Rozdział IV
Cat obudziła się rano w łóżku, obok na krześle siedział Nathan i spał. Miała czas, żeby mu się przyjrzeć.
Dobrze wiedziała jak wygląda.
-Nathan Sykes. Jej ulubiony członek zespołu The Wanted. Nie okazywała tego tak jak Ave, ale uwielbiała ten zespół. Był na pierwszym miejscu z ulubionych boys band-ów. Oczywiście lubiła bardzo One Direction i Big Time Rush, ale wszyscy byli równi. Wracając do chłopaka... Oglądając go w telewizji, na plakatach i na koncertach, nie wyglądał na aż tak silnego, jaki był w żeczywistości. Bo z tego jak wyglądał, nie sprawiał wrażenie takiego, jakby umiał ją złapać, albo nosić po schodach bez żadnego wysiłku. O cholera... Już prawie zapomniałam co sie wczoraj stało.- Zaklęła w głowie Cat. - Ale nie obudzę go, żeby ruszyć swój szanowny tyłek do łazienki, która jest na końcu korytarza. Ide. Koniec tego gdybania i rozmyślania.
Po cichu zsunęła z siebie kołdrę i spojżała na swoją kostkę. Wydała z siebie jęk na jej widok, ale szybko się zreflektowała i zakryła usta dłonią. Narzuciła na siebie sweterek i delikatnie zaczęła kuśtykać w stronę łazienki. Nie poszła tam tylko z powodów fizjologicznych. Znajdowała się tam też apteczka. Szybko ją wzięła, wyszła i usiadła na kanapie, która stała zawsze na końcu korytarza. Zaczęła zdejmować powoli bandarz, którego dużo nie zostało. Było tylko jedno wytłumaczenie. Kot. Po prostu zapomniała zamknąć okna na noc. Kiedyś często zostawało otwarte, ale od kiedy na przeciwko zamieszkała nowa rodzina to się zmieniło. Ich kot był niemożliwy. Na noc wyganiali go z domu, ponieważ w nocy drapał ich, głównie kostki. W dzień mogli temu zapobiec, ale podczas snu- nie. Oczywiście, kotowi jest zimno i chodzi do domów w okolicy. Jak jest zamknięte okno, trudno, idzie dalej, ale jeśli jest otwarte, wchodzi do domu i siedzi tam, ale tylko kiedy jest rano. Razem ze słońcem kot się wynosi, hcoć nie mam pojęcia jak, i wraca do siebie. Tym razem wypadło jej z głowy zamknięcie okna. Trudno. Stało się. Filemonek - tak miał na imię kot- wybrał sobie za zabawkę jej bandaż z kostką w środku. Wyglądało to okropnie. Tym bardziej, że ten kot chyba nigdy się nie liże, a pazurów każdy boji się tknąć. Tak więc kostka nie wyglądała najlepiej. Dziewczyna wyczyściła ranę i założyła nowy bandaż. Pod koniec zauważyła, że jest dość wcześnie, nie czuje sie chora, nie ma dreszczy, jej 'wybawca' śpi, a ona jest pieruńsko głodna.
Trzymając się poręczy od schodów zaczęła powoli schodzić w dół, kiedy udało jej się zejść odetchnęła głęboko i pokuśtykała do kuchni. Nie wiedziała ile Nathan będzie jeszcze spał, więc nie mogła tyle czekać. Wzięła miskę wlała trochę mleka i właśnie sięgneła po płatki, kiedy przerwało jej chrząknięcie. Uszy Cat po dłuższym czasie ciszy nie przyzwyczajone do żadyn dżwięków, wysłały szybki impuls do muzgu, a ten kazał całemu ciału podskoczyć i obrócić się o 180 stopni, zaś usta wydały z siebie lekki krzyk. Wszystkie płatki poszybowały w górę, a następnie w dół obsypując dziewczynę i całą podłogę.
- Nie straż mnie tak! - Dziewczyna ciężko dyszała.
- Spokojnie. Jak kostka?
- A gdzie dzień dobry? - Odpowiedziała pytaniem Cat sięgając po miotłe.
- Dzień dobry. Zostaw moitłe ja posprzątam, jak kostka?- Nie ustępował chłopak
- Bardzo dobrze. Czemu pytasz?
- A tak, bo albo wzięłaś za długi bandarz, albo ci spuchła.
