dziewczynie udzielił się nastrój chłopaka.
- Spokojnie. Nie denerwój się. Przepraszam. Po prostu się o ciebie martwię.
- Hm - Mruknęła dziewczyna.
- A tak poza tym, to wyglądasz bosko. - Mruknął chłopak jakimś cudem już we włosy dziewczyny. - Uważaj, bo jeśli ja z taką silną wolą - Tu dziewczyna podniosła brew - nie mogę się tobie oprzeć, to co zrobią te chłopaki z tej twojej szkoły - Słowo chłopaki powiedział z jakby obrzydzeniem.
- Dobrze, dobrze. Poradzę sobię. A teraz przepraszam, bo muszę pokazać się mili.
~
Jak łatwo się domyślić Mila mało nie zemdlała na widok dziewczyny.
- Wyglądasz bosko - Powiedziała ze łazamiw oczach. - Wyśpij się, bo musisz jutro pujść do szkoły -To dodała już jakby niechcący. Dziewczyna poszła na górę przebrała się w piżamę w łazience, zdjęła bandaż i podreptała do pokoju.
- Za każdym razem wyglądaż lepiej, gdy tu wchodzisz. - Uśmieszek chłopkaka pokazywał, że widok mu się podoba.
- Nie powinieneś wracać do siebie? - Dziewczyna podniosła jedną brew.
- Po co? Tutaj mi dobrze. Szczegulnie jeśli jesteś tak ubrana. Żeczywiście. Dość krótkie szorty i bluzka zasłaniająca tyle co sportowy stanik, odkrywały dość dużo ciała. Dziewczyna spojżawszyw dół się zarumieniła, podeszła do szafy i założyła długi sięgający do połowy uda ( czyli dalej niż szorty) niezapinany sweterek i owinęła się nim ciasno, na co chłopak zrobił obrażoną minę.
- Lepiej. A teraz idż do d o m u przeliterowała.
- A może n i e?
- To idż do pokoju obok. Jest to pokój gościnny i powinno być okey.
- A będziesz tam ty? - Spytał.
- Nie.
- W takim razie nie okey. - Podsumował. Na co dziewczyna westchnęła
- Nie chcę cię rano obudzić. To nie jest miłe, kiedy śpisz i nagle ktoś cię budzi.
- Dobra - Burknął i poczłapał do pokoju obok - A tak wogóle to czemu nie nosisz tych super ciuchów, które masz w szafie - dodał prędko po czym zamknął za sobą dzrzwi. Dziewczyna zrobiła bliżej nieokreśloną minę i rzuciła się z pięściami na drzwi.
- Otwieraj! - Darła się w niebogłosy - Otwieraj mówię!
- A jak nie - odezwał się stłumiony przez drzwi głos.
- I tak cię dorwę!
- Radziłbym trochę ciszej bo mila cię usłyszy - Gdyby wzrok mógł coś zrobić, drzwi rozprysłyby się na wykałaczki, zaś z chłopaka zostałaby garstka popiołu.
- Kiedyś będziesz musiał wyjść - Syknęła - A wtedy cię dopadnę - jej głos nie miał litości.
- A jak będziesz w szkole? - Słychać było, że chłopak się szczerzy.
- Yyyy! - To był dźwięk bezsilności. Nagle dzrzwi się otworzyły, zdumiona dziewczyna nie zdążyła zareagować, a wyskoczył z nich chłopak, cmoknął ją w usta i zamknął spowrotem dzrzwituż przed jej nosem. Dziewczyna otworzyła szeroko oczy, następnie zwęziła do wielkości szparek i rzuciła się ponownie na drzwi.
- OTWIERAJ!
- Nie.
- JUŻ!
- Nie.
-Ygh! - Ten jakże nie znaczący nic wyraz wyraził więcej niż się dało: wkurzenie, złość, poddanie się, irytację, jakby się ktoś postarał usłyszałby miłość, zadowolenie, pomieszane z klęską, ale wyrażało również bardzo dużo słów, na które dziewczyna nie miał już siły.
- Siedź tam sobie jak chcesz. - Ni to prychnęła, ni to syknęła. - Mi już wszystko jedno.
-Czyli mogę bezpiecznie wyjść?
- Tego nie obiecuję.
- Podejmę to ryzyko jutro. Dobranoc. - Powiedział i znów szybko otworzył drzwi, cmoknął dziewczynę w obojczyk (ponieważ wcześniej się obruciła) i zamknął drzwi.
- Ehh... Nie mam do ciebie siły. - Mruknęła i poczłapała do łóżka.
- Wróciłam! Krzyk Mili przywrócił parę do życia.
- Chowaj się! - Wyszeptała ponaglająco Cat.
- Ale...
- Już! Do pokoju! Zanim cię zobaczy! - Bez dalszego sprzeciwu chłopak dopadł schodów i zniknął na górze.
- Co tam? - Zapytała jakby nigdy nic dziewczyna, kiedy Mila weszła do salonu. - Czemu nie wróciłaś wczoraj?
- Ach, na początku byłam na bazarze na zakupach, potem pojeżdziłam po mieście w poszukiwaniu prezentu dla mojej koleżanki i okazało się, że jest dość puźno, ale jestem blisko jej domu, ale też na drugim końcu miasta, a ponieważ spodziewałam się, że tak będzie, zadzwoniłam ale nie odebrałaś, więc się nagrałam. I przy okazji odwiedziłam ją bo kupiłam ten prezent, czyli śliczne kolczyki i naszyjnik więc od razu jej je dałam, i okazało się że jest strasznie puźno, więc zaproponowała mi nocleg, a ja się zgodziłam. - Mila trajkotała jak najęta.
- Dobrze, rozumiem.
- O! Zapomniałam, chodząc tak po sklepach zobaczyłam śliczną sukienkę i...
- Jak chcesz, to możesz ją kupić, nie musisz pytać mnie o zgodę.
- Ale to nie dla mnie!
- To dla kogo? - Cat zrobiła wielkie oczy i odsunęła do tyłu głowę.
- Jak to dla kogo? Dla ciebie!
- Dla mnie?! - Dziewczyna mimo iż nie wydawało się to możliwe otworzyła oczy jeszcze szeżej, a jej twarz wysunęła się na szyji.
- Tak! - Zawołała uradowana kobieta - I musisz ją natychmiast przymierzyć!
- Ale ja mam sukienki...
- Ale nie założysz starej sukienki na Bal Letni! - No tak, na śmierć o nim zapomniałam. - Skarciła się w myślach dziewczyna.
- No nie ma czasu do stracenia! - Zawołała podekscytowana Mila, jakby to dla niej miała być ta sukienka.
- Już, tylko skoczę po torebkę na górę... I nie zaszkodziłoby się ubrać... - Olśniło dziewczynę.
- W sumie... - Wzruszyła ramionami, ale dziewczyna tego nie zauważyła, ponieważ już biegła na górę.
~
W pokoju dziewczyna otworzyła garderobę i podeszła do szafy z bielizną. Następnie wzięła bikini, szorty i narzutkę na górę. Weszła do łazienki, Wzięła krótki prysznic, ubrała się, zrobiła lekki makijaż i rozczesała suche już włosy. rozczesała grzywkę palcami układając na bok. Mrugnęła do lustra i wyszła. Poszła do pokoju po torebkę. Podeszła do biurka i poczuła usta na szyji oraz ręce na tali.
- Gdzie ci tak spieszno? - Wymruczał nie przestając czule całować jej szyję i brodę.
- Do sklepu. - Powiedziała i wyślizgneła się z jego objęć. Chłopak niechętnie ją puścił.
- A długo to potrwa?
- Cóż - Odparła żeczowym tonem - Fakt, że uwielbiam zakupy i to że Mila uwielbia mi kupować różne żeczy, raczej przeczy twoim oczekiwaniom - Powiedziała robiąc filozoficzną minę.
- Chłopak wyglądał, jakby się dowiedział, że jego ulubione lody zostały wycofane z produkcji.
- Ale co ja mam robić przez ten czas? - Jęknął.
- Możesz coś skomponować. Mam gitarę pokuj obok. Pograj sobie. A teraz pa. - Powiedziała szybko, złapała torbę i cmoknęła go w policzek. - Dasz radę. Wierzę w ciebie.
~
Sukienka żeczywiście była przepiękna. Nie była ani zbyt elegancka, ani zbyt codzienna. Po poprostu idealna. Ponieważ to bal l e t n i to sukienka nie może być za długa bo najnormalniej w świecie człowiek upiecze się żywcem. Szczególnie w Miami. Tak więc wracając do sukienki. Czarny materiał sięgał do połowy uda (no bo nie może być przecież zbyt prowokująca), z gołymi plecami. Od pasa idąc w góre ,właściwie na całą szerokość pleców, wycięcie prowadziło do ramion. Materiał był na skrawku ud, tyłku i zakrywał stanik (który trzeba było do komplety kupić, żeby nie zasłaniać pleców). Brzuch był zakryty siateczką (również czarną), ale i tak wycięcie na plecach nie pozwoliło na użycie dużej ilości tej siatki, ponieważ lekko wysuwało się z talii. Dobrze, że Cat była szczupła, bo Mila tak czy siak nie dając wyboru wcisnęła by ją w tą sukienkę. Ale jak już kupuje się takie cudo, to nie obejdzie się bez butów, prawda? Tak więc trzeba było popatrzeć na buty. I te na obcasie i te bez, ponieważ na początku impreza jest w szkole, potem zaś wychodzi na plażę, albo na miasto. Na plaży szpilki odpadają, bo sie zakopują. Zostają więc wizytowe klapki, trampki i boso. Mila z tych trzech opcji widzi tylko tę pierwszą. Udało się kupić klapko-sandały ze srebrnym wkładem, czarnym lakierowanym paskiem, oraz małymi diamencikami na fragmęcie paska. Szpilki zaś musiały pasować, więc czarne, lakierowane, a cały obcas w diamencikach. Widowiskowe. Całość wyglądała świetnie... Przynajmniej dla dziewczyny. Ponieważ materiał sukienki zaczynał się równo ze stanikiem, Opiekunka dziewczyny stwierdziła, że k a t e g o r y c z n i e potrzeba biżuteri. Żeby pasowała do butów, żecz jasna. Więc diamentowy naszyjnik wbrew pozorom bardzo delikatny, do tego diamentowe wiszące kolczyki i bransoletka. A tak na wszelki wypadek jeszcze inny zestaw ( sukienka koloru szafiru, bez ramiączek, spięta pod biustem, przed kolano, z lekkiego materiału, dół karbowany. Tego samego koloru szpilki, zamszowe i sandały skórzane z kamieniami koloru szafirowego. Do tego szafirowa bransoletka, szafirowy naszyjnik i szafirowe kolczyki. Kopertówka koloru ciemnego szafiru.) , tak na wszelki wypadek, albo jakby chciała się przebrać. Nie obeszło się też bez perfum.
Już miały wychodzić. Wpakowały się do samochodu delikatnie odkładając torby kiedy powietrze przeciął głos Mili.
- O matko! Zapomniałyśmy o najważniejszym!
- Czyli? - Spytała dziewczyna marszcząc brwi w skupieniu.
- Torebka!
- Mila, można to załatwić jutro...
- Mowy nie ma! - Przerwała jej, po czym wysiadła z auta. Okrążyła go, otworzyła drzwi od strony pasażera i wyciągnęła dziewczynę. Obeszły wszystkie sklepy z torbami. W ostatnim, znalazły średniej wielkości kopertówkę, lakierowaną, a brzek zapięcia zdobiły dziamenciki. Tak jakby czekała na dziewczynę cały dzień. Idealna. Od razu ją kupiły i natychmiast ruszyły do domu.
- Będe cię musiała zabrać na manicure. - Zaczęła kobieta.
- Chętnie.
- I pedicure.
- Do tych sandałków na pewno. - Odparła z przekonaniem dziewczyna.
- Trzeba obmyślić jaką będziesz miała fryzurę.
- Racja! - Dziewczyna się rozbudziła. - Myślisz, że upięte, czy rozpuszczone?
- Trzeba zobaczyć. Ale mam pomyśł. Będzie świetne. Jutro zabiorę cię do fryzjerki na prubę fryzury. Potem jeszcze pruba makijażu i jakieś inne drobiazgi.
- Łał. Nigdy, do żadnej uroczystości się tak nie przygotowywałam.
- Cóż. Raz na jakiś czas trzeba zaszaleć.
- Czemu nie. - Odparła z szerokim już uśmiechem.
~
Po wypakowaniu się z samochodu i odłożeniu żeczy, obie padły na kanapę.
- Moje nogi - jęknęła dziewczyna.
- Moje też - Dołączyła kobieta zsuwając buty.
- Idę wziąść prysznic i zobaczyć jak to razem wygląda - Stęknęła dziewczyna prubując się podnieść z kanapy.-I zmienie bandarz- dodała bardziej do siebie niż do Mili.
- Idź ja jeszcze trochę tu posiedzę. - Dziewczyna niczego nieświadoma poczłapała na górę biorąc przy okazji biorąc wszystkie torby z podłogi. Gdzy weszła do pokoju opadła zmęczona na łóżko. - Minutkę poleże i wstaję - Jęknęła do siebie.
- Dla mnie, możesz zostać na łóżku. - Usłyszała ciepły głos. odwróciła głowę i zobaczyła Nathana opartego o framugę.
- O boże zupełnie o tobie zapomniałam! Przepraszam! Przez to wszystko...- Zaczęła mówić coraz szybciej i zerwała się z łóżka
- Spokojnie nic się nie stało. - Przerwał jej chłopak podnosząc ciało do pionu.
- Ale ja o tobie na śmierć zapomniałam! Gdybym pamiętała nie zostawiłabym cię tu na.. - Tu dziewczyna rozejrzała się po pokoju szukając zegarka. Gdy znalazła oczy powiękrzyły się jej do wielkości talerzy - Cały dzień... - Dokończyła opadając spowrotem na łóżko.
- Naprawdę nic nie szkodzi. - Chłopak usiadł na skraju łóżka - Miałem czas do namysłu. - Tu się uśmiechnął. - A teraz pokaż co kupiłaś. - Dokończył pokazując białe zęby. Dziewczyna nie została mu dłużna. Złapała torby i pobiegła do łazienki. Tam przebrała się ( uważając na sukienkę, żeby jej nie zniszczyć, oraz dobrze założyć). Gdy wyszła usłyszała cichy gwizd i chłopak wyglądał jak drapieżnik patrzący na ofiarę. Dziewczyna uśiechnęła się nieśmiało. Trzeba będzie jeszcze coś zrobić z włosem, paznokciami i jakiś makijaż by nie zaszkodził. Jutro próby. Oczywiście po szkole.
- Chłopak jakby spoważniał ale wciąż nie odrywał wzroku od dziewczyny.
- Szkoły ? - zapytał lekko zmarszczył brwi i schodząc wzrokiem z tali na zgrabne nogi.
- Tak szkoły. Kostka chyba się rozruszała, widocznie to nie było nic poważnego, a strup który został krzywdy mi nie zrobi - Powiedziała dziewczyna rumieniąc się, ponieważ wzrok chłopkaka sprawiał, że wręcz czuła jego dotyk.