- Co mam odpowiedzieć?
- Nie wiem. Najlepiej pokaż i więcej nie chodź, bo może się stać coś poważnego, a wtedy będę cię nosił bardzo długo... Atego chyba byś nie zniosła. - Jego brew uniosła się nadając mu pytający wygląd.
- Ale ja nie zniosę tyle czasu na kanapie! - Jękneła.
- Możesz też być u mnie na kolanach, lub rękach...- Zaproponował niby od niechcenia.
- Ale ja potrzebuję ruchu! Muszę popływać, potańczyć, wybiegać się!
- Przepraszam, ale tego ci nie wolno, póki kostka nie będzie okey.
- Zachowujesz się jak matka.
- Obrażasz mnie! - udawał urażonego
- Raczej moją rodzicielkę... - Prychnęła dziewczyna.
- Boże jaki ze mnie osioł! -Nagle zmienił temat chłopak, za co został obdarowany zdziwionym spojrzeniem. Nie zwrócił na to uwagi tylko szybko podszedł do dziewczyny, złapał ją w pół i przeżucił sobie przez ramie. W tym czasie ta zaczęła piszczeć i wierzgać nogami.
- Puść! Puść mnie! - Piszczała, ale kiedy tylko chłopak lekko ją podrzucił na ramieniu i porządnie złapał ta przestała wierzgać i szybko złapała go, żeby nie spaść.
- Puść! Puść! Bo spadnę!
- Nie spadniesz. - Przekomażał się chłopak.
- Nie będe już jęczeć i nie będe chodzić, tylko mnie puść!
- No nie wiem. To nie brzmi jakbyś miała to zrobić na pewno... - Kontynuował chłopak beztroskim tonem, po czym znowu lekko ją podrzucił, na co odpowiedziała piskiem.
- Dobrze, obiecuję! Zrobie co chcesz, tylko mnie postaw!
- Wszystko?
- Wszystko! Tylko mnie postaw!
- Okey. - szybko odpowiedział chłopak i posadził ją na kanapie, w salonie.Dziewczyna szybko wypuściła powietrze.
- Nigdy więcej tak nie rób. - Wydyszała.
- W sumie to dobry sposób, żebyś się na coś zgodziła... - Rozmyślał Nathan.
- Obiecaj, że tak więcej nie zrobisz. Obiecaj.
- Obiecuje - Odparł niechętnie. - Cóż mogę zrobić, gdy nalega taka piękność...
- Przestań! - Przerwała mu dziewczyna, rumieniąc się.
- A jak nie? - Zapytał uwodzicielskim tonem patrząc prosto w jej ciemne oczy.
- To... - Nie dokończyła myśląc chwilę
- To? - Kontynuował chłopak przysuwajac się do niej.
- To...
- To co? - Przerwał jej chłopak, cały czas siędo niej przysuwając.
- To zabronię ci się zbliżać na metr ode mnie. - Dokończyła dumna z siebie Cat.
- Po pierwsze, to ty wtedy najbardziej ucierpisz, a po drugie, nie możesz.
- Dlaczego?- Spytała zaczepnym tonem.
- A dlatego, ponieważ mi to obiecałaś. I to przed chwilą. A poza tym, samo zabronienie mnie nie powstrzyma. Zbrojne siły, to by mi zajęło trochę czasu, ale nic mnie nie powstrzyma, przed tym. - szepnął, po czym szybko przysunął się do dziewczyny oparł dłonie na jej ramionach i szybko, ale delikatnie położył ją i jeszcze szybciej jego wargi przylgnęły do jej warg. Przylgnął do niej jak pijawka. Dziewczyna była tak oszołomiona, że nawet nie zauważyła, kiedy jej ręce byływ jego włosach, a jej wargi namiętnie odwzajemniały pocaunek. Po pewnym czasie odsuneli się od siebie i dziewczyna zaczęła ciężko dyszeć. W tym czasie chłopak zaczął podgryzać jej ucho i delikatnie muskać jej skurę za uchem. Dziewczyna szybko obruciła głowę i znów ich wargi ię złączyły. Tym razem był namiętniejszy i dłuższy. Gdyby nie zapotrzebowanie na tlen, nigdy by się od siebie nie oderwali. Chłopak zszedł niżej po szyji dziewczyny i w złączeniu z barkiem zaczął ją całować. Zawisł nad nią wsparty na przedramionach i znowu wziął się za jej usta. Lekk oprzygryzł jej dolną wargę, przez co stała się bardziej czerwona i wydatniejsza. Dziewczyna poddawała się jego pocałunkom i odwzajemniała je ze zdwojoną siłą. Nagły ból w kostce sprawił, że dziewczyna syknęła.
- Co się stało? - Spytał przerywając właśnie czynność którą wykonywał.
- Nic.
- Nie potrafisz kłamać. Co jest?
- Nic!- Nagle chłopak zerwał się z kanapy, i zanim dziewczyna zareagowała, złapał ją w kolanie za nogę, której kostka była zawinięta w bandarz.
- Nie! - Krzyknęła dziewczyna i chciała wyrwać nogę, ale Nath miał zbyt mocny chwyt.
- Dlaczego nie?
- Czemu nie możesz mi zaufać i po prostu jej nie ruszać?
- Bo się o ciebie martwię. A teraz pokarz.
- Po co się pytasz, skoro tak czy siak, choćby siłą, to zobaczysz? - Spytała zimno Cat.
- Z grzeczości.
- Po co?
- Bo weszło mi to w nawyk. Tak jak tobie ukrywanie swoich problemów.
- Wcale nie!
- A właśnie, że tak. Skoro ich nie ukrywasz, to czemu nie chcesz, żebym na to spojrzał?
- Bo bandarz przykleił mi się do nogi i boli, kiedy go odwijam.
- Ale... - Zdezorientowany chłopak nie wiedział co powiedzieć.
- Ale co?!- Spytała zdenerwowana już Cat.
- Ale bandarze nie kleją się tak po prostu... Chyba, że jest spora rana i przykleja się do zaschniętej krwii... O ile wiem ty nie masz dużej rany, tylko skręconą kostke, chyba że coś się zmieniło w nocy... - Chłopak wyglądał na zdziwionego, ale przede wszystkim wystaszonego. Mimo ostrzeżenia Cat na temat jej kostki chłopak zaczął odwijać bandarz.
- Nie nie ruszaj! - Dziewczyna zaczęła panikować. - Proszę! Zapomnij o tym - Błagała - Nie ruszaj tego! - Oczy dziewczyny zaczęły napełniać się łzami.
- Spokojnie. Cat, ja chce pomóc. - Odpowiedział chcąc ją uspokoić.
- Ale zrywając bandarz nie pomożesz! - Dziewczyna zalała się łzami.
- Dobrze. Nie będe tego oglądał, ale powiedz, jak to wygląda i co się stało.
- Dobrze. - Odpowiedziała nie przestając płakać. Chłopak przysunął się do niej i ją przytulił.
- Ćśśśś... Wszystko okey. Nie będe ruszał tego bandarza, tylko nie płacz już, dobrze?
- Yhy - Udało jej się mruknąć. Chłopak wyszedł na chwilę i wrócił z herbatą i ciastkami.
- Skąd to wytrzasnąłeś? - Spytała już spokojniej, owijając się kocem z kanapy. Dopiero teraz orientowała się, że ma na sobie tylko obcisły top i szorty.
- Mam swoje sposoby - wyszczeżył się chłopak. - A teraz powiedz jak to było z tą nieszczęsną kostką.
Kocham!!!! Chce wiecej!!!
OdpowiedzUsuńNo... e... nie chodzi mi oto, że złe! Tylko... Dziecko ile ty masz lat?! Odłóż książki! I więcej nie czytaj "jutra" ani "PIOSENEK DLA PAULI"! A wogól to skąd ty posiadasz tak rozszerzoną wiedzę na różne tematy? Hm?... Co się dziwić, że jesteś najbardziej zboczona w klasie :)
OdpowiedzUsuńFajne ogólnie, tylko błędy... Mi się podoba! Nie myśl sobie!
Pozdrawiam,
Babcia
Nie czytałam ani tego ani tego
OdpowiedzUsuńDlaczego"?! Mi się twoje opowiadanie podoba! Mam malutką prośbę... Wyłącz weryfikację obrazkową. Wchodzisz w: pulpit nawigacyjny, ustawienia, posty i komentarze, włącz weryfikację obrazkową i zmieniasz na nie. Proste!
OdpowiedzUsuń