- Napewno dasz radę? - Spytał przenosząc wzrok spowrotem na talię dziewczyny.
- Tak. I czy mógłbyś choć udawać że podziwiasz sukienkę a nie nagie fragmęty mojego ciała? - Chłopak szybko spuścił wzrok i spalił buraka.
- To mogę iść tak na bal letni w szkole?
- Słucham? - Chłopak się zachłystnął.
- No, na bal letni w szkole. Niby po co to wszystko kuowałam?
- No nie wiem... - Chłopak się zamyślił.
- I zamierzasz tak pujść do szkoły, pełnej jakiś chłopaków, którzy tylko czekają, żeby cię pożreć wzrokiem? - Chłopak zaczął się nakręcać.
- Chyba żartujesz?! - Tym razem wyglądał na przerażonego.
- Spokojnie. Nie żartuję, bo tak idę. A poza tym to nikt mnie nie zaprosił. - Cat spróbowała go uspokoić.
- No, jeśli tak pujdziesz jutro, to nie będziesz się o to musiała martwić. - Powiedział, jakby czymś zdenerwowany.
- Słuchaj, nie możesz mi nic wytykać jeśli o to chodzi. - Dziewczynie udzielił się nastrój chłopaka.
- Spokojnie. Nie denerwój się. Przepraszam. Po prostu się o ciebie martwię.
- Hm - Mruknęła dziewczyna.
- A tak poza tym, to wyglądasz bosko. - Mruknął chłopak jakimś cudem już we włosy dziewczyny. - Uważaj, bo jeśli ja z taką silną wolą - Tu dziewczyna podniosła brew - nie mogę się tobie oprzeć, to co zrobią te chłopaki z tej twojej szkoły - Słowo chłopaki powiedział z jakby obrzydzeniem.
- Dobrze, dobrze. Poradzę sobię. A teraz przepraszam, bo muszę pokazać się mili.
~
Jak łatwo się domyślić Mila mało nie zemdlała na widok dziewczyny.
- Wyglądasz bosko - Powiedziała ze łazamiw oczach. - Wyśpij się, bo musisz jutro pujść do szkoły -To dodała już jakby niechcący. Dziewczyna poszła na górę przebrała się w piżamę w łazience, zdjęła bandaż i podreptała do pokoju.
- Za każdym razem wyglądaż lepiej, gdy tu wchodzisz. - Uśmieszek chłopkaka pokazywał, że widok mu się podoba.
- Nie powinieneś wracać do siebie? - Dziewczyna podniosła jedną brew.
- Po co? Tutaj mi dobrze. Szczegulnie jeśli jesteś tak ubrana. Żeczywiście. Dość krótkie szorty i bluzka zasłaniająca tyle co sportowy stanik, odkrywały dość dużo ciała. Dziewczyna spojżawszyw dół się zarumieniła, podeszła do szafy i założyła długi sięgający do połowy uda ( czyli dalej niż szorty) niezapinany sweterek i owinęła się nim ciasno, na co chłopak zrobił obrażoną minę.
- Lepiej. A teraz idż do d o m u przeliterowała.
- A może n i e?
- To idż do pokoju obok. Jest to pokój gościnny i powinno być okey.
- A będziesz tam ty? - Spytał.
- Nie.
- W takim razie nie okey. - Podsumował. Na co dziewczyna westchnęła
- Nie chcę cię rano obudzić. To nie jest miłe, kiedy śpisz i nagle ktoś cię budzi.
- Dobra - Burknął i poczłapał do pokoju obok - A tak wogóle to czemu nie nosisz tych super ciuchów, które masz w szafie - dodał prędko po czym zamknął za sobą dzrzwi. Dziewczyna zrobiła bliżej nieokreśloną minę i rzuciła się z pięściami na drzwi.
- Otwieraj! - Darła się w niebogłosy - Otwieraj mówię!
- A jak nie - odezwał się stłumiony przez drzwi głos.
- I tak cię dorwę!
- Radziłbym trochę ciszej bo mila cię usłyszy - Gdyby wzrok mógł coś zrobić, drzwi rozprysłyby się na wykałaczki, zaś z chłopaka zostałaby garstka popiołu.
- Kiedyś będziesz musiał wyjść - Syknęła - A wtedy cię dopadnę - jej głos nie miał litości.
- A jak będziesz w szkole? - Słychać było, że chłopak się szczerzy.
- Yyyy! - To był dźwięk bezsilności. Nagle dzrzwi się otworzyły, zdumiona dziewczyna nie zdążyła zareagować, a wyskoczył z nich chłopak, cmoknął ją w usta i zamknął spowrotem dzrzwituż przed jej nosem. Dziewczyna otworzyła szeroko oczy, następnie zwęziła do wielkości szparek i rzuciła się ponownie na drzwi.
- OTWIERAJ!
- Nie.
- JUŻ!
- Nie.
-Ygh! - Ten jakże nie znaczący nic wyraz wyraził więcej niż się dało: wkurzenie, złość, poddanie się, irytację, jakby się ktoś postarał usłyszałby miłość, zadowolenie, pomieszane z klęską, ale wyrażało również bardzo dużo słów, na które dziewczyna nie miał już siły.
- Siedź tam sobie jak chcesz. - Ni to prychnęła, ni to syknęła. - Mi już wszystko jedno.
-Czyli mogę bezpiecznie wyjść?
- Tego nie obiecuję.
- Podejmę to ryzyko jutro. Dobranoc. - Powiedział i znów szybko otworzył drzwi, cmoknął dziewczynę w obojczyk (ponieważ wcześniej się obruciła) i zamknął drzwi.
- Ehh... Nie mam do ciebie siły. - Mruknęła i poczłapała do łóżka.
środa, 8 maja 2013
Rozdział V
Po długiej rozmowie z Nathanem i serią pytań z jego strony, Cat zostawiła go na dole, i poszła się przebrać i wziąć szybki prysznic. Kiedy ubrana podeszła do biurka pzypomniało jej się coś.
- Cholera! - Szybko złapała torbę, wpakowała do niej telefon i doskoczyła do drzwi. Za nimi stał chłopak.
- Właśnie miałem zapukać...
- Nie teraz! - Zawołała przeciskając się pomiędzy nim, a framugą.
- Co się stało? - Zapytał łapiąc ją za ramię.
- Spuźniona! - Zawołała i sprubowała się wyrwać.
- Gdzie? - Brwi chłopaka zeszły się, a on lekko przekrzywił głowę. Wyglądał przez to jak zaciekawiony kot.
- Nie wiem jak ty, ale ja chodzę do szkoły!
- Z taką kostką to chyba nie.
- Dlaczego? I tak zawsze siedze w ławce, a przejść klasę obok to nie problem.
- Nie puszczę cie.
- Dlaczego?!
- Bo nie jestem pewien czy dasz radę.
- A niby z czym?
- Z tym wszystkim.
- Czyli?
- Jak już wczoraj mówiłem, ludzie potrafią być podli...
-Wiem! - Przerwała mocno zirytowana już Cat. - Dobrze o tym wiem!
- To nie zmienia faktu, że cie nie puszczę.
- Nie możesz mi rozkazywać!
- To prawda.
- A ja nie musze cię słuchać.
- Wiem.
- To ide. - Odparła dziewczyna bardziej bezztroskim tonem.
- Nie.
- Nie?
- Nie.
- Jak to nie?
- Tak to.
- Słuchaj, jeśli tak lubisz się kłucić, to zrobimy to jak wrucę, okey? - Bardziej poinformowała, niż zapytała Cat.
- Nie idziesz do szkoły. - Odparł twardo Nathan.
- Właśnie że ide. Jak nie wierzysz, to spójż. - Powiedziała, po czym wyrwała się i zaczęła schodzić po schodach. Po trzech schodkach silne ramiona chłopaka szybko złapały ją w talii i podniosły, sprawiając, że grunt pod jej nogami znacznie się oddalił, po czym wylądowała spowrotem na górze.
- Nie widze. - Odparł lekko złośliwym tonem.
- To idź do okulisty. Jest jeden bardzo dobbry na przeciwko szkoły...
- Nie. Czemu ci tak zależy na tym, żeby tam pujść?
- Po pierwsze, Av oszaleje, ponieważ nie wie, że coś mi się stało. Po drugie, mój wychowaca niezbyt mnie lubi, wię stwierdzi, że mogłam przyjść na kulach, Po trzecie ...
- To załatwie ci zwolnienie. Do Av możesz zadzwonić. A po trzecie?
- Nie ważne. - Burknęła poirytowana, po czym chciała wyminąć chłopaka i pujść do pokoju, ale Nathan zagrodził jej drogę.
- A dokąd to? - Spytał udając zdziwienie.
- A do pokoju.
- Chwila, mi sie wydaje, czy dałaś za wygraną?
- Nie miałam wyboru. A teraz przesuń się. - Burknęła robiąc krok w bok, ale chłopak zrobił to samo, znowu zagradzając jej drogę.
- A nie skończymy tego, co tak nam twoja kostka przerwała? - Spytał z figlarnym uśmieszkiem.
- A coś zaczeliśmy?
- A nie pamiętasz? To było na kanapie,zanim opowiedziałaś mi o kostce... - Czekał aż dziewczyna sobie 'przypomni'.
- Jakoś nie kojaże.
- To może ci przypomnę... - Szepnął po czym zaczął przybliżać swoją twarz do jej twarzy.
- A może nie... - Przeciągnęła ostatnie słowo, po czym spróbowała się przecisnąć między nim, a ścianą. Jednak chłopak był na to przygotowany. Lekko wysunął nogę, tak że dziewczyna się o nią potknęła i wysunął ręke, żeby nie upadła.
- Grasz nie czysto! - Poskarżyła się dziewczyna. - A tak poza tym, miałeś mi załatwić zwolnienie, zapomniałeś?
- I to ja gram nieczysto... - Mruknął i wziął krok w stronę schodów, po czym szybko złapał dziewczynę i przeżucił ją sobie przez ramię.
- Głupi jestem, przecież lekarz musi zobaczyć twoją kostke, żeby wystawić zwolnienie - teatralnie pacnął się w czoło.
- Puść! Mogę iść sama! - Zapiszczała.
- Nie możesz.
- A właśnie, że mogę! Poza tym jak mnie tak niesieesz, to czuję się jak bydle!
- Oj przepraszam. Już się poprawiam. - Powiedział, po czym przycisnął ręką jej kolana, Lekko pociągnął w dół tak, że piszcząca dziewczyna znalazła się na jego rękach. Przestraszona dziewczyn odruchowo lecąc w dół złapała się pierwszej lepszej żeczy, jak ię okazało, oplotła rękoma jego szyję.
- Jesteś potworem! - żartobliwie powiedziała.
- Wiem. - Mruknął całując ją czoło.
- Zwolnienie! - Przypomniała, na co chłopak jęknął. - No co? Taki miał być cel naszej podruży, prawda? - Powiedziała unosząc brwi do góry.
- Jak sobie chcesz. - Mruknął.
~
- No. Masz to zwolnienie. Zadowolona?
- No okey, jest zwolnienie, tylko że lekarz zapisał mi jakieś leki na tą kostkę i...
- Dobrze! Gdzie jest najbliższa apteka? - Spytał zrezyggnowany, na co dziewczyna odpowiedział uśmiechem.
- W miarę blisko. Idziesz prosto, potem w prawo...
- Może mnie poprowadzisz?
- Ale przecież sam zabroniłeś mi chodzić... - Odpowiedziała niewinnie.
- To pojedziemy samochodem.
- Ale...
- Co jeszcze?!- Spytał zirytowany chłopak.
- No bo, pieszo, to jest taki skrót, którym zawsze idę, a samochodem, to jest strasznie daleko. - Powiedziała z niewinnym uśmieszkiem. Chłopak tylko westchnął.
- Trudno.
- Ale nie wiem czy trafię.
- Zaryzykuje.
- A co jak będzie zamknięta? Z tego co pamiętam nie jest dwudziestocztero godzinna.
- A musisz to mieć na dzisiaj? - Zapytał zmęczonym głosem.
- No w sumie to nie.
- Uff. To pujdziemy jutro, kiedy będzie ci lepiej i będziesz mogła chodzić.
- A jak...
- Bedzie lepiej! Jasne? Bo jak nie to ...
- To co?
- To już nigdy więcej nie pujdziesz do szkoły i będziesz siedzieć ze mną godzinami.
- To mi już jest lepiej. Idziemy po te leki?
- Nie, nie, nie. Nawet lekarz zabronił ci chodzić.
- To załatw mi wuzek inwalicki!
- Ale nie jesteś kaleką.
- Jeśli takie masz wymagania, to szybko się stanę.
- Na to nie pozwolę. - Szepnął zbliżając się do dziewczeny.
- Masz tak jak ja bardzo słabą silną wolę.
- Wręcz przeciwnie. - Dziewczyna niedowierzająco podniosła brew. - Nie wierzysz? Bo gdybym miał słabą wolę, jeszcze od wczoraj bym się od ciebie nie odkleił.
- Głupi.
- Ja? Ja tylko mówię jak by było.
- Akurat.
- Dobra. Pobawmy się tak. Ja wogle nie będe używał silnej woli.
- Ale nic nie zniszczysz?
- Postaram się.
- Napewno?
- Start!- Wrzasnął na całe gardłochłopak po czy przylgnął do dziewczyny zanim ta zdążyła zareagować.
- Stop, ja potrzebuję tlenu! Zawołała po dość długim czasie.
- Najlepszą metodą dotlenienia jest metoda usta-usta - Mruknął po czym znów przylgnąłdo dziewczyn. Podniósł ją i posadził na oparciu kanapy. Po na prawdę długim czasie przerwał, żeby mogła zrobić wdech.
- Ja też mam nieużywać silnej woli?
- No nie wiem. Ktoś musi zostać choć ciut ogarnięty. - Mruczał jej we włosy.
- To ty będziesz tą osobą. - Powiedziała i szybko zaczęła oddawać pocałunki.Jej ręce poszły na kark, a jedna zmierzchwiła mu włosy. Nabrał przez to bardziej niegrzecznego wyglądu.
- Nie sądze. Udało mu się wyszeptać, po czym znów wczepił się w dziewczynę. Zaczął się na niej lekko opierać, zapominając, że nie ma oparcia. W ostatniej chwili oplotła nogami chłopaka, tak, że oboje spadli na kanapę. Dziewczyna pod spodem, chłopak na wierzchu, zawiśnięty na przedramionach. Po bardzo długim czasie, nie mógł już wytrzymać i opadł na dziewczynę, przytrzymał i obrócił. Chłopak na dole, dziewczyna na wierzchu. Na chwilę się odrywali, żeby złapać powietrze i znowu ich usta łączyły się. Po kilku...set takich razach chłopak wziął się za okolice ucha dziewczyny. Całował modgryzał, muskał nosem i wargami. Nie mogli wytrzymać bez swoich warg nawet minuty. Znowu chwila przerwy, w tym czasie chłopak zaczął całować szyję dziewczyny, bark, z którego koszulka się osunęła, potem znowy szyja, i znowu usta.
Po jakiś dwóch godzinach dziewczynie wruciły części zdrowego rozsądku.
- Można by zrobić jakąś przerwe, żeby zmyć z ciebie moją szminkę.
- Nie. - Burknał chłopak i znów wpił się w usta dziewczyny.
- Stop.
- Nie. - Dziewczyna musiała odpychać chłopaka ale to nic nie dało.
- Moja opiekunka będzie tu za chwile - Pisnęła opadając z sił. Chłopak się zatrzymał. - Plus ciekawie będą wyglądać nagłówki w gazetach: " Zacałowana na śmierć przez członka znanego zespołu The Wanted". - Tu chłopak wyglądał na lekko zmieszanego. Cofnął się i usiadł na kanapie.
- Przepraszam, że musiałam to przerwać, ale to prawda. Moja opiekunka powiedziała, że będzie rano, a ja jeszcze nie mogę nabrać tchu. - Uśmiechnęła się przepraszająco.
- Przepraszam. - Powiedział chłopak ze skruchą w głosie. - Trochę mnie ponoisło... Ale i tak potrzeba było trochę silnej woli, żeby się od ciebie oderwać. - Dziewczyna zachichotała. - Jesteś jak narkotyk. Raz się zażyje i nie można przestać.
- W takim razie musisz mnie odstawić na jakiś czas, bo nałogi są niebezpieczne.
- Trudno. Będziesz musiała przeżyć z nałogowcem.
- Tylko zetrzyj te ślady szminki z twarzy, zanim przyjdzie ten nasz kat zwany też opiekunką. - Chłopak zerwał się jak oparzony.
- Spokojnie! Dam ci jakieś waciki i płyn do demakijażu.
~
- Nie ruszaj się! - Chichotała dziewczyna prubują zmyć z chłopaka wszystkie plamy.
- Ale nie mogę wytrzymać jak jesteś tak blisko, a jednoczsśnie tak daleko! - Jęczał Nathan.
- Nagle mnie olśniło...
- O nie! - Jęknął chłopak.
- Hej! Bo się obrarze i nigdy więcej mnie nie dotkniesz.
- Żartuję... Ale sama byś też długo nie wytrzymała.
- Głupi - Powiedziała po czym dała chłopakowi pstryczka w nos.
- No mów.
- W sumie, to tak oficjalnie mi się nie przedstawiłeś..
- Dobrze, a więc jestem Nathan Sykes z zespołu The Wanted - Powiedział oficjalnie. - I jak wypadłem?
- Dobrze, dziewczyna zaśmiała się perliście.
- Nie!
- Co nie?
- Błagam nie śmiej się, bo cała twoja praca z czyszczeniem mojej twarzy pujdzie na marne.
- Jak chcesz. - Dziewczyna uśmiechnęła się. - A tak mogę?
- Jak musisz... Żartuję. Nie zniósł bym cię bez uśmiechu.
- Ciesze się. Trudno by było chodzić cały czas taka surowa i zgorzkniała...Już! - Powiedziała to ostatnie z triumfalnym uśmiechem, po czym posmutniała.
- Co się stało?
- Nic, po prostu, uświadomiłam sobie, że kiedyś będziesz musiał wrócić do chłopaków z zespołu i ruszyć w trasę.
Po długiej rozmowie z Nathanem i serią pytań z jego strony, Cat zostawiła go na dole, i poszła się przebrać i wziąć szybki prysznic. Kiedy ubrana podeszła do biurka pzypomniało jej się coś.
- Cholera! - Szybko złapała torbę, wpakowała do niej telefon i doskoczyła do drzwi. Za nimi stał chłopak.
- Właśnie miałem zapukać...
- Nie teraz! - Zawołała przeciskając się pomiędzy nim, a framugą.
- Co się stało? - Zapytał łapiąc ją za ramię.
- Spuźniona! - Zawołała i sprubowała się wyrwać.
- Gdzie? - Brwi chłopaka zeszły się, a on lekko przekrzywił głowę. Wyglądał przez to jak zaciekawiony kot.
- Nie wiem jak ty, ale ja chodzę do szkoły!
- Z taką kostką to chyba nie.
- Dlaczego? I tak zawsze siedze w ławce, a przejść klasę obok to nie problem.
- Nie puszczę cie.
- Dlaczego?!
- Bo nie jestem pewien czy dasz radę.
- A niby z czym?
- Z tym wszystkim.
- Czyli?
- Jak już wczoraj mówiłem, ludzie potrafią być podli...
-Wiem! - Przerwała mocno zirytowana już Cat. - Dobrze o tym wiem!
- To nie zmienia faktu, że cie nie puszczę.
- Nie możesz mi rozkazywać!
- To prawda.
- A ja nie musze cię słuchać.
- Wiem.
- To ide. - Odparła dziewczyna bardziej bezztroskim tonem.
- Nie.
- Nie?
- Nie.
- Jak to nie?
- Tak to.
- Słuchaj, jeśli tak lubisz się kłucić, to zrobimy to jak wrucę, okey? - Bardziej poinformowała, niż zapytała Cat.
- Nie idziesz do szkoły. - Odparł twardo Nathan.
- Właśnie że ide. Jak nie wierzysz, to spójż. - Powiedziała, po czym wyrwała się i zaczęła schodzić po schodach. Po trzech schodkach silne ramiona chłopaka szybko złapały ją w talii i podniosły, sprawiając, że grunt pod jej nogami znacznie się oddalił, po czym wylądowała spowrotem na górze.
- Nie widze. - Odparł lekko złośliwym tonem.
- To idź do okulisty. Jest jeden bardzo dobbry na przeciwko szkoły...
- Nie. Czemu ci tak zależy na tym, żeby tam pujść?
- Po pierwsze, Av oszaleje, ponieważ nie wie, że coś mi się stało. Po drugie, mój wychowaca niezbyt mnie lubi, wię stwierdzi, że mogłam przyjść na kulach, Po trzecie ...
- To załatwie ci zwolnienie. Do Av możesz zadzwonić. A po trzecie?
- Nie ważne. - Burknęła poirytowana, po czym chciała wyminąć chłopaka i pujść do pokoju, ale Nathan zagrodził jej drogę.
- A dokąd to? - Spytał udając zdziwienie.
- A do pokoju.
- Chwila, mi sie wydaje, czy dałaś za wygraną?
- Nie miałam wyboru. A teraz przesuń się. - Burknęła robiąc krok w bok, ale chłopak zrobił to samo, znowu zagradzając jej drogę.
- A nie skończymy tego, co tak nam twoja kostka przerwała? - Spytał z figlarnym uśmieszkiem.
- A coś zaczeliśmy?
- A nie pamiętasz? To było na kanapie,zanim opowiedziałaś mi o kostce... - Czekał aż dziewczyna sobie 'przypomni'.
- Jakoś nie kojaże.
- To może ci przypomnę... - Szepnął po czym zaczął przybliżać swoją twarz do jej twarzy.
- A może nie... - Przeciągnęła ostatnie słowo, po czym spróbowała się przecisnąć między nim, a ścianą. Jednak chłopak był na to przygotowany. Lekko wysunął nogę, tak że dziewczyna się o nią potknęła i wysunął ręke, żeby nie upadła.
- Grasz nie czysto! - Poskarżyła się dziewczyna. - A tak poza tym, miałeś mi załatwić zwolnienie, zapomniałeś?
- I to ja gram nieczysto... - Mruknął i wziął krok w stronę schodów, po czym szybko złapał dziewczynę i przeżucił ją sobie przez ramię.
- Głupi jestem, przecież lekarz musi zobaczyć twoją kostke, żeby wystawić zwolnienie - teatralnie pacnął się w czoło.
- Puść! Mogę iść sama! - Zapiszczała.
- Nie możesz.
- A właśnie, że mogę! Poza tym jak mnie tak niesieesz, to czuję się jak bydle!
- Oj przepraszam. Już się poprawiam. - Powiedział, po czym przycisnął ręką jej kolana, Lekko pociągnął w dół tak, że piszcząca dziewczyna znalazła się na jego rękach. Przestraszona dziewczyn odruchowo lecąc w dół złapała się pierwszej lepszej żeczy, jak ię okazało, oplotła rękoma jego szyję.
- Jesteś potworem! - żartobliwie powiedziała.
- Wiem. - Mruknął całując ją czoło.
- Zwolnienie! - Przypomniała, na co chłopak jęknął. - No co? Taki miał być cel naszej podruży, prawda? - Powiedziała unosząc brwi do góry.
- Jak sobie chcesz. - Mruknął.
~
- No. Masz to zwolnienie. Zadowolona?
- No okey, jest zwolnienie, tylko że lekarz zapisał mi jakieś leki na tą kostkę i...
- Dobrze! Gdzie jest najbliższa apteka? - Spytał zrezyggnowany, na co dziewczyna odpowiedział uśmiechem.
- W miarę blisko. Idziesz prosto, potem w prawo...
- Może mnie poprowadzisz?
- Ale przecież sam zabroniłeś mi chodzić... - Odpowiedziała niewinnie.
- To pojedziemy samochodem.
- Ale...
- Co jeszcze?!- Spytał zirytowany chłopak.
- No bo, pieszo, to jest taki skrót, którym zawsze idę, a samochodem, to jest strasznie daleko. - Powiedziała z niewinnym uśmieszkiem. Chłopak tylko westchnął.
- Trudno.
- Ale nie wiem czy trafię.
- Zaryzykuje.
- A co jak będzie zamknięta? Z tego co pamiętam nie jest dwudziestocztero godzinna.
- A musisz to mieć na dzisiaj? - Zapytał zmęczonym głosem.
- No w sumie to nie.
- Uff. To pujdziemy jutro, kiedy będzie ci lepiej i będziesz mogła chodzić.
- A jak...
- Bedzie lepiej! Jasne? Bo jak nie to ...
- To co?
- To już nigdy więcej nie pujdziesz do szkoły i będziesz siedzieć ze mną godzinami.
- To mi już jest lepiej. Idziemy po te leki?
- Nie, nie, nie. Nawet lekarz zabronił ci chodzić.
- To załatw mi wuzek inwalicki!
- Ale nie jesteś kaleką.
- Jeśli takie masz wymagania, to szybko się stanę.
- Na to nie pozwolę. - Szepnął zbliżając się do dziewczeny.
- Masz tak jak ja bardzo słabą silną wolę.
- Wręcz przeciwnie. - Dziewczyna niedowierzająco podniosła brew. - Nie wierzysz? Bo gdybym miał słabą wolę, jeszcze od wczoraj bym się od ciebie nie odkleił.
- Głupi.
- Ja? Ja tylko mówię jak by było.
- Akurat.
- Dobra. Pobawmy się tak. Ja wogle nie będe używał silnej woli.
- Ale nic nie zniszczysz?
- Postaram się.
- Napewno?
- Start!- Wrzasnął na całe gardłochłopak po czy przylgnął do dziewczyny zanim ta zdążyła zareagować.
- Stop, ja potrzebuję tlenu! Zawołała po dość długim czasie.
- Najlepszą metodą dotlenienia jest metoda usta-usta - Mruknął po czym znów przylgnąłdo dziewczyn. Podniósł ją i posadził na oparciu kanapy. Po na prawdę długim czasie przerwał, żeby mogła zrobić wdech.
- Ja też mam nieużywać silnej woli?
- No nie wiem. Ktoś musi zostać choć ciut ogarnięty. - Mruczał jej we włosy.
- To ty będziesz tą osobą. - Powiedziała i szybko zaczęła oddawać pocałunki.Jej ręce poszły na kark, a jedna zmierzchwiła mu włosy. Nabrał przez to bardziej niegrzecznego wyglądu.
- Nie sądze. Udało mu się wyszeptać, po czym znów wczepił się w dziewczynę. Zaczął się na niej lekko opierać, zapominając, że nie ma oparcia. W ostatniej chwili oplotła nogami chłopaka, tak, że oboje spadli na kanapę. Dziewczyna pod spodem, chłopak na wierzchu, zawiśnięty na przedramionach. Po bardzo długim czasie, nie mógł już wytrzymać i opadł na dziewczynę, przytrzymał i obrócił. Chłopak na dole, dziewczyna na wierzchu. Na chwilę się odrywali, żeby złapać powietrze i znowu ich usta łączyły się. Po kilku...set takich razach chłopak wziął się za okolice ucha dziewczyny. Całował modgryzał, muskał nosem i wargami. Nie mogli wytrzymać bez swoich warg nawet minuty. Znowu chwila przerwy, w tym czasie chłopak zaczął całować szyję dziewczyny, bark, z którego koszulka się osunęła, potem znowy szyja, i znowu usta.
Po jakiś dwóch godzinach dziewczynie wruciły części zdrowego rozsądku.
- Można by zrobić jakąś przerwe, żeby zmyć z ciebie moją szminkę.
- Nie. - Burknał chłopak i znów wpił się w usta dziewczyny.
- Stop.
- Nie. - Dziewczyna musiała odpychać chłopaka ale to nic nie dało.
- Moja opiekunka będzie tu za chwile - Pisnęła opadając z sił. Chłopak się zatrzymał. - Plus ciekawie będą wyglądać nagłówki w gazetach: " Zacałowana na śmierć przez członka znanego zespołu The Wanted". - Tu chłopak wyglądał na lekko zmieszanego. Cofnął się i usiadł na kanapie.
- Przepraszam, że musiałam to przerwać, ale to prawda. Moja opiekunka powiedziała, że będzie rano, a ja jeszcze nie mogę nabrać tchu. - Uśmiechnęła się przepraszająco.
- Przepraszam. - Powiedział chłopak ze skruchą w głosie. - Trochę mnie ponoisło... Ale i tak potrzeba było trochę silnej woli, żeby się od ciebie oderwać. - Dziewczyna zachichotała. - Jesteś jak narkotyk. Raz się zażyje i nie można przestać.
- W takim razie musisz mnie odstawić na jakiś czas, bo nałogi są niebezpieczne.
- Trudno. Będziesz musiała przeżyć z nałogowcem.
- Tylko zetrzyj te ślady szminki z twarzy, zanim przyjdzie ten nasz kat zwany też opiekunką. - Chłopak zerwał się jak oparzony.
- Spokojnie! Dam ci jakieś waciki i płyn do demakijażu.
~
- Nie ruszaj się! - Chichotała dziewczyna prubują zmyć z chłopaka wszystkie plamy.
- Ale nie mogę wytrzymać jak jesteś tak blisko, a jednoczsśnie tak daleko! - Jęczał Nathan.
- Nagle mnie olśniło...
- O nie! - Jęknął chłopak.
- Hej! Bo się obrarze i nigdy więcej mnie nie dotkniesz.
- Żartuję... Ale sama byś też długo nie wytrzymała.
- Głupi - Powiedziała po czym dała chłopakowi pstryczka w nos.
- No mów.
- W sumie, to tak oficjalnie mi się nie przedstawiłeś..
- Dobrze, a więc jestem Nathan Sykes z zespołu The Wanted - Powiedział oficjalnie. - I jak wypadłem?
- Dobrze, dziewczyna zaśmiała się perliście.
- Nie!
- Co nie?
- Błagam nie śmiej się, bo cała twoja praca z czyszczeniem mojej twarzy pujdzie na marne.
- Jak chcesz. - Dziewczyna uśmiechnęła się. - A tak mogę?
- Jak musisz... Żartuję. Nie zniósł bym cię bez uśmiechu.
- Ciesze się. Trudno by było chodzić cały czas taka surowa i zgorzkniała...Już! - Powiedziała to ostatnie z triumfalnym uśmiechem, po czym posmutniała.
- Co się stało?
- Nic, po prostu, uświadomiłam sobie, że kiedyś będziesz musiał wrócić do chłopaków z zespołu i ruszyć w trasę.
poniedziałek, 6 maja 2013
Rozdział IV
Cat obudziła się rano w łóżku, obok na krześle siedział Nathan i spał. Miała czas, żeby mu się przyjrzeć.
Dobrze wiedziała jak wygląda.
-Nathan Sykes. Jej ulubiony członek zespołu The Wanted. Nie okazywała tego tak jak Ave, ale uwielbiała ten zespół. Był na pierwszym miejscu z ulubionych boys band-ów. Oczywiście lubiła bardzo One Direction i Big Time Rush, ale wszyscy byli równi. Wracając do chłopaka... Oglądając go w telewizji, na plakatach i na koncertach, nie wyglądał na aż tak silnego, jaki był w żeczywistości. Bo z tego jak wyglądał, nie sprawiał wrażenie takiego, jakby umiał ją złapać, albo nosić po schodach bez żadnego wysiłku. O cholera... Już prawie zapomniałam co sie wczoraj stało.- Zaklęła w głowie Cat. - Ale nie obudzę go, żeby ruszyć swój szanowny tyłek do łazienki, która jest na końcu korytarza. Ide. Koniec tego gdybania i rozmyślania.
Po cichu zsunęła z siebie kołdrę i spojżała na swoją kostkę. Wydała z siebie jęk na jej widok, ale szybko się zreflektowała i zakryła usta dłonią. Narzuciła na siebie sweterek i delikatnie zaczęła kuśtykać w stronę łazienki. Nie poszła tam tylko z powodów fizjologicznych. Znajdowała się tam też apteczka. Szybko ją wzięła, wyszła i usiadła na kanapie, która stała zawsze na końcu korytarza. Zaczęła zdejmować powoli bandarz, którego dużo nie zostało. Było tylko jedno wytłumaczenie. Kot. Po prostu zapomniała zamknąć okna na noc. Kiedyś często zostawało otwarte, ale od kiedy na przeciwko zamieszkała nowa rodzina to się zmieniło. Ich kot był niemożliwy. Na noc wyganiali go z domu, ponieważ w nocy drapał ich, głównie kostki. W dzień mogli temu zapobiec, ale podczas snu- nie. Oczywiście, kotowi jest zimno i chodzi do domów w okolicy. Jak jest zamknięte okno, trudno, idzie dalej, ale jeśli jest otwarte, wchodzi do domu i siedzi tam, ale tylko kiedy jest rano. Razem ze słońcem kot się wynosi, hcoć nie mam pojęcia jak, i wraca do siebie. Tym razem wypadło jej z głowy zamknięcie okna. Trudno. Stało się. Filemonek - tak miał na imię kot- wybrał sobie za zabawkę jej bandaż z kostką w środku. Wyglądało to okropnie. Tym bardziej, że ten kot chyba nigdy się nie liże, a pazurów każdy boji się tknąć. Tak więc kostka nie wyglądała najlepiej. Dziewczyna wyczyściła ranę i założyła nowy bandaż. Pod koniec zauważyła, że jest dość wcześnie, nie czuje sie chora, nie ma dreszczy, jej 'wybawca' śpi, a ona jest pieruńsko głodna.
Trzymając się poręczy od schodów zaczęła powoli schodzić w dół, kiedy udało jej się zejść odetchnęła głęboko i pokuśtykała do kuchni. Nie wiedziała ile Nathan będzie jeszcze spał, więc nie mogła tyle czekać. Wzięła miskę wlała trochę mleka i właśnie sięgneła po płatki, kiedy przerwało jej chrząknięcie. Uszy Cat po dłuższym czasie ciszy nie przyzwyczajone do żadyn dżwięków, wysłały szybki impuls do muzgu, a ten kazał całemu ciału podskoczyć i obrócić się o 180 stopni, zaś usta wydały z siebie lekki krzyk. Wszystkie płatki poszybowały w górę, a następnie w dół obsypując dziewczynę i całą podłogę.
- Nie straż mnie tak! - Dziewczyna ciężko dyszała.
- Spokojnie. Jak kostka?
- A gdzie dzień dobry? - Odpowiedziała pytaniem Cat sięgając po miotłe.
- Dzień dobry. Zostaw moitłe ja posprzątam, jak kostka?- Nie ustępował chłopak
- Bardzo dobrze. Czemu pytasz?
- A tak, bo albo wzięłaś za długi bandarz, albo ci spuchła.
- Co mam odpowiedzieć?
- Nie wiem. Najlepiej pokaż i więcej nie chodź, bo może się stać coś poważnego, a wtedy będę cię nosił bardzo długo... Atego chyba byś nie zniosła. - Jego brew uniosła się nadając mu pytający wygląd.
- Ale ja nie zniosę tyle czasu na kanapie! - Jękneła.
- Możesz też być u mnie na kolanach, lub rękach...- Zaproponował niby od niechcenia.
- Ale ja potrzebuję ruchu! Muszę popływać, potańczyć, wybiegać się!
- Przepraszam, ale tego ci nie wolno, póki kostka nie będzie okey.
- Zachowujesz się jak matka.
- Obrażasz mnie! - udawał urażonego
- Raczej moją rodzicielkę... - Prychnęła dziewczyna.
- Boże jaki ze mnie osioł! -Nagle zmienił temat chłopak, za co został obdarowany zdziwionym spojrzeniem. Nie zwrócił na to uwagi tylko szybko podszedł do dziewczyny, złapał ją w pół i przeżucił sobie przez ramie. W tym czasie ta zaczęła piszczeć i wierzgać nogami.
- Puść! Puść mnie! - Piszczała, ale kiedy tylko chłopak lekko ją podrzucił na ramieniu i porządnie złapał ta przestała wierzgać i szybko złapała go, żeby nie spaść.
- Puść! Puść! Bo spadnę!
- Nie spadniesz. - Przekomażał się chłopak.
- Nie będe już jęczeć i nie będe chodzić, tylko mnie puść!
- No nie wiem. To nie brzmi jakbyś miała to zrobić na pewno... - Kontynuował chłopak beztroskim tonem, po czym znowu lekko ją podrzucił, na co odpowiedziała piskiem.
- Dobrze, obiecuję! Zrobie co chcesz, tylko mnie postaw!
- Wszystko?
- Wszystko! Tylko mnie postaw!
- Okey. - szybko odpowiedział chłopak i posadził ją na kanapie, w salonie.Dziewczyna szybko wypuściła powietrze.
- Nigdy więcej tak nie rób. - Wydyszała.
- W sumie to dobry sposób, żebyś się na coś zgodziła... - Rozmyślał Nathan.
- Obiecaj, że tak więcej nie zrobisz. Obiecaj.
- Obiecuje - Odparł niechętnie. - Cóż mogę zrobić, gdy nalega taka piękność...
- Przestań! - Przerwała mu dziewczyna, rumieniąc się.
- A jak nie? - Zapytał uwodzicielskim tonem patrząc prosto w jej ciemne oczy.
- To... - Nie dokończyła myśląc chwilę
- To? - Kontynuował chłopak przysuwajac się do niej.
- To...
- To co? - Przerwał jej chłopak, cały czas siędo niej przysuwając.
- To zabronię ci się zbliżać na metr ode mnie. - Dokończyła dumna z siebie Cat.
- Po pierwsze, to ty wtedy najbardziej ucierpisz, a po drugie, nie możesz.
- Dlaczego?- Spytała zaczepnym tonem.
- A dlatego, ponieważ mi to obiecałaś. I to przed chwilą. A poza tym, samo zabronienie mnie nie powstrzyma. Zbrojne siły, to by mi zajęło trochę czasu, ale nic mnie nie powstrzyma, przed tym. - szepnął, po czym szybko przysunął się do dziewczyny oparł dłonie na jej ramionach i szybko, ale delikatnie położył ją i jeszcze szybciej jego wargi przylgnęły do jej warg. Przylgnął do niej jak pijawka. Dziewczyna była tak oszołomiona, że nawet nie zauważyła, kiedy jej ręce byływ jego włosach, a jej wargi namiętnie odwzajemniały pocaunek. Po pewnym czasie odsuneli się od siebie i dziewczyna zaczęła ciężko dyszeć. W tym czasie chłopak zaczął podgryzać jej ucho i delikatnie muskać jej skurę za uchem. Dziewczyna szybko obruciła głowę i znów ich wargi ię złączyły. Tym razem był namiętniejszy i dłuższy. Gdyby nie zapotrzebowanie na tlen, nigdy by się od siebie nie oderwali. Chłopak zszedł niżej po szyji dziewczyny i w złączeniu z barkiem zaczął ją całować. Zawisł nad nią wsparty na przedramionach i znowu wziął się za jej usta. Lekk oprzygryzł jej dolną wargę, przez co stała się bardziej czerwona i wydatniejsza. Dziewczyna poddawała się jego pocałunkom i odwzajemniała je ze zdwojoną siłą. Nagły ból w kostce sprawił, że dziewczyna syknęła.
- Co się stało? - Spytał przerywając właśnie czynność którą wykonywał.
- Nic.
- Nie potrafisz kłamać. Co jest?
- Nic!- Nagle chłopak zerwał się z kanapy, i zanim dziewczyna zareagowała, złapał ją w kolanie za nogę, której kostka była zawinięta w bandarz.
- Nie! - Krzyknęła dziewczyna i chciała wyrwać nogę, ale Nath miał zbyt mocny chwyt.
- Dlaczego nie?
- Czemu nie możesz mi zaufać i po prostu jej nie ruszać?
- Bo się o ciebie martwię. A teraz pokarz.
- Po co się pytasz, skoro tak czy siak, choćby siłą, to zobaczysz? - Spytała zimno Cat.
- Z grzeczości.
- Po co?
- Bo weszło mi to w nawyk. Tak jak tobie ukrywanie swoich problemów.
- Wcale nie!
- A właśnie, że tak. Skoro ich nie ukrywasz, to czemu nie chcesz, żebym na to spojrzał?
- Bo bandarz przykleił mi się do nogi i boli, kiedy go odwijam.
- Ale... - Zdezorientowany chłopak nie wiedział co powiedzieć.
- Ale co?!- Spytała zdenerwowana już Cat.
- Ale bandarze nie kleją się tak po prostu... Chyba, że jest spora rana i przykleja się do zaschniętej krwii... O ile wiem ty nie masz dużej rany, tylko skręconą kostke, chyba że coś się zmieniło w nocy... - Chłopak wyglądał na zdziwionego, ale przede wszystkim wystaszonego. Mimo ostrzeżenia Cat na temat jej kostki chłopak zaczął odwijać bandarz.
- Nie nie ruszaj! - Dziewczyna zaczęła panikować. - Proszę! Zapomnij o tym - Błagała - Nie ruszaj tego! - Oczy dziewczyny zaczęły napełniać się łzami.
- Spokojnie. Cat, ja chce pomóc. - Odpowiedział chcąc ją uspokoić.
- Ale zrywając bandarz nie pomożesz! - Dziewczyna zalała się łzami.
- Dobrze. Nie będe tego oglądał, ale powiedz, jak to wygląda i co się stało.
- Dobrze. - Odpowiedziała nie przestając płakać. Chłopak przysunął się do niej i ją przytulił.
- Ćśśśś... Wszystko okey. Nie będe ruszał tego bandarza, tylko nie płacz już, dobrze?
- Yhy - Udało jej się mruknąć. Chłopak wyszedł na chwilę i wrócił z herbatą i ciastkami.
- Skąd to wytrzasnąłeś? - Spytała już spokojniej, owijając się kocem z kanapy. Dopiero teraz orientowała się, że ma na sobie tylko obcisły top i szorty.
- Mam swoje sposoby - wyszczeżył się chłopak. - A teraz powiedz jak to było z tą nieszczęsną kostką.
Cat obudziła się rano w łóżku, obok na krześle siedział Nathan i spał. Miała czas, żeby mu się przyjrzeć.
Dobrze wiedziała jak wygląda.
-Nathan Sykes. Jej ulubiony członek zespołu The Wanted. Nie okazywała tego tak jak Ave, ale uwielbiała ten zespół. Był na pierwszym miejscu z ulubionych boys band-ów. Oczywiście lubiła bardzo One Direction i Big Time Rush, ale wszyscy byli równi. Wracając do chłopaka... Oglądając go w telewizji, na plakatach i na koncertach, nie wyglądał na aż tak silnego, jaki był w żeczywistości. Bo z tego jak wyglądał, nie sprawiał wrażenie takiego, jakby umiał ją złapać, albo nosić po schodach bez żadnego wysiłku. O cholera... Już prawie zapomniałam co sie wczoraj stało.- Zaklęła w głowie Cat. - Ale nie obudzę go, żeby ruszyć swój szanowny tyłek do łazienki, która jest na końcu korytarza. Ide. Koniec tego gdybania i rozmyślania.
Po cichu zsunęła z siebie kołdrę i spojżała na swoją kostkę. Wydała z siebie jęk na jej widok, ale szybko się zreflektowała i zakryła usta dłonią. Narzuciła na siebie sweterek i delikatnie zaczęła kuśtykać w stronę łazienki. Nie poszła tam tylko z powodów fizjologicznych. Znajdowała się tam też apteczka. Szybko ją wzięła, wyszła i usiadła na kanapie, która stała zawsze na końcu korytarza. Zaczęła zdejmować powoli bandarz, którego dużo nie zostało. Było tylko jedno wytłumaczenie. Kot. Po prostu zapomniała zamknąć okna na noc. Kiedyś często zostawało otwarte, ale od kiedy na przeciwko zamieszkała nowa rodzina to się zmieniło. Ich kot był niemożliwy. Na noc wyganiali go z domu, ponieważ w nocy drapał ich, głównie kostki. W dzień mogli temu zapobiec, ale podczas snu- nie. Oczywiście, kotowi jest zimno i chodzi do domów w okolicy. Jak jest zamknięte okno, trudno, idzie dalej, ale jeśli jest otwarte, wchodzi do domu i siedzi tam, ale tylko kiedy jest rano. Razem ze słońcem kot się wynosi, hcoć nie mam pojęcia jak, i wraca do siebie. Tym razem wypadło jej z głowy zamknięcie okna. Trudno. Stało się. Filemonek - tak miał na imię kot- wybrał sobie za zabawkę jej bandaż z kostką w środku. Wyglądało to okropnie. Tym bardziej, że ten kot chyba nigdy się nie liże, a pazurów każdy boji się tknąć. Tak więc kostka nie wyglądała najlepiej. Dziewczyna wyczyściła ranę i założyła nowy bandaż. Pod koniec zauważyła, że jest dość wcześnie, nie czuje sie chora, nie ma dreszczy, jej 'wybawca' śpi, a ona jest pieruńsko głodna.
Trzymając się poręczy od schodów zaczęła powoli schodzić w dół, kiedy udało jej się zejść odetchnęła głęboko i pokuśtykała do kuchni. Nie wiedziała ile Nathan będzie jeszcze spał, więc nie mogła tyle czekać. Wzięła miskę wlała trochę mleka i właśnie sięgneła po płatki, kiedy przerwało jej chrząknięcie. Uszy Cat po dłuższym czasie ciszy nie przyzwyczajone do żadyn dżwięków, wysłały szybki impuls do muzgu, a ten kazał całemu ciału podskoczyć i obrócić się o 180 stopni, zaś usta wydały z siebie lekki krzyk. Wszystkie płatki poszybowały w górę, a następnie w dół obsypując dziewczynę i całą podłogę.
- Nie straż mnie tak! - Dziewczyna ciężko dyszała.
- Spokojnie. Jak kostka?
- A gdzie dzień dobry? - Odpowiedziała pytaniem Cat sięgając po miotłe.
- Dzień dobry. Zostaw moitłe ja posprzątam, jak kostka?- Nie ustępował chłopak
- Bardzo dobrze. Czemu pytasz?
- A tak, bo albo wzięłaś za długi bandarz, albo ci spuchła.
- Co mam odpowiedzieć?
- Nie wiem. Najlepiej pokaż i więcej nie chodź, bo może się stać coś poważnego, a wtedy będę cię nosił bardzo długo... Atego chyba byś nie zniosła. - Jego brew uniosła się nadając mu pytający wygląd.
- Ale ja nie zniosę tyle czasu na kanapie! - Jękneła.
- Możesz też być u mnie na kolanach, lub rękach...- Zaproponował niby od niechcenia.
- Ale ja potrzebuję ruchu! Muszę popływać, potańczyć, wybiegać się!
- Przepraszam, ale tego ci nie wolno, póki kostka nie będzie okey.
- Zachowujesz się jak matka.
- Obrażasz mnie! - udawał urażonego
- Raczej moją rodzicielkę... - Prychnęła dziewczyna.
- Boże jaki ze mnie osioł! -Nagle zmienił temat chłopak, za co został obdarowany zdziwionym spojrzeniem. Nie zwrócił na to uwagi tylko szybko podszedł do dziewczyny, złapał ją w pół i przeżucił sobie przez ramie. W tym czasie ta zaczęła piszczeć i wierzgać nogami.
- Puść! Puść mnie! - Piszczała, ale kiedy tylko chłopak lekko ją podrzucił na ramieniu i porządnie złapał ta przestała wierzgać i szybko złapała go, żeby nie spaść.
- Puść! Puść! Bo spadnę!
- Nie spadniesz. - Przekomażał się chłopak.
- Nie będe już jęczeć i nie będe chodzić, tylko mnie puść!
- No nie wiem. To nie brzmi jakbyś miała to zrobić na pewno... - Kontynuował chłopak beztroskim tonem, po czym znowu lekko ją podrzucił, na co odpowiedziała piskiem.
- Dobrze, obiecuję! Zrobie co chcesz, tylko mnie postaw!
- Wszystko?
- Wszystko! Tylko mnie postaw!
- Okey. - szybko odpowiedział chłopak i posadził ją na kanapie, w salonie.Dziewczyna szybko wypuściła powietrze.
- Nigdy więcej tak nie rób. - Wydyszała.
- W sumie to dobry sposób, żebyś się na coś zgodziła... - Rozmyślał Nathan.
- Obiecaj, że tak więcej nie zrobisz. Obiecaj.
- Obiecuje - Odparł niechętnie. - Cóż mogę zrobić, gdy nalega taka piękność...
- Przestań! - Przerwała mu dziewczyna, rumieniąc się.
- A jak nie? - Zapytał uwodzicielskim tonem patrząc prosto w jej ciemne oczy.
- To... - Nie dokończyła myśląc chwilę
- To? - Kontynuował chłopak przysuwajac się do niej.
- To...
- To co? - Przerwał jej chłopak, cały czas siędo niej przysuwając.
- To zabronię ci się zbliżać na metr ode mnie. - Dokończyła dumna z siebie Cat.
- Po pierwsze, to ty wtedy najbardziej ucierpisz, a po drugie, nie możesz.
- Dlaczego?- Spytała zaczepnym tonem.
- A dlatego, ponieważ mi to obiecałaś. I to przed chwilą. A poza tym, samo zabronienie mnie nie powstrzyma. Zbrojne siły, to by mi zajęło trochę czasu, ale nic mnie nie powstrzyma, przed tym. - szepnął, po czym szybko przysunął się do dziewczyny oparł dłonie na jej ramionach i szybko, ale delikatnie położył ją i jeszcze szybciej jego wargi przylgnęły do jej warg. Przylgnął do niej jak pijawka. Dziewczyna była tak oszołomiona, że nawet nie zauważyła, kiedy jej ręce byływ jego włosach, a jej wargi namiętnie odwzajemniały pocaunek. Po pewnym czasie odsuneli się od siebie i dziewczyna zaczęła ciężko dyszeć. W tym czasie chłopak zaczął podgryzać jej ucho i delikatnie muskać jej skurę za uchem. Dziewczyna szybko obruciła głowę i znów ich wargi ię złączyły. Tym razem był namiętniejszy i dłuższy. Gdyby nie zapotrzebowanie na tlen, nigdy by się od siebie nie oderwali. Chłopak zszedł niżej po szyji dziewczyny i w złączeniu z barkiem zaczął ją całować. Zawisł nad nią wsparty na przedramionach i znowu wziął się za jej usta. Lekk oprzygryzł jej dolną wargę, przez co stała się bardziej czerwona i wydatniejsza. Dziewczyna poddawała się jego pocałunkom i odwzajemniała je ze zdwojoną siłą. Nagły ból w kostce sprawił, że dziewczyna syknęła.
- Co się stało? - Spytał przerywając właśnie czynność którą wykonywał.
- Nic.
- Nie potrafisz kłamać. Co jest?
- Nic!- Nagle chłopak zerwał się z kanapy, i zanim dziewczyna zareagowała, złapał ją w kolanie za nogę, której kostka była zawinięta w bandarz.
- Nie! - Krzyknęła dziewczyna i chciała wyrwać nogę, ale Nath miał zbyt mocny chwyt.
- Dlaczego nie?
- Czemu nie możesz mi zaufać i po prostu jej nie ruszać?
- Bo się o ciebie martwię. A teraz pokarz.
- Po co się pytasz, skoro tak czy siak, choćby siłą, to zobaczysz? - Spytała zimno Cat.
- Z grzeczości.
- Po co?
- Bo weszło mi to w nawyk. Tak jak tobie ukrywanie swoich problemów.
- Wcale nie!
- A właśnie, że tak. Skoro ich nie ukrywasz, to czemu nie chcesz, żebym na to spojrzał?
- Bo bandarz przykleił mi się do nogi i boli, kiedy go odwijam.
- Ale... - Zdezorientowany chłopak nie wiedział co powiedzieć.
- Ale co?!- Spytała zdenerwowana już Cat.
- Ale bandarze nie kleją się tak po prostu... Chyba, że jest spora rana i przykleja się do zaschniętej krwii... O ile wiem ty nie masz dużej rany, tylko skręconą kostke, chyba że coś się zmieniło w nocy... - Chłopak wyglądał na zdziwionego, ale przede wszystkim wystaszonego. Mimo ostrzeżenia Cat na temat jej kostki chłopak zaczął odwijać bandarz.
- Nie nie ruszaj! - Dziewczyna zaczęła panikować. - Proszę! Zapomnij o tym - Błagała - Nie ruszaj tego! - Oczy dziewczyny zaczęły napełniać się łzami.
- Spokojnie. Cat, ja chce pomóc. - Odpowiedział chcąc ją uspokoić.
- Ale zrywając bandarz nie pomożesz! - Dziewczyna zalała się łzami.
- Dobrze. Nie będe tego oglądał, ale powiedz, jak to wygląda i co się stało.
- Dobrze. - Odpowiedziała nie przestając płakać. Chłopak przysunął się do niej i ją przytulił.
- Ćśśśś... Wszystko okey. Nie będe ruszał tego bandarza, tylko nie płacz już, dobrze?
- Yhy - Udało jej się mruknąć. Chłopak wyszedł na chwilę i wrócił z herbatą i ciastkami.
- Skąd to wytrzasnąłeś? - Spytała już spokojniej, owijając się kocem z kanapy. Dopiero teraz orientowała się, że ma na sobie tylko obcisły top i szorty.
- Mam swoje sposoby - wyszczeżył się chłopak. - A teraz powiedz jak to było z tą nieszczęsną kostką.
niedziela, 5 maja 2013
Rozdział III
Dryń!!
Oboje się tego nie spodziewali. Chłopak lekko odskoczył, ale nie puścił dziewczyny, przez co oboje polecieli na podłogę. Cat upadła na chłopaka, siła z jaką spadła z parapetu sprawiła, że szybko wzięła haust powietrza. To przywruciło ją do życia. Chciała siępodnieść, ale chłopak na to nie pozwolił.
-Wszystko okey?- Zapytał z troską w głosie.
-Chyba tak. -Lekko skłamała Cat - A z tobą? Daj mi z ciebie zejść, muszę odebrać. Poza tym, za chwilę udusisz się od mojego ciężaru.
- Jesteś dziewczyną. Stworzono cię po to, byś była noszona, więc nie możesz być ciężka.-Wymruczał te słowa, prawie jak kot, a jego klatka zadrżała.
-Ciekawy pogląd.- Prawie bezgłośnie wypowiedziała dziewczyna, nie mogąc nic więcej z siebie wydusić, będąc oczarowaną ciepłem i ruchami jego ciała.
-To moge wstać?-Powiedziała już nieco głośniej
-A ci jak powiem, że nie?
-Będzie mi bardzo smutno, albo zaczne się drzeć, a ostrzegam, że jest otwarte okno.
-Sprytna dziewczyna.- W jego głosie słychać było nutkę strachu. - Niech ci będzie.- Nie krył rozczarowania.
Cat zsunęła się z jego torsu, a po spodkaniu z zimnymi kafelkami szybko się poderwała, co nie było dobrym pomysłem, ponieważ udeżyła się o wystający blat i spowrotem upadła na chłopaka, który szybko wypuścił powietrze, ale nic poza tym mu się nie stało.
-W pożądku?!-Szybo wysunął się spod dziewczyn, usiadł i wciągnął na swoje kolana.
-Tak.-Jękneła dziewczyna.
-Na pewno? Pożądnie przywaliłaś.
-Tak, na pewno. Idę odebrać ten telefon.- Zakończyła temat Cat, po czym podniosła się. Chciała zrobić krok, ale otępiający ból w kostce sprawił, że cicho krzyknęła, straciła równowagę i poleciała prosto w ramiona Nathana.
-Cat, co się stało?! - Spytał mocno zaniepokojony chłopak.
- Nic.
- Nie kłam mi tu kotku - zadziornie odpowiedział Nathan.
- Po pierwsze, prosiłam żebyś mnie tak nie nazywał, a po drugie mówie, że nic!- Powiedziała dużo głośniej poirytowana Cat.
- Przepraszam, ale ci nie wierzę. Pokaż nogę.
- Nie.
- Pokaż!
- Nie! I nie krzycz na mnie!
- Dobrze, przepraszam. Daj sobie pomóc. - Odparł łagodnie
- Ale nic mi nie jest.
-Skoro tak sądzisz, to po co stawiasz opór?
-Bo nie lubię, kiedy ktoś poświęca mi zbyt dużo uwagi.
- Czyli to żle, że się martwie? Poza tym, trzeba cię nauczyć, że troche uwagi poświęcone przez kogoś dla ciebie to nic złego.- Powiedział szybko, po czym nie czekając na odpowiedź wzął jąna ręce.
-Puść!
-Nie.
-Puszczaj!
-Nie.- odpowiadał ze stoickim spokojem chłopak.
-Ja chce na ziemie!
- Jak przestaniesz się kręcić, to cie zostawię, mimo mojego niezadowolenia, ponieważ jest mi bardzo dobrze, kiedy mam cię na rękach. Tobie chyba też nie jest źle, prawda? - Wyszczerzył się chłopak.
Cat nie mogła zaprzeczyć. Było jej idealnie. To tak, jakby, byli dwoma kawałkami puzzli. Pasowali do siebie. Zanim zadzwonił telefon też. Ich ciała złączyły się. Dokładnie tak, jak puzle. To było niesamowite.
-Widzisz? Nie możesz zaprzeczyć. -dziewczyna spuściła głowę pod jego spojrzeniem.
-Hej, aż tak ci z tym źle?
-Nie, po prostu...- Dziewczyna nie wiedziała co powiedzieć.
-Nie ważne. Trzeba zobaczyś tą twoją kostke, czy to coś poważnego. Nie wybaczył bym sobie, gdybym coś ci zrobił.- Cat zarumieniła się pod spojżeniem jego zielono niebieskich oczu.
-Teraz proszę, nie wyrywaj się, a ja położę ci ena stole i zobaczę jak to wygląda, okey?
-Okey. - Nathan delikatnie położył ją na stole i wyprostował jej nogę, delkatnie obracając ją w swoją stronę.
~
-Skręcona.-westchnął Nath.
- Ale jak? - Jęknęła dziewczyna.
- Może, kiedy zadzwonił telefon i oboje upadliśmy, jakoś ją wykręciłaś. - Mruknął niezadowolony chłopak.
- Ale jak ja będę sięruszać?
- Tak. - Odpowiedział szybko i wziął ją na ręce.
- Postaw mnie, może uda mi się jakoś kuśtykać.
- Nie ma mowy. Możesz w ten sposóbsobie narobić, tylko więkrzą krzywdę.
- To kupię sobie kule.
-Nie! - Chłopak podniósł głos, a dziewczynę zatkało.
- Dlaczego nie?
- Po pierwsze czuję się odpowiedzialny, za to co zrobiłem, po drugie nie pozwole, żebyś płaciła za moją słabość, a po trzecie, nie dasz rady chodzić o kulach całybi dniami!
- Czyli uważasz, że jestem dziewczyną, czyli jestem za słaba, żeby chodzić o kulach?!
- Nie! Po prostu, znam ludzi i wiem, że potrafią znęcać się nad innymi, szczegulnie słabszymi od nich.
- Chciałabym cię poinformować, że wiem też co nieco o życiu, chodzę codziennie do szkoły, a ty zaśpieważ kilka razy, masz kupę forsy i siedzisz sobie gdzie tylko chcesz, a usługują ci... - Tu chłopak nie wytrzymał i zatkał jej usta dłonią.
- Nie wiesz o mnie nic, wiec proszę cie, abyś mnie nie oceniała tak pochopnie - wysyczał - poza ttym, tylko chcęci pomóc. - Opuścił ręke. Cat spojżała na niego lodowato.
- Skoro nic nie wiem, to proszę wytłumacz mi. Poza tym, skoro cię tak uraziłam to ja cię nie trzymam.Nie prosiłam cię o pomoc, więc jeśli chcesz, to proszę droga wolna, możesz sobie iść. Dam radę sama.
- Nie sądze. - Odparł lodowatym tonem. Po czym wziął apteczkę, którą wcześniej przygotował i zaczął owijać jej kostkę bandażem.
- Zostaw. Dam sobie radę.
- Nie.
- Możesz przestać udawać takiego szlachetnego?!
- Wcale nie udaję. Już mówiłem. Jestem po prostu odpowiedzialny za swoje czyny, okey?!
- Akurat. - Skwitowała pod nosem Cat.
- Co tam mruczysz pod nosem kotku? - Ostatnie słową spycjalnie podkreślił.
- Nie nazywaj mnie tak! - Wrzasnęła dziewczyna.
- Bo comi zrobisz...kotku? - Odparł tak lekkim tonem, jakby rozmawiał o pogodzie.
- Nie bój się o to. Twoja święta główka gwiazdy niech się tym nie przejmuje.
- Przestań! - Ze zdenerwowania zapomniał nawet dodać kotku.
- Bo co mi zrobisz? - Głos dziewczyny był tak lodowaty, że zrobiło się jej samej aż zimno. Nie panując nad tym, zorientowała się, że ma dreszcze. Ale to nie było od jej głosu.
- Cat, wszystko okey? - Zapytał przybierając nagle zatroskany wyraz twarzy.
- A co cię to obchodzi? Tylko kostka jest twoją winą i tylko tym się powinieneś przejmować.
- Cat, słuchaj, przepraszam, okey? A teraz powiedz, gdzie masz coś ciepłego?
- Na górze w szafie. Ja pujdę.
- Nie.
- Ale..
-Nie! - Ton jego głosu nie przyjmował sprzeciwu.
- Dobra, zostanę tu... - Chłopak już miał wyjść, kiedy przerwała mu szybko
-Poczekaj!
-Co?
-Wyjdź tędy - dziewczyna pokazała drugie drzwi - Zpomnieliśmy o Av!
- O cholera. Dobra dzięki.
Od razu po tym jak zniknął chłopak w drógich drzwaich pojawiła się Av.
-A gzie Nathan? - Zawołała z boleścią.
- Poszedł sobie.
- Ale dlaczego?
-Powiedział że nie może zostać dłużej - skłamała Cat.
- Szkoda. Dobra, to widzimy się jutro.
- Pa.
Ave wyszła bardzo szybko, co do niej nie pasowało, ale nie przeszkadzało Cat. Zsunęła się ze stołu i podeszła do telefonu mimo iż sprawiło jej to trudność. Noga z bandażem była w górze,ale zimne kafelki sprawiły, że dreszcze się nasiliły. Popatrzyła na ekran. Mila dzwoniła. Wysłuchała wiadomości. Mila nie wróci dziś na noc. W sumie to dobrze. Nie zobaczy Nathaniela, a on szybko nie wyjdzie. Odłożyła słuchawkę, podeszła do lodówki, wyjęła mleko, nalała do szklanki i włożyła je do mikrofali. Musiała wypić coś ciepłego. Do tego włączyła czajnik i zaczęła poszukiwania herbaty. Nie zajęło jej to długo. Zaparzyła herbatę i podeszła do mikrofali i wyjęła mleko, kiedy wrócił Nathan.- O kurde - zaklęła w myślach dziewczyna. Chłopak podszedł do niej sztywno zabrał mleko z jej ręki, położł najbliżej jak sie dało, po czym narzucił na Cat jakiś sweterek, podniósł bez najmniejszego problemu, posadził na ksześle, przyniósł kubek z ciepłym mlekiem i usiadł naprzeciwko niej. Wszystko zrobił jak robot.
- Po co wstałaś? - Spytał zmęczonym głosem.
- Chciałam zrobić sobie coś ciepłego do picia. - Wychrypiała cicho dzewczyna i spuściła głowę.
- Mogłaś poczekać.
- Nie. Poza tym, musiałam zobaczyć kto dzwonił i dlaczego.
- Mogłaś poprosić chociaż tą dziewczyne, która dalej siedzi w saonie.
- Nie siedzi. Wyszła, przed chwilą.
- To mogłaś poczekać na mnie.
- Nie.
- Dlaczego?
- Boże odczep się ode mnie! - Nagle wybuchła Cat, przez co chłopakowi na twarz wpłynęło zdziwienie. - Jestem na policji, czy co? Czujęsię jak na przesłuchaniu! Zostaw mnie w spokoju! To jest mój dom, i moge sobie robić w nim, co mi się żywnie podoba! Myślisz, że jak jesteś sławny, to ci wzystko wolno?! Myślisz, że możesz sobie tak po prostu wejść do czyjegoś domu i będziesz wszystkim rozkazywał?! - Dziewczyna płakała, nie przestając krzyczeć na chłopaka -Myślisz, że nie jestem w stanie nawet zapażyć sobie herbaty, kiedy jest mi zimno?!- Chłopak powoli wstał, podzedł do Cat, którą wstrząsnął szloch podniusł ją lekko, usiadł i posadził sobie na kolanach.
- Nie płacz - wyszeptał jej do ucha.
- Zostaw mnie w spokoju - załkała.
- Nie. Teraz nie mogę. - Szepnął przytulając ją do siebie. - Potrzebujesz mnie. - Dziewczyna wtuliła się w chłopaka. - Zaniosę cie do łóżka.
- Zostań u mnie na noc.
- Chciałbym, ale twoi rodzice niebyliby zachwyceni.
- Moich rodziców tu nie ma i nie będzie. A opiekunka, która wtedy dzwoniła powiedziała, że będzie jutro.
- W takim razie zostanę. - Uśmiechnął się pokazując szereg białych zębów.
Dryń!!
Oboje się tego nie spodziewali. Chłopak lekko odskoczył, ale nie puścił dziewczyny, przez co oboje polecieli na podłogę. Cat upadła na chłopaka, siła z jaką spadła z parapetu sprawiła, że szybko wzięła haust powietrza. To przywruciło ją do życia. Chciała siępodnieść, ale chłopak na to nie pozwolił.
-Wszystko okey?- Zapytał z troską w głosie.
-Chyba tak. -Lekko skłamała Cat - A z tobą? Daj mi z ciebie zejść, muszę odebrać. Poza tym, za chwilę udusisz się od mojego ciężaru.
- Jesteś dziewczyną. Stworzono cię po to, byś była noszona, więc nie możesz być ciężka.-Wymruczał te słowa, prawie jak kot, a jego klatka zadrżała.
-Ciekawy pogląd.- Prawie bezgłośnie wypowiedziała dziewczyna, nie mogąc nic więcej z siebie wydusić, będąc oczarowaną ciepłem i ruchami jego ciała.
-To moge wstać?-Powiedziała już nieco głośniej
-A ci jak powiem, że nie?
-Będzie mi bardzo smutno, albo zaczne się drzeć, a ostrzegam, że jest otwarte okno.
-Sprytna dziewczyna.- W jego głosie słychać było nutkę strachu. - Niech ci będzie.- Nie krył rozczarowania.
Cat zsunęła się z jego torsu, a po spodkaniu z zimnymi kafelkami szybko się poderwała, co nie było dobrym pomysłem, ponieważ udeżyła się o wystający blat i spowrotem upadła na chłopaka, który szybko wypuścił powietrze, ale nic poza tym mu się nie stało.
-W pożądku?!-Szybo wysunął się spod dziewczyn, usiadł i wciągnął na swoje kolana.
-Tak.-Jękneła dziewczyna.
-Na pewno? Pożądnie przywaliłaś.
-Tak, na pewno. Idę odebrać ten telefon.- Zakończyła temat Cat, po czym podniosła się. Chciała zrobić krok, ale otępiający ból w kostce sprawił, że cicho krzyknęła, straciła równowagę i poleciała prosto w ramiona Nathana.
-Cat, co się stało?! - Spytał mocno zaniepokojony chłopak.
- Nic.
- Nie kłam mi tu kotku - zadziornie odpowiedział Nathan.
- Po pierwsze, prosiłam żebyś mnie tak nie nazywał, a po drugie mówie, że nic!- Powiedziała dużo głośniej poirytowana Cat.
- Przepraszam, ale ci nie wierzę. Pokaż nogę.
- Nie.
- Pokaż!
- Nie! I nie krzycz na mnie!
- Dobrze, przepraszam. Daj sobie pomóc. - Odparł łagodnie
- Ale nic mi nie jest.
-Skoro tak sądzisz, to po co stawiasz opór?
-Bo nie lubię, kiedy ktoś poświęca mi zbyt dużo uwagi.
- Czyli to żle, że się martwie? Poza tym, trzeba cię nauczyć, że troche uwagi poświęcone przez kogoś dla ciebie to nic złego.- Powiedział szybko, po czym nie czekając na odpowiedź wzął jąna ręce.
-Puść!
-Nie.
-Puszczaj!
-Nie.- odpowiadał ze stoickim spokojem chłopak.
-Ja chce na ziemie!
- Jak przestaniesz się kręcić, to cie zostawię, mimo mojego niezadowolenia, ponieważ jest mi bardzo dobrze, kiedy mam cię na rękach. Tobie chyba też nie jest źle, prawda? - Wyszczerzył się chłopak.
Cat nie mogła zaprzeczyć. Było jej idealnie. To tak, jakby, byli dwoma kawałkami puzzli. Pasowali do siebie. Zanim zadzwonił telefon też. Ich ciała złączyły się. Dokładnie tak, jak puzle. To było niesamowite.
-Widzisz? Nie możesz zaprzeczyć. -dziewczyna spuściła głowę pod jego spojrzeniem.
-Hej, aż tak ci z tym źle?
-Nie, po prostu...- Dziewczyna nie wiedziała co powiedzieć.
-Nie ważne. Trzeba zobaczyś tą twoją kostke, czy to coś poważnego. Nie wybaczył bym sobie, gdybym coś ci zrobił.- Cat zarumieniła się pod spojżeniem jego zielono niebieskich oczu.
-Teraz proszę, nie wyrywaj się, a ja położę ci ena stole i zobaczę jak to wygląda, okey?
-Okey. - Nathan delikatnie położył ją na stole i wyprostował jej nogę, delkatnie obracając ją w swoją stronę.
~
-Skręcona.-westchnął Nath.
- Ale jak? - Jęknęła dziewczyna.
- Może, kiedy zadzwonił telefon i oboje upadliśmy, jakoś ją wykręciłaś. - Mruknął niezadowolony chłopak.
- Ale jak ja będę sięruszać?
- Tak. - Odpowiedział szybko i wziął ją na ręce.
- Postaw mnie, może uda mi się jakoś kuśtykać.
- Nie ma mowy. Możesz w ten sposóbsobie narobić, tylko więkrzą krzywdę.
- To kupię sobie kule.
-Nie! - Chłopak podniósł głos, a dziewczynę zatkało.
- Dlaczego nie?
- Po pierwsze czuję się odpowiedzialny, za to co zrobiłem, po drugie nie pozwole, żebyś płaciła za moją słabość, a po trzecie, nie dasz rady chodzić o kulach całybi dniami!
- Czyli uważasz, że jestem dziewczyną, czyli jestem za słaba, żeby chodzić o kulach?!
- Nie! Po prostu, znam ludzi i wiem, że potrafią znęcać się nad innymi, szczegulnie słabszymi od nich.
- Chciałabym cię poinformować, że wiem też co nieco o życiu, chodzę codziennie do szkoły, a ty zaśpieważ kilka razy, masz kupę forsy i siedzisz sobie gdzie tylko chcesz, a usługują ci... - Tu chłopak nie wytrzymał i zatkał jej usta dłonią.
- Nie wiesz o mnie nic, wiec proszę cie, abyś mnie nie oceniała tak pochopnie - wysyczał - poza ttym, tylko chcęci pomóc. - Opuścił ręke. Cat spojżała na niego lodowato.
- Skoro nic nie wiem, to proszę wytłumacz mi. Poza tym, skoro cię tak uraziłam to ja cię nie trzymam.Nie prosiłam cię o pomoc, więc jeśli chcesz, to proszę droga wolna, możesz sobie iść. Dam radę sama.
- Nie sądze. - Odparł lodowatym tonem. Po czym wziął apteczkę, którą wcześniej przygotował i zaczął owijać jej kostkę bandażem.
- Zostaw. Dam sobie radę.
- Nie.
- Możesz przestać udawać takiego szlachetnego?!
- Wcale nie udaję. Już mówiłem. Jestem po prostu odpowiedzialny za swoje czyny, okey?!
- Akurat. - Skwitowała pod nosem Cat.
- Co tam mruczysz pod nosem kotku? - Ostatnie słową spycjalnie podkreślił.
- Nie nazywaj mnie tak! - Wrzasnęła dziewczyna.
- Bo comi zrobisz...kotku? - Odparł tak lekkim tonem, jakby rozmawiał o pogodzie.
- Nie bój się o to. Twoja święta główka gwiazdy niech się tym nie przejmuje.
- Przestań! - Ze zdenerwowania zapomniał nawet dodać kotku.
- Bo co mi zrobisz? - Głos dziewczyny był tak lodowaty, że zrobiło się jej samej aż zimno. Nie panując nad tym, zorientowała się, że ma dreszcze. Ale to nie było od jej głosu.
- Cat, wszystko okey? - Zapytał przybierając nagle zatroskany wyraz twarzy.
- A co cię to obchodzi? Tylko kostka jest twoją winą i tylko tym się powinieneś przejmować.
- Cat, słuchaj, przepraszam, okey? A teraz powiedz, gdzie masz coś ciepłego?
- Na górze w szafie. Ja pujdę.
- Nie.
- Ale..
-Nie! - Ton jego głosu nie przyjmował sprzeciwu.
- Dobra, zostanę tu... - Chłopak już miał wyjść, kiedy przerwała mu szybko
-Poczekaj!
-Co?
-Wyjdź tędy - dziewczyna pokazała drugie drzwi - Zpomnieliśmy o Av!
- O cholera. Dobra dzięki.
Od razu po tym jak zniknął chłopak w drógich drzwaich pojawiła się Av.
-A gzie Nathan? - Zawołała z boleścią.
- Poszedł sobie.
- Ale dlaczego?
-Powiedział że nie może zostać dłużej - skłamała Cat.
- Szkoda. Dobra, to widzimy się jutro.
- Pa.
Ave wyszła bardzo szybko, co do niej nie pasowało, ale nie przeszkadzało Cat. Zsunęła się ze stołu i podeszła do telefonu mimo iż sprawiło jej to trudność. Noga z bandażem była w górze,ale zimne kafelki sprawiły, że dreszcze się nasiliły. Popatrzyła na ekran. Mila dzwoniła. Wysłuchała wiadomości. Mila nie wróci dziś na noc. W sumie to dobrze. Nie zobaczy Nathaniela, a on szybko nie wyjdzie. Odłożyła słuchawkę, podeszła do lodówki, wyjęła mleko, nalała do szklanki i włożyła je do mikrofali. Musiała wypić coś ciepłego. Do tego włączyła czajnik i zaczęła poszukiwania herbaty. Nie zajęło jej to długo. Zaparzyła herbatę i podeszła do mikrofali i wyjęła mleko, kiedy wrócił Nathan.- O kurde - zaklęła w myślach dziewczyna. Chłopak podszedł do niej sztywno zabrał mleko z jej ręki, położł najbliżej jak sie dało, po czym narzucił na Cat jakiś sweterek, podniósł bez najmniejszego problemu, posadził na ksześle, przyniósł kubek z ciepłym mlekiem i usiadł naprzeciwko niej. Wszystko zrobił jak robot.
- Po co wstałaś? - Spytał zmęczonym głosem.
- Chciałam zrobić sobie coś ciepłego do picia. - Wychrypiała cicho dzewczyna i spuściła głowę.
- Mogłaś poczekać.
- Nie. Poza tym, musiałam zobaczyć kto dzwonił i dlaczego.
- Mogłaś poprosić chociaż tą dziewczyne, która dalej siedzi w saonie.
- Nie siedzi. Wyszła, przed chwilą.
- To mogłaś poczekać na mnie.
- Nie.
- Dlaczego?
- Boże odczep się ode mnie! - Nagle wybuchła Cat, przez co chłopakowi na twarz wpłynęło zdziwienie. - Jestem na policji, czy co? Czujęsię jak na przesłuchaniu! Zostaw mnie w spokoju! To jest mój dom, i moge sobie robić w nim, co mi się żywnie podoba! Myślisz, że jak jesteś sławny, to ci wzystko wolno?! Myślisz, że możesz sobie tak po prostu wejść do czyjegoś domu i będziesz wszystkim rozkazywał?! - Dziewczyna płakała, nie przestając krzyczeć na chłopaka -Myślisz, że nie jestem w stanie nawet zapażyć sobie herbaty, kiedy jest mi zimno?!- Chłopak powoli wstał, podzedł do Cat, którą wstrząsnął szloch podniusł ją lekko, usiadł i posadził sobie na kolanach.
- Nie płacz - wyszeptał jej do ucha.
- Zostaw mnie w spokoju - załkała.
- Nie. Teraz nie mogę. - Szepnął przytulając ją do siebie. - Potrzebujesz mnie. - Dziewczyna wtuliła się w chłopaka. - Zaniosę cie do łóżka.
- Zostań u mnie na noc.
- Chciałbym, ale twoi rodzice niebyliby zachwyceni.
- Moich rodziców tu nie ma i nie będzie. A opiekunka, która wtedy dzwoniła powiedziała, że będzie jutro.
- W takim razie zostanę. - Uśmiechnął się pokazując szereg białych zębów.
Rozdział II
Dzień minął dość szybko. Po powrocie do domu Cat szybko zjadła kurczaka którego znalazła w lodówce, odrobiła lekcje, po czym przebrała się w kostium i poszła z Ave na plaże. Była jakaś czternasta, może pietnasta kiedy rozłożyły koce, zdjęły ubrania i zaczęły się opalać. Ich spokuj nie trwał długo, ponieważ zaraz jakiś chłopak klepnął je obie w tyłki. Od razu dostał w twarz. A tzreba było przyznać, że to nie była byle jaka twarz! Obie dziewczyny zamarły.
-T...to...to...-zająkneła się Av
-To?-zapytała niczego nieświadoma Cat
-To Nathan!!!!!
-Kto?
-Nathan z th...-Nie skończyła bo chłopak zatkał jej usta.
-Ćśśśśś!
-Koleś, zabieraj...-Jego ręka spoczęła również na rękach Av.
-Tak, tak, cicho!-Głośno wyszeptał chłopak.- będziecie cicho?
Obie dziewczyny pokiwały głowami. Wtedy zabrał ręke.
-To kim ty do cholery jesteś? I łaskawie zejdż z nas.-syknęła Catalina
Dopiero teraz chłokak zorientował się, że siedzi okrakiem na obu dziewczynach. Spalił buraka i szybko odskoczył.
-To Nathan z the Wanted!- Szeptem wykrzyczała Av
Cat zrobiła wielkie oczy.
-Dobra, to teraz proszę, nie zrobić hałasu, bo w tej czapce i okularach, z daleka mnie nie rozpoznają, a jak się nie wydrzecie, to spokojnie sobie pujdę.
-Nigdy w życiu nie już nie puszczę-wyszeptała Av i zanim Cat, albo Nathan zdążyli zareagować przylgneła do niego.
-Av! Puść go!
-Nigdy!
Ehhh... Westchnęła razem z chłopakiem.
-To może chociaż pujdziemy z plaży, żeby nikt się nie przyczepił-zaproponował bardziej do Cat niż do Ave.
-Okey.
Po pietnasu minutach udało się zejść z plaży nie zwracając niczyjej uwagi. Następnie zaciągnęły chłopaka do domu, gdzie prubowali odciągnąć Av od chłopaka. Wrescie puściła, choć nikt nie sądził, że na długo.
- Chcesz coś do picia?-Cat mimo zmęczenia zmusiła się, żeby wstać z wygodnego fotela.
-Wody-wydyszał chłopak.
-A ja mohito bezalkocholowe.-Wtrąciła się Av
-Ide.
-Pomóc ci?-Chłopak od razu się zerwał i nie czekając na odpowiedź pobiegł do kuchni.
Av zrobiła nieszczęśliwą minę, a Cat lekko zdziwioną, ale poszła do kuchni.
Tam stał uśmiechnięty chłopak.
-Czemu wasza wysokość chce pracować, zamiast cieszyć się obecnością pięknej dziewczyny w salonie?-Głos Cat ociekał słodyczą.
-Po pierwsze, skąd nagle takie zachowanie? Po drugie nie jestem księciem czy królem, tylko po prostu gwiazdą, po trzecie boje się przebywać z tą dziewczyną, a po czwarte jeśteś ładniejsza, plus masz na sobie tylko bikini, a ona jeszcze T-shirt.
-Dupek.
-Niezłe odwcięczenie, za komplement.
-Niezłe odwdzięczenie za oderwanie cie od tej dziewczyny.
-Sam też z czasem dałbym rade.
-Akurat. To chcesz pomóc, czy pogapić się na mój tyłek kiedy pęde chodzić po kuchni?
-Ta druga propozycja wydaje się kusząca, ale powiedziałem, że pomoge, a ja słowa dotrzymuje.
-Szlachetny się znalazł.
-A żebyś wiedziała.
-Dobra, to weź zerwij mięte z parapetu, a ja sięgne po po reszte.
Chłopak posłusznie podszedł do parapetu, w tym czasie Cat szybko nażuciła koronkową nażutkę na górę swojego ciała oraz szorty i wzięła krzesło. Składniki na nieszczęście były na najwyższej pułce. Spodziewała się tego dlatego wzięła szorty, ale to dużo nie pomogło. Wspięła się na krzesło, i wyciągnęła po składniki. Narzutka automatycznie poszła w górę odsłaniając ciało do połowy stanika od bikini, a szorty z dołem od bikini podeszły do połowy tyłka, bez żadnych przeszkód. Nagły gwizd sprawił, że poleciała do tyłu. Upadłaby, gdyby nie silne ramoina, w które wpadła.
-Silny jesteś- Udało sięwydukać Cat.
-Dzięki. Za to ty masz niezłe ciało.
To przywróciło jej mózg do rzeczywistości. Szybko się podniosła, obciągnęła szorty, poprawiła bluzkę i zabrała się do robienia mohito.
-Oj. bo się popłaczę. A gdzie nagroda, za złapanie cię?
-Dzięki.
-A może coś więcej?
-Nie.
-A to czemu?
-Za twojego gwizdu domyślam się, że nagrodę dostałeś, przed złapaniem mnie.
-To prawda, ale taki widok, dostałbym bez względu na to, czy cię bym złapał, czy nie.
-Ale złapałeś, więc potraktuj to jako nagrodę.
-Nie.
Jak nie to nie, ale nic nie dostaniesz.
-Na pewno?
-O co ci chodzi, co?
-O nic.
-To łaskawie się odczep.-To zdanie Cat wysyczała.
-Spokojnie. To chociaż powiedz mi jak się nazywasz.
Cat spojżała na niego podejżliwie.
-Po co?
-Żebym wiedział jak się do Ciebie zwracać. Chyba że nie chcesz, wtedy będe do ciebie mówił mała albo laska, albo...
-Dobrze! Tylko przestań.
-Dobra.
-Mam na imię Catalina. Znajomi i rodzina mówią na mnie Cat.
-To już wiem skąd ten drapieżny charakter kotku.
Cat nie wytrzyała i przyłożyła mu w policzek.
-Nie mów do mnie tak.- Wysyczała.
-Spokojnie... Kotku.
Cat znowy chciała mu przyłożyć, ale tym razem był szybszy i złapał ją za nadgarstki. I przyciągnął do siebie.
-To boli kotku.-Mruknął jej do ucha, przy okazji lekko otarł się o nie nosem.
-Przestań - tym razem zabrzmiało to mało przekonująco.
-A jak nie- Wyszeptał to po czym pocałował skórę za jej uchem.
Cat tylko wydała z siebie cichy jęk.
-Widze, że jednak nie masz nic przeciwko.- Mruczał jej dalej w jej włosy.
Jej oddech stał się niespokojny. Usłyszał to i lekko przygryzł jej ucho.
-Ja..-Nie mogła się skupić na słowach.
-Już nie jesteś taka twarda co? - Jego szept był taki kojący. Szczegulnie Jeśli w ten kojący szept dobiegał zza jej ucha. Skura za uchem była jej słabym punktem, a wargi które muskały ten punkt widocznie o tym wiedziały.
-Ja- powiedziała to jeszcze ciszej niż poprzednim razem, do tego ręce chłopaka przeszły po jej ciele i zatrzymały się na biodrach. W miejscu którego dotykały jego ręce pojawiała się gęsia skórka i przechodził ją lekki dreszczyk. Chłopak znowu przygrzł jej ucho tym razem nieco mocniej. To sprawiło, że kolana się pod nią ugięły. Ale on widocznie był na to przygotowany. Jego muskuły napięły się podtrzymując ją, a potem uniusł ją lekko, że nogi przez chwile wisiały jej w powietrzu po czym posadził na blacie. Jego usta zaczęły powoli zchodzić po szyji potem znów się wspięły po brodzie, w tym czasie chłopak objął dziewczynę w talii, a jej ręce powędrowały po jego nagim torsie na górę, jedna ręka na kark, druga we włosy, usta chłopaka przeszły już prawie na usta już podnosły się by ją pocałować kiedy...
Dzień minął dość szybko. Po powrocie do domu Cat szybko zjadła kurczaka którego znalazła w lodówce, odrobiła lekcje, po czym przebrała się w kostium i poszła z Ave na plaże. Była jakaś czternasta, może pietnasta kiedy rozłożyły koce, zdjęły ubrania i zaczęły się opalać. Ich spokuj nie trwał długo, ponieważ zaraz jakiś chłopak klepnął je obie w tyłki. Od razu dostał w twarz. A tzreba było przyznać, że to nie była byle jaka twarz! Obie dziewczyny zamarły.
-T...to...to...-zająkneła się Av
-To?-zapytała niczego nieświadoma Cat
-To Nathan!!!!!
-Kto?
-Nathan z th...-Nie skończyła bo chłopak zatkał jej usta.
-Ćśśśśś!
-Koleś, zabieraj...-Jego ręka spoczęła również na rękach Av.
-Tak, tak, cicho!-Głośno wyszeptał chłopak.- będziecie cicho?
Obie dziewczyny pokiwały głowami. Wtedy zabrał ręke.
-To kim ty do cholery jesteś? I łaskawie zejdż z nas.-syknęła Catalina
Dopiero teraz chłokak zorientował się, że siedzi okrakiem na obu dziewczynach. Spalił buraka i szybko odskoczył.
-To Nathan z the Wanted!- Szeptem wykrzyczała Av
Cat zrobiła wielkie oczy.
-Dobra, to teraz proszę, nie zrobić hałasu, bo w tej czapce i okularach, z daleka mnie nie rozpoznają, a jak się nie wydrzecie, to spokojnie sobie pujdę.
-Nigdy w życiu nie już nie puszczę-wyszeptała Av i zanim Cat, albo Nathan zdążyli zareagować przylgneła do niego.
-Av! Puść go!
-Nigdy!
Ehhh... Westchnęła razem z chłopakiem.
-To może chociaż pujdziemy z plaży, żeby nikt się nie przyczepił-zaproponował bardziej do Cat niż do Ave.
-Okey.
Po pietnasu minutach udało się zejść z plaży nie zwracając niczyjej uwagi. Następnie zaciągnęły chłopaka do domu, gdzie prubowali odciągnąć Av od chłopaka. Wrescie puściła, choć nikt nie sądził, że na długo.
- Chcesz coś do picia?-Cat mimo zmęczenia zmusiła się, żeby wstać z wygodnego fotela.
-Wody-wydyszał chłopak.
-A ja mohito bezalkocholowe.-Wtrąciła się Av
-Ide.
-Pomóc ci?-Chłopak od razu się zerwał i nie czekając na odpowiedź pobiegł do kuchni.
Av zrobiła nieszczęśliwą minę, a Cat lekko zdziwioną, ale poszła do kuchni.
Tam stał uśmiechnięty chłopak.
-Czemu wasza wysokość chce pracować, zamiast cieszyć się obecnością pięknej dziewczyny w salonie?-Głos Cat ociekał słodyczą.
-Po pierwsze, skąd nagle takie zachowanie? Po drugie nie jestem księciem czy królem, tylko po prostu gwiazdą, po trzecie boje się przebywać z tą dziewczyną, a po czwarte jeśteś ładniejsza, plus masz na sobie tylko bikini, a ona jeszcze T-shirt.
-Dupek.
-Niezłe odwcięczenie, za komplement.
-Niezłe odwdzięczenie za oderwanie cie od tej dziewczyny.
-Sam też z czasem dałbym rade.
-Akurat. To chcesz pomóc, czy pogapić się na mój tyłek kiedy pęde chodzić po kuchni?
-Ta druga propozycja wydaje się kusząca, ale powiedziałem, że pomoge, a ja słowa dotrzymuje.
-Szlachetny się znalazł.
-A żebyś wiedziała.
-Dobra, to weź zerwij mięte z parapetu, a ja sięgne po po reszte.
Chłopak posłusznie podszedł do parapetu, w tym czasie Cat szybko nażuciła koronkową nażutkę na górę swojego ciała oraz szorty i wzięła krzesło. Składniki na nieszczęście były na najwyższej pułce. Spodziewała się tego dlatego wzięła szorty, ale to dużo nie pomogło. Wspięła się na krzesło, i wyciągnęła po składniki. Narzutka automatycznie poszła w górę odsłaniając ciało do połowy stanika od bikini, a szorty z dołem od bikini podeszły do połowy tyłka, bez żadnych przeszkód. Nagły gwizd sprawił, że poleciała do tyłu. Upadłaby, gdyby nie silne ramoina, w które wpadła.
-Silny jesteś- Udało sięwydukać Cat.
-Dzięki. Za to ty masz niezłe ciało.
To przywróciło jej mózg do rzeczywistości. Szybko się podniosła, obciągnęła szorty, poprawiła bluzkę i zabrała się do robienia mohito.
-Oj. bo się popłaczę. A gdzie nagroda, za złapanie cię?
-Dzięki.
-A może coś więcej?
-Nie.
-A to czemu?
-Za twojego gwizdu domyślam się, że nagrodę dostałeś, przed złapaniem mnie.
-To prawda, ale taki widok, dostałbym bez względu na to, czy cię bym złapał, czy nie.
-Ale złapałeś, więc potraktuj to jako nagrodę.
-Nie.
Jak nie to nie, ale nic nie dostaniesz.
-Na pewno?
-O co ci chodzi, co?
-O nic.
-To łaskawie się odczep.-To zdanie Cat wysyczała.
-Spokojnie. To chociaż powiedz mi jak się nazywasz.
Cat spojżała na niego podejżliwie.
-Po co?
-Żebym wiedział jak się do Ciebie zwracać. Chyba że nie chcesz, wtedy będe do ciebie mówił mała albo laska, albo...
-Dobrze! Tylko przestań.
-Dobra.
-Mam na imię Catalina. Znajomi i rodzina mówią na mnie Cat.
-To już wiem skąd ten drapieżny charakter kotku.
Cat nie wytrzyała i przyłożyła mu w policzek.
-Nie mów do mnie tak.- Wysyczała.
-Spokojnie... Kotku.
Cat znowy chciała mu przyłożyć, ale tym razem był szybszy i złapał ją za nadgarstki. I przyciągnął do siebie.
-To boli kotku.-Mruknął jej do ucha, przy okazji lekko otarł się o nie nosem.
-Przestań - tym razem zabrzmiało to mało przekonująco.
-A jak nie- Wyszeptał to po czym pocałował skórę za jej uchem.
Cat tylko wydała z siebie cichy jęk.
-Widze, że jednak nie masz nic przeciwko.- Mruczał jej dalej w jej włosy.
Jej oddech stał się niespokojny. Usłyszał to i lekko przygryzł jej ucho.
-Ja..-Nie mogła się skupić na słowach.
-Już nie jesteś taka twarda co? - Jego szept był taki kojący. Szczegulnie Jeśli w ten kojący szept dobiegał zza jej ucha. Skura za uchem była jej słabym punktem, a wargi które muskały ten punkt widocznie o tym wiedziały.
-Ja- powiedziała to jeszcze ciszej niż poprzednim razem, do tego ręce chłopaka przeszły po jej ciele i zatrzymały się na biodrach. W miejscu którego dotykały jego ręce pojawiała się gęsia skórka i przechodził ją lekki dreszczyk. Chłopak znowu przygrzł jej ucho tym razem nieco mocniej. To sprawiło, że kolana się pod nią ugięły. Ale on widocznie był na to przygotowany. Jego muskuły napięły się podtrzymując ją, a potem uniusł ją lekko, że nogi przez chwile wisiały jej w powietrzu po czym posadził na blacie. Jego usta zaczęły powoli zchodzić po szyji potem znów się wspięły po brodzie, w tym czasie chłopak objął dziewczynę w talii, a jej ręce powędrowały po jego nagim torsie na górę, jedna ręka na kark, druga we włosy, usta chłopaka przeszły już prawie na usta już podnosły się by ją pocałować kiedy...
poniedziałek, 29 kwietnia 2013
Rozdział I
I już tylko tydzień szkoły. Na szczęście. Nie wytrzymam tu więcej. Niby nauczyciele wrzucają na luz po wystawieniu ocen, ale nie tu. W tej szkole wszyscy nauczyciele sie uparli, że cały rok trzeba wykorzystać na nauke. Nie kapuje po co. Jak ktoś będzie sie wydurniał, uwaga nic nie da. Sprawdzianu nie zrobi, bonie ma ocen, poza tym kto sie bedzie uczył w taką pogode? I po co? Bez sensu. po wystawieniu ocen powinny być wakacje. A już na pewno tu, w Miami.
W każdym razie w końcu trzeba wstać.-Przerwała przemyślenia Catalina. Po czym poczłapała do łazienki. Chłodne kafelki przywróciły jej trzeżwość myślenia. Szybko wskoczyła pod prysznic po czym ubrała się w czarne skórzane rórki, białą bluzke i czarną kamizelka (służącą tylko i wyłącznie do ozdoby). Ułożyła włosy, które zdążyły u wyschnąć i pięknie sie poskręcać w grube czarne sprężyny o dużej średnicy, następnie nałożyła makijaż. Właściwie go nie potrzebowała, ale to tak z przyzwyczjenia. Po prostu, jakoś jej weszło w użycie, ale tylko delikatny makijaż. Miała grube, długie, czarne rzęsy, wię tusz do rzęs był zbędny. Tylko błyszczyk i róż wystarczały jej do szczęścia. Miała naturalną urode. I była szczupła, i przemiła, ale z charakterem, przez co miała troche wrogów, ale głównie adoratorów.
Do kuchni zdążyła wpaść, a już dostała w ręke jabłko i została wyrzucona do szkoły. W ostatniej chwili złapała torbe, zanim drzwi zatrzasnęły się przed jej nosem. Natychmiast sie otworzyły i wyjżała z niej poczciwa twarz Mili. Jej służącej (choć nigdy by jej tak nie nazwała), cioci, koleżanki i byłej guwernantki w jednym. Cat miała tylko Mile. Nie była sierotą, ale jej rodzice sie rozwiedli i każdy wyjechał w swoją stronę. Przysyłali pieniądzie na nauke i jej potrzeby osobiste, ale byli dla niej bardziej jak sponsorzy niż rodzice. Mila ją wychowała i zawsze przy niej była, dlatego była dla niej wszystkim.
Jednak zobaczywszy, że Cat jest cała uśmiechneła się i żartobliwie psiknęła tak jakby chciała odstraszyć kota. Wykonała przy tym odpychający ruch rękami. Dopiero w trakcie drogi Catalina zorientowała się jak jest pużno. Jednym gryzem dokończyła jabłko i puściła się biegiem do szkoły. Pierwsza lekcja, oczywiście z jej "ukochanym" nauczycielem. Panną Anderson. Nie wiem jakiego przedmiotu mamy się z nią nauczyć, ale z nią żadnego sie człowiek nie nauczy. Gada całe lekcje o swoim życiu prywatnym i czasem przerwie żeby opowiedzieć jakiś suchar. Wszyscy na jej lekcji gadają, a jak ja tylko odwruce głowe, odrazu ma uwagę i ide do dyrektora. Dyrektor jest aniołem i istotą cudowną więc kiedy do niego ide prosi zawsze żebym opowiedziała o tym co sie stało w tym czasie usuwa uwagę. Oczywiście potem zawsze opowiada o zdarzeniu nauczycielom i uczniom, nieco zmieniając postacie, więc cięki mnie, Catalinie Martinez jest znany jako bardzo dowcipny. Zna Anderson i wie, że sie na mnie uparła. Oczywiście tylko ona wie dlaczego, ale niech to pozostanie jej tajemnicą. Jedyną której nie wypapla podczas lekcji. Ale w końcu zadzwonił dzwonek i wyszłam dziękując dyrowi. Wszyscy wiedzieli, że mam z nim na Ty. Nikomu to nie przeszkadzało. Poza moją BFF, Ava która cały czas twierdzi, że zacznie broić, żeby muc sie ze mną spotykać. Bez przesady. Av była bardzo jasną blondynką. Miała proste włosy do pasa. Była bardzo ładna i szczupła, do tego mega przyjacielska. Miała ładną twarz, zgrabny nosek (który był kulfonem, zanim Chris je go złamał) na środku twarzy i duże szare oczy. Usta miała małe, ale czerwone i ułożne w taki krztałt, jakby dawała komuś nieśmiałego buziaka.
- Hej Av!
-Cześć Cat. Slyszałaś o nowym uczniu? Podobno jest mega przystojny!
-I...
-I co? Super! Wszyscy muwią, że jest mądry, ale zadziorny i lekko buntowniczy.
-Jeśli wszcze bunt i przedłuży wakacje, to będzie super.
- Ty to tylko o wakacjach.
-A o czym. A poza tym sama powiedziałaś podobno. Więc nie wiadomo.
W korytarzu słychać było pisk.
- A to co do jasnej...-Ct nie skończyła bo na korytarz wpadło stadko dziewczyn skaczących wokół Jakiegoś chłopaka- To ten nowy? Musze przyznać że jest nie zły, ale ma dość duże powodzenie.
- Cha!
-Co cha?
-Cha, cha! Podoba ci sie.
-Jest przystojny i tyle. Poza tym jest nowy. Każdy nowy jest interesujący. Nie długo zainteresowanie jego osobą bardzo sie zmniejszy.
-Akurat
- Jak nie samodzielnie to z pomocą. Myślisz że każdy chłopak w tej szkole zgodzi się, żeby jego dziewczyna lub koleżanka skakała za nim jak jakiś kangur? Bo ja w to wątpie.
-Jeszcze zobaczymy.
-Moge sie założyć o jedną rzecz z mojej szafy, że za miesiąc będzie jak każy przystojniak. Będzie wzbudzał zainteresowanie, ale dużo mniejsze.
-Zakład stoi.
I już tylko tydzień szkoły. Na szczęście. Nie wytrzymam tu więcej. Niby nauczyciele wrzucają na luz po wystawieniu ocen, ale nie tu. W tej szkole wszyscy nauczyciele sie uparli, że cały rok trzeba wykorzystać na nauke. Nie kapuje po co. Jak ktoś będzie sie wydurniał, uwaga nic nie da. Sprawdzianu nie zrobi, bonie ma ocen, poza tym kto sie bedzie uczył w taką pogode? I po co? Bez sensu. po wystawieniu ocen powinny być wakacje. A już na pewno tu, w Miami.
W każdym razie w końcu trzeba wstać.-Przerwała przemyślenia Catalina. Po czym poczłapała do łazienki. Chłodne kafelki przywróciły jej trzeżwość myślenia. Szybko wskoczyła pod prysznic po czym ubrała się w czarne skórzane rórki, białą bluzke i czarną kamizelka (służącą tylko i wyłącznie do ozdoby). Ułożyła włosy, które zdążyły u wyschnąć i pięknie sie poskręcać w grube czarne sprężyny o dużej średnicy, następnie nałożyła makijaż. Właściwie go nie potrzebowała, ale to tak z przyzwyczjenia. Po prostu, jakoś jej weszło w użycie, ale tylko delikatny makijaż. Miała grube, długie, czarne rzęsy, wię tusz do rzęs był zbędny. Tylko błyszczyk i róż wystarczały jej do szczęścia. Miała naturalną urode. I była szczupła, i przemiła, ale z charakterem, przez co miała troche wrogów, ale głównie adoratorów.
Do kuchni zdążyła wpaść, a już dostała w ręke jabłko i została wyrzucona do szkoły. W ostatniej chwili złapała torbe, zanim drzwi zatrzasnęły się przed jej nosem. Natychmiast sie otworzyły i wyjżała z niej poczciwa twarz Mili. Jej służącej (choć nigdy by jej tak nie nazwała), cioci, koleżanki i byłej guwernantki w jednym. Cat miała tylko Mile. Nie była sierotą, ale jej rodzice sie rozwiedli i każdy wyjechał w swoją stronę. Przysyłali pieniądzie na nauke i jej potrzeby osobiste, ale byli dla niej bardziej jak sponsorzy niż rodzice. Mila ją wychowała i zawsze przy niej była, dlatego była dla niej wszystkim.
Jednak zobaczywszy, że Cat jest cała uśmiechneła się i żartobliwie psiknęła tak jakby chciała odstraszyć kota. Wykonała przy tym odpychający ruch rękami. Dopiero w trakcie drogi Catalina zorientowała się jak jest pużno. Jednym gryzem dokończyła jabłko i puściła się biegiem do szkoły. Pierwsza lekcja, oczywiście z jej "ukochanym" nauczycielem. Panną Anderson. Nie wiem jakiego przedmiotu mamy się z nią nauczyć, ale z nią żadnego sie człowiek nie nauczy. Gada całe lekcje o swoim życiu prywatnym i czasem przerwie żeby opowiedzieć jakiś suchar. Wszyscy na jej lekcji gadają, a jak ja tylko odwruce głowe, odrazu ma uwagę i ide do dyrektora. Dyrektor jest aniołem i istotą cudowną więc kiedy do niego ide prosi zawsze żebym opowiedziała o tym co sie stało w tym czasie usuwa uwagę. Oczywiście potem zawsze opowiada o zdarzeniu nauczycielom i uczniom, nieco zmieniając postacie, więc cięki mnie, Catalinie Martinez jest znany jako bardzo dowcipny. Zna Anderson i wie, że sie na mnie uparła. Oczywiście tylko ona wie dlaczego, ale niech to pozostanie jej tajemnicą. Jedyną której nie wypapla podczas lekcji. Ale w końcu zadzwonił dzwonek i wyszłam dziękując dyrowi. Wszyscy wiedzieli, że mam z nim na Ty. Nikomu to nie przeszkadzało. Poza moją BFF, Ava która cały czas twierdzi, że zacznie broić, żeby muc sie ze mną spotykać. Bez przesady. Av była bardzo jasną blondynką. Miała proste włosy do pasa. Była bardzo ładna i szczupła, do tego mega przyjacielska. Miała ładną twarz, zgrabny nosek (który był kulfonem, zanim Chris je go złamał) na środku twarzy i duże szare oczy. Usta miała małe, ale czerwone i ułożne w taki krztałt, jakby dawała komuś nieśmiałego buziaka.
- Hej Av!
-Cześć Cat. Slyszałaś o nowym uczniu? Podobno jest mega przystojny!
-I...
-I co? Super! Wszyscy muwią, że jest mądry, ale zadziorny i lekko buntowniczy.
-Jeśli wszcze bunt i przedłuży wakacje, to będzie super.
- Ty to tylko o wakacjach.
-A o czym. A poza tym sama powiedziałaś podobno. Więc nie wiadomo.
W korytarzu słychać było pisk.
- A to co do jasnej...-Ct nie skończyła bo na korytarz wpadło stadko dziewczyn skaczących wokół Jakiegoś chłopaka- To ten nowy? Musze przyznać że jest nie zły, ale ma dość duże powodzenie.
- Cha!
-Co cha?
-Cha, cha! Podoba ci sie.
-Jest przystojny i tyle. Poza tym jest nowy. Każdy nowy jest interesujący. Nie długo zainteresowanie jego osobą bardzo sie zmniejszy.
-Akurat
- Jak nie samodzielnie to z pomocą. Myślisz że każdy chłopak w tej szkole zgodzi się, żeby jego dziewczyna lub koleżanka skakała za nim jak jakiś kangur? Bo ja w to wątpie.
-Jeszcze zobaczymy.
-Moge sie założyć o jedną rzecz z mojej szafy, że za miesiąc będzie jak każy przystojniak. Będzie wzbudzał zainteresowanie, ale dużo mniejsze.
-Zakład stoi.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